Przesłanie
„Świat i życie na nim niech będzie ostoją dla wszystkich ras ludzi oraz ich wyznań. Dominacja człowieka nad człowiekiem czyni wiele upokorzenia, dyskryminacji, zagłady, zniewolenia oraz braku człowieczeństwa.

Doznałem cierpienia, zniewolenia, odebrano mi radosne dzieciństwo. Pokolenie zła niech swoje miejsce w piekle ma. Pokolenie nowe niech tkwi w odnowie wzajemnego zrozumienia i poszanowania. Zamiast kolczastych drutów obozowych, niech rośnie kolczasta róża. Przesłanie więźnia 149894“

Grisza Żukow – przywieziony został do KL Auschwitz transportem ludności białoruskiej z Witebska 9 września 1943 r. wraz z matką Anną Żukową, babką, dwiema siostrami i bratem. Od tego momentu stał się numerem 149894, który do dzisiaj widnieje na jego ręce. Ojciec, Awakun Żukow, był dowódcą jednego z oddziałów partyzanckich działających w lasach niedaleko ich rodzinnej wsi Latigowo. Tam zginął w 1943 r. Najmłodsza siostra, Alinka zginęła w obozie jako pierwsza – 17 grudnia 1943 r. W tym samym miesiącu zmarła mama, Anna Żukowa. Po jej śmierci Grisza zachorował, zabrano go do obozowego szpitala. W 1944 r. Ninę i brata wywieziono wraz z innymi dziećmi białoruskimi do obozu w Potulicach koło Bydgoszczy, a następnie do Konstantyna koło Łodzi. Po wyzwoleniu obozu w Konstantynie żołnierze radzieccy zabrali dzieci do Związku Radzieckiego. Babcia dzieci prawdopodobnie zginęła w Auschwitz.

Grisza do wyzwolenia przebywał w Birkenau, w obozowym szpitalu. W pierwszych dniach lutego 1945 r. został wywieziony w większej grupie dzieci do Krakowa. Na początku marca siedmioro dzieci z Białorusi, w tym również Griszę, przeniesiono do domu dziecka w Harbutowicach pod Krakowem, a następnie do prewentorium Bucze Harcerskie w Górkach Wielkich koło Skoczowa. Tam w 1946 r. Grisza i pozostałe sześcioro dzieci z Białorusi zostali ochrzczeni w miejscowym kościele parafialnym. Sądownie nadano im nową tożsamość. Grisza otrzymał imię i nazwisko Grzegorz Tomaszewski. W Skoczowie pozostał do 1947 r. Potem przebywał w kolejnych domach dziecka i pogotowiach opiekuńczych: w Katowicach, Czarnowąsach koło Opola i Głuchołazach. W wieku 17 lat ukończył szkołę zawodową i był zdany sam sam na siebie. Pracował na gospodarce, później jednak znalazł etat w cukrowni w Kietrzu. Z czasem pan Grzegorz ułożył sobie życie – ożenił się, dochował dwójki dzieci, córki Anny i syna Andrzeja, a potem wnuków i prawnuków. Dopiero po ponad sześćdziesięciu latach odnalazł swoje biologiczne rodzeństwo, kiedy w 2008 r. na zaproszenie redakcji programu „Żdi mienia” (Czekaj na mnie) pojechał z synem do Moskwy. W studiu telewizyjnym nastąpiło spotkanie z siostrą, młodszym bratem i liczną rodziną.