Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Wacław Długoborski – Działalność polityczna Edyty Stein 1918-1919

Strona: 1

Wacław Długoborski

Działalność polityczna Edyty Stein w latach 1918-1919


„Stoimy w punkcie zwrotnym rozwoju życia duchowego i nie powinniśmy się uskarżać, że kryzys trwa dłużej, niż to niektórym odpowiada” pisała Edyta Stein do siostry 6 lipca 1918 roku. „Wyczuwa się to również w walkach politycznych i społecznych, gdzie ścierające się racje są zupełnie różne od haseł i sloganów, jakie ludzie z tym wiążą. Dobro i zło, rozeznanie i pomyłka mieszają się na wszystkie strony”, ale list kończyła optymistyczne „przekonaniem, że przebieg wypadków […] przyniesie pomyślny koniec”1. Czy miała na myśli powodzenie takich czy innych planów „poprawy świata” – z nowym, zyskującym na popularności także i w Niemczech bolszewickim na czele, czy sytuację na frontach, która wtedy jeszcze pozwalała żywić państwom centralnym jakieś nadzieje? W połowie czerwca ruszy ostatnia austriacka ofensywa nad Piawą, miesiąc później – niemiecka nad Marną. Nie były to już te czasy, gdy Steinówny zaznaczały chorągiewkami – jak w roku 1914 – postępy docierających do tej rzeki wojsk niemieckich, czekając kiedy „wkroczymy” do Paryża. Dawno już osłabł ówczesny entuzjazm, społeczeństwo było zmęczone, podobnie jak masy żołnierskie i wyczekiwało końca wojny, choć zdawało sobie sprawę, że nie będzie on dla Niemiec tak tryumfalny, jak to mogło zdawać się jeszcze na początku roku, po pokojach wymuszonych na Rosji i Rumunii. Podobne refleksje snuli politycy pokroju Waltera Rathenaua, którego głośny artykuł Sicherungen2 Edyta zalecała Ernie jako lekturę.
Ten żydowskiego pochodzenia prawnik, ekonomista i filozof, współtwórca potęgi koncernu AEG, jako jeden z jego dyrektorów i udziałowców, na czas wojny pełnomocnik rządu i armii do spraw ekonomiki wojennej i z racji tej funkcji współpracownik Hindenburga i Ludenforffa, dał im wtedy właśnie – w lipcu 1918 roku – jednoznacznie do zrozumienia, że po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny przewaga materiałowa aliantów jest tak wielka, że Niemcy nie mają szans na jej zwycięskie zakończenie. Ten subtelny intelektualista i mecenas sztuki, potrafiący przy nawale zajęć znaleźć czas na odwiedzanie teatrów i pisanie recenzji teatralnych, zdawał sobie sprawę – jak może nikt inny z ówczesnego establishmentu – że w obliczu nadchodzącej klęski Niemcy potrzebują odnowy nie tylko gospodarczej, ale politycznej, przezwyciężenia narastających w takich sytuacjach kryzysów społecznych, złagodzenia bipolarnego układu partyjnego poprzez wzmocnienie w niemieckim liberalizmie nurtu demokratyczno-lewicowego kosztem narodowo-liberalnego i stworzenia w ten sposób „trzeciej siły” zdolnej stać się w miarę równorzędnym partnerem partii socjaldemokratycznej.
W okresie poprzedzającym wybuch wojny obydwa nurty traciły na znaczeniu. Podczas gdy jeszcze w latach osiemdziesiątych XIX wieku zdobywały w wyborach do Reichstagu po blisko 20 proc. głosów każda, to latach 1907 i 1912 już niewiele ponad 10 proc., co dotyczyło zwłaszcza rozbitego  na dwie odrębne partie nurtu demokratyczno-lewicowego. Rathenau chciał ten stan rzeczy zmienić, zwłaszcza w obliczu wyzwań, przed jakimi państwo i społeczeństwo stanęły w rezultacie klęski militarnej, takich jak utrata kolonii i straty terytorialne na wschodzie i zachodzie kraju, groźba płacenia reparacji, częściowa demilitaryzacja, jednostronne obarczanie państwa winą za wybuch wojny, a armii – za zbrodnie wojenne. Wraz z popularnym przed wojną, także i środowiskach robotniczych pastorem Fryderykiem Naumanem, postulującym w swej książce Demokracja i cesarstwo3 ideę – jak byśmy ją dziś określili – „państwa opiekuńczego”, dążył do skupienia wszystkich sił liberalnych w Demoratischer Volksbund. Jego cele Rathenau i Naumann przedstawili 16 listopada w Berlinie na zebraniu, na którym obok nich przemawiali teolog Ernst Troeltsch, twórca słynnych Idei roku 1914, którymi na początku wojny entuzjazmowała się Edyta Stein, oraz przewodniczący chrześcijańskich związków zawodowych Adam Stegerwald4.
Ich inicjatywa zbiegła się z podobną, Teodora Wolffa, redaktora naczelnego liberalnego Berliner Tagesblatt, który w tym samym dniu wystąpił z odezwą nowej liberalnej partii Deutsche Demokratische Partei (Niemiecka Partia Demokratyczna, dalej w skrócie – NPD) podpisaną m.in. przez ludzi w przyszłości o tak różnych losach, jak Otto Nuschke i Hjalmar Schacht. Ani Volksbundowi, ani Deutscher Demokratischer Partei nie udało się – mimo wielu prób – pozyskać w pogoni za wielkimi nazwiskami Alberta Einsteina5, „demokratom” natomiast udało się pozyskać Maxa Webera, który jednak półtora roku później zmarł. Po pewnych wahaniach wstąpił do nich także i Rathenau, a przede wszystkim desygnowany wkrótce na przewodniczącego Naumann (zmarł jeszcze wcześniej od Webera, bo już w lecie 1919 roku) oraz posłowie liberalno-demokratycznej frakcji rozwiązanego w listopadzie 1918 roku Reichstagu i kilku posłów frakcji narodowo-liberalnej6. Większość jednak, pod przewodnictwem Gustawa Stresemanna odtworzyła swoją dawną formację, co spowodowało, że liberalizm niemiecki pozostawał nadal rozbity, walcząc o tę samą klientelę wyborczą, co w przyszłości NPD odczuje boleśnie m.in. na Dolnym Śląsku i we Wrocławiu, gdzie obie partie liberalne zdobędą mnie więcej równe ilości głosów i procentów: Stresemann – 137,6 tys. i 15,3 proc.; Demokraci – 139,2 tys. i 15,5 proc.7
We Wrocławiu zebranie założycielskie Partii Demokratycznej odbyło się 12 grudnia, trzy tygodnie po zjeździe założycielskim partii w Berlinie, a do jej prezydium we Wrocławiu weszła m.in. Fräulein Dr. Stein8. Do partii zapisały się też matka i siostra Erna, a po powrocie z Rosji – choć z wahaniami – także jej narzeczony Hans Biberstein. „W Niemczech zastał dwie partie polityczne: republikańską i cesarską […] nie rozumiał, dlaczego nikt nie chce przynależeć do tej ostatniej”. Musiał jednak pójść w ślady narzeczonej i przyszłej teściowej, „gdyż opowiadając się za prawicą, nie mógł jako Żyd liczyć na żadne sympatie”9. Wahania mogła mieć także i Edyta, która zdążyła w trakcie studiów przejść zastanawiającą ewolucję poglądów politycznych. „W domu – wspomina – czytano tylko liberalne gazety, co miało przeciwważyć oficjalny hurra-patriotyzm serwowany w szkole10. I padają słynne, cytowane wielokrotnie zdania, „uwalniałam się od idei liberalnych, w których wzrosłam i doszłam do pozytywnego poglądu na państwo, bliskiego konserwatywnemu, choć ciągle trzymałam się z dala od szczególnego piętna konserwatyzmu pruskiego”. Czuła „wdzięczność dla państwa”, dającego – także i Żydom – „akademickie prawo obywatelstwa, zapewniające […] wolny dostęp do nauk humanistycznych”, a także przywileje, jakie dawała studencka legitymacja. Doceniała „pełną miłości troskę państwa nad swymi wyróżnionymi dziećmi”, co budziło w niej chęć „odwdzięczenia się później narodowi i państwu przez (swoją) pracę zawodową”11; dodajmy – ofiarną służbą, gdy państwo to znajdzie się w stanie wojny. Edyta i wiele jej żydowskich koleżanek zgłoszą się na pielęgniarki, czy nawet wyrażą gotowość pracy w przemyśle wojennym, a żydowscy studenci i akademicy wstąpią ochotniczo do armii, co społeczeństwo niemieckie zdawało się oceniać jako ukoronowanie procesu asymilacji, otwierającej – według Stefana Zweiga – „złoty wiek bezpieczeństwa” Żydów w Niemczech12. W początkach wojny w owym „złotym wieku” doszło nawet do przyśpieszonego przyznawania obywatelstwa niemieckiego tym wszystkim młodym Żydom z Rosji i pozostającej pod jej panowaniem części Polski, którzy zgłaszali się ochotniczo do armii13.
Ale ów „złoty wiek” miał jednak swoje cienie i granice, i to nim jeszcze ofiara krwi żydowskich żołnierzy i oficerów poszła w niepamięć, zastąpiona oskarżaniem „Żydów i marksistów” winą za klęskę Niemiec, osławioną Dolchstoßlegende, na którą uskarżać się będzie Hans Biberstein. A był przecież jednym z tych Żydów, który podobnie jak jego narzeczona i Edyta, korzystał dobrodziejstw „złotego wieku”. Chronił on Niemcy od nadmiernego napływu Żydów ze „wschodu” i to nie tylko poprzez bismarckowskie „rugi” z lat osiemdziesiątych, ale także trudności stawiane osobom pragnącym naturalizować się w Rzeszy, nawet gdy spełniały one wszystkie wymagane kryteria; i nawet – a może przede wszystkim – tam, gdzie naturalizacja, jak to miało miejsce we Wrocławiu, zależała od współziomków, tzn. od miejscowych (niemieckich) Żydów. Współrządzili oni miastem dzięki trójklasowemu pruskiemu prawu wyborczemu, dającemu ich przedstawicielom – choć stanowili tylko 6-7 proc. mieszkańców – możliwość desygnowania 30-40 proc. elektorów, a wraz z tym obsadzenia ponad 30 proc. miejsc w Radzie Miejskiej. Stanowili oni bowiem najbogatszą grupę obywateli z przeciętnym dochodem rocznym 5,2 tys. marek na głowę, podczas gdy u protestantów sięgał on tylko 1,5 tys., a u katolików – niewiele ponad jeden tysiąc14. U bogatszych Żydów daje się zauważyć dążenie do zapewnienia swym dzieciom wyższego wykształcenia, przejście od Wirtschaftsbügertum do Bildungsbürgertum, co – transponując te terminy w znacznym uproszczeniu na pojęcia używane w Polsce – oznacza przejście od burżuazji do inteligencji. Synowie zamożnych Żydów, jak podkreślała Hannah Arendt, „porzucili zawody swoich ojców na rzecz wolnych zawodów lub czysto intelektualnych poszukiwań, na co nie mogli sobie pozwolić kilka pokoleń wcześniej” i w rezultacie w Niemczech i Austrii „w fantastycznym tempie powstała żydowska inteligencja”15.
Dotyczyło to także i rodziny Steinów: gdy wdowa Augusta postawiła mężowski handel drewnem na nogi (zostawmy sobie na inną okazję ekskurs o źródłach sukcesu tej businesswoman), umożliwi dwojgu najmłodszych dzieci – Ernie i Edycie – ukończenie elitarnego gimnazjum (Viktoriaschule) i podjęcie studiów wyższych. Dodajmy, że w tym i w trzech pozostałych – uchodzących za elitarne – gimnazjach wrocławskich dzieci z rodzin żydowskich stanowiły w latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku od 35 proc. do 45 proc. uczennic i uczniów. Odsetek ten obniży się dopiero w pierwszych latach XX wieku16. Na ile młodzieży żydowskiej szanse zdobycia wyższego wykształcenia umożliwiało bogactwo rodziców, na ile dążenie do podniesienia rangi społecznej i przeciwstawienia się antysemickim stereotypom, na ile wreszcie – tradycje zakorzenionego w mozaizmie „intelektualizmu”, trudno jednoznacznie stwierdzić, podobnie jak trudno stwierdzić, które z tych czynników wchodziły w grę w wypadku Edyty; obok innego jeszcze – jej ambicji przodowania i błyszczenia w środowiskach, w których przyszło jej żyć i działać. „Nie byłam przyzwyczajona, aby mnie ktoś ganił. W domu nikt nie śmiał mi się sprzeciwić. Moje koleżanki darzyły mnie miłością i podziwem”17, a w tradycji rodzinnej uchodziła za osobę „źle znoszącą niepowodzenia”18. Cechy, które moim zdaniem zaważą na jej ocenie własnej działalności politycznej. Pokora przyjdzie dopiero z konwersją ku katolicyzmowi.
Studia zaczęła Edyta we Wrocławiu, ale dopiero w Getyndze, dzięki doc. Adolfowi Reinachowi (poległ w listopadzie 1917 roku we Flandrii) „zabłysną” jej niewątpliwe talenty filozoficzne; dała też o sobie znać jej „łatwość pojmowania i niezwykła zdolność wnikania w drugich”, ich „natychmiastowego rozumienia”, ale również jej „dawna miłość do historii”, której we Wrocławiu o mało co nie wybrała za główny przedmiot studiów. Historia bowiem jako nauka „łączyła się” u Edyty, „najściślej z namiętnym pragnieniem udziału w politycznych wypadkach teraźniejszości jako historii, która się tworzy”19. Zapamiętajmy to jej wyzwanie: czy swojego zaangażowania w NPD nie traktowała jako swego rodzaju laboratorium doświadczeń społeczno-politycznych, a więc – nie bardzo serio? Poważnie natomiast traktowała swój stosunek do państwa pruskiego, i tego dawnego Fryderyków i Bismarcka, i tego współczesnego, za którego poddaną się uważała. We Wrocławiu uczęszczała m.in. na wykłady historii Niemiec lat 1763-1806 – krytycznego wobec jej głównego bohatera, Fryderyka Wielkiego – młodego, „ostrego i ciętego”, jak go charakteryzowała Edyta, trzydziestopięcioletniego doc. Johannesa Ziekurscha (1876-1945), o „przekonaniach narodowo-liberalnych”, formacji dumnej z „nowego państwa niemieckiego, w którym się wychowa[ła]”, dalekiej jednak od „ślepego ubóstwiania domu panującego i ciasnoty pruskiego punktu widzenia”20; historyka obalającego tzw. fryderycjańską legendę pruskiej historiografii w jej szczególnie czułych punktach: polityki tego władcy wobec śląskiego mieszczaństwa i śląskich chłopów – w pracach, które do dziś nie straciły naukowej wartości21.
Czy do owej formacji narodowo-liberalnej, dumnej z współczesnych jej Prus, ale krytycznych wobec ich przeszłości należy także zaliczyć Edytę, której szczególną satysfakcję sprawić musiało znalezienie się razem z Ziekurschem, jej byłym profesorem we wspomnianym już pięćdziesięcioosobowym prezydium NPD we Wrocławiu22? Czy wtedy, tzn. pod koniec 1918 roku zmieniła swoje stanowisko wobec Prus i państwa pruskiego? Czy zwątpienie posiał już w Getyndze inny wybitny historyk, anglofil i prusofob Max Lehman, u którego Edyta „zabłysła” referatem o programach partii niemieckich w parlamencie 1849 roku, który Lehmann gotów był przyjąć jako jej pracę dyplomową? Lehmanna otaczał nimb ucznia Rankego, którego pamięć i dorobek Edyta uwielbiała; „byłam dumna”, że przez Lehmanna „staję się duchową wnuczką Rannego. Budził jednak jej sprzeciw swoim antypruskim nastawieniem. „Ponieważ każda jednostronność pobudzała mnie zawsze do oddawania sprawiedliwości stronie przeciwnej, dlatego tutaj […] uświadomiłam sobie istotę pruskości i umocniłam w moim prusycyźmie”23.
Czy oznaczało to, że z pozycji narodowo-liberalnych Edyta przeszła na konserwatywne? Moim zdaniem tak. Świadczyć o tym może jej stosunek do państwa prusko-niemieckiego w latach wojny: pochwała koncepcji Mitteleuropy (oczywiście w jej ujęciu integracyjno-ekonomicznym Bethmanna, Hollwega i Rathenaua, którego artykuły na ten temat prawdopodobnie czytała, a nie – ekspansywno-aneksyjnym Heinricha Claßa i „Wszechniemców” z położeniem nacisku na przyszły rozwój niemieckiego osadnictwa na wschodzie24) i mieszczącego się w niej aktu z 5 listopada 1916 roku, powitanego przez Edytę jako istotny krok w rozwiązaniu sprawy polskiej, nadzieja na powojenne reformy, dzięki którym „moje drogie Prusy staną się bardziej niemieckie, a zarazem […] bardziej środkowoeuropejskie”, zachwyt nad pruskim państwem i jego „samoświadomym narodem, który dyscyplinuje swoje funkcje”, a przede wszystkim zaufanie do niemieckiego rządu „którzy w skupieniu i z pokorą stara się dociec, ku czemu zmierza bieg zdarzeń na świecie”, połączone z antyamerykańską filipiką na notę Wilsona z grudnia 1916 roku25. Niechęć do demokracji amerykańskiej rozciągnie na inne demokracje zachodnie, może poza angielską, co znajdzie wyraz w jej powojennej rozprawie o państwie (1922)26, nawiązującej do wzorów państwa autorytarnego, w którym „funkcją poddanych (Untertanen) – nie ‘obywateli’ – jako takich jest jedynie uznawać rząd i być posłusznym jego rozkazom”, rządu zaś „jako centralnego organu, w którym koncentruje się państwowotwórcza wola” – „kierować działaniami całości (des Ganzen27), stwarzać impulsy dla tych działań, ewentualnie wydawać zarządzenia wykonawcze”28.
Czy załamanie państwowości prusko-niemieckiej w listopadzie 1918 roku było tym czynnikiem, który podważył zaufanie, jakim Edyta tę państwowość darzyła, „przekonał [ją], że stary system się przeżył”29, skłonił do zasadniczej zmiany postawy politycznej i związania się z partią reprezentującą obcy je mentalności nurt liberalno-demokratyczny? Przejawem, jak chce Hanna Barbara Gerl-Falkovitz, jej „zagubienia wobec wojny światowej i klęski Niemiec”? „Pragnienia doprowadzenia kobiet do wyborów oraz zwycięstwa z plebiscycie na Górnym Śląsku30?”. Ostatni argument należałoby uściślić: w grudniu 1918 roku obawiano się wprawdzie (także w rodzinie Edyty) utraty Górnego Śląska, NDP wzorem innych partii niemieckich zwoływała w tej sprawie wiece i mobilizowała młodzież do walki31, ale decyzja o plebiscycie zapadnie dopiero w czerwcu 1919 roku w Wersalu. Wiele natomiast mówiono o prawie wyborczym kobiet, ulubionym temacie rozmów i działalności Edyty już w czasie studiów we Wrocławiu32, zapomnianym jednak w Getyndze i Freiburgu – może dlatego, że zdawała się stać przed nią otworem kariera naukowa u boku Husserla? Jednak stosunki z Mistrzem, „z zasady”, jak pisała do Ingardena już w początkach 1917, niechętnemu habilitacji kobiet33, nie ułożyły się najlepiej; dwa lata później „odrzuci a limine jej przeprowadzenie”34. Czy do Wrocławia jesienią 1918 roku – i to na łeb i szyję – pojedzie dlatego tylko, że – jak sugerowała w liście do Ingardena – bała się wybuchu rewolucji? A także „dla spokoju […] matki, której „w tych niespokojnych czasach niemiła była świadomość, że przeżywam tak daleko od najbliższych?”35. A może dość miała dusznej atmosfery w domu Husserlów, gdzie traktowano ją ni to jako naukową sekretarkę Mistrza, ni to jako pielęgniarkę, ni to jako służącą? Dwunastego listopada jest już w drodze na Śląsk, dwa tygodnie później wstępuje do NPD36. Czy po zawodzie osobistym, a raczej miłosnym, ze strony Ingardena (por. jedyny z jej zachowanych listów z inwokacją Liebling37) i wspomnianym już naukowym ze strony Husserla38, rzucenie się w wir polityki nie wydawało się tej intelektualnie aktywnej, ale emocjonalnie przewrażliwionej kobiecie najlepszym wyjściem z sytuacji?
A może widziała w NPD, podobnie jak jej przyszły szwagier, ochronę przed pojawiającymi się także i w Niemczech przejawami antysemityzmu? Ta partia antysemicką na pewno być nie chciała – z osobowościami, jak Wolff, Rathenau, i były bankier Bismarcka Bleichröder, z 8 względnie 10 Żydami w pięćdziesięcioosobowym prezydium we Wrocławiu, proporcji lepiej odpowiadającej ich roli w życiu miasta niż ich nadprezentacja w Radzie Miejskiej (por. wyżej). Edytę, angażującą się w walkę o prawa wyborcze kobiet i ich udział w życiu politycznym cieszyć musiała obecność w prezydium 6 kobiet, wśród nich znanej ze swej działalności społecznej Pauli Ollendorf (1860-1938), wiceprzewodniczącej wrocławskiego oddziału Żydowskiego Związku Kobiet, zarazem pierwszej kobiety wybranej we Wrocławiu do Rady Miejskiej, żony zmarłego w roku 1911 prawnika Izydora Ollendorfa, lidera frakcji liberalnej w tejże Radzie, bojownika o pełne równouprawnienie Żydów – nauczycieli i uczniów – w szkolnictwie39. Cieszyć musiało również jednoznaczne stanowisko partii w sprawie praw wyborczych kobiet, do czego m.in. sama się przyczyniła w swej agitacji wyborczej, mniej – wyniki samych wyborów do Zgromadzenia Narodowego z 19 stycznia 1919 roku, w których na Dolnym Śląsku partia znalazła się poniżej średniej krajowej (15,5 proc. i 18,6 proc.), a we Wrocławiu wypadła prawdopodobnie jeszcze gorzej40. Poza Wrocławiem mogły niepokoić przejawy antysemityzmu w samej partii, jak odrzucenie kandydatury Rathenaua na posła NPD z Rejencji Legnickiej41 czy odrzucenie propozycji wprowadzenia do władz partii, dla skuteczniejszego zwalczania antysemityzmu, przedstawiciela Centralnego Związku Niemieckich Żydów42, którego członków znajdziemy w różnych regionalnych prezydiach czy innych gremiach NPD, i to nie tylko na Śląsku.
Szczegółów o działalności partii w tej prowincji, także Edyty Stein, nie znajdziemy w żadnej z jej biografii. Gerl-Falkowitz wspomina tylko, że w działalność tę Edyta „investierte zeitweise viel Arbeit”43. Andreas Uwe Müller i Maria Amata Neyer poświęcają jej jedną stronę44, ograniczając się do relacji samej Edyty w listach do Ingardena i reprodukcji odezwy wyborczej demokratów do kobiet, nie pochodzącej jednak ze Śląska i chyba nie autorstwa Edyty Stein. Z kolei niemiecka wydawczyni listów, wspomniana już Maria A. Neyer sugeruje wycofanie się Edyty z czynnej działalności politycznej po styczniowych wyborach do Zgromadzenia Narodowego. Ale przecież obietnicy tej nie spełniła i w liście do Ingardena z 16 września 1919 roku wyraźnie stwierdza, że „działalność polityczna pochłonęła bez reszty kilka dobrych miesięcy mojego życia”45. Jeżeli podjęła ją pod koniec listopada 1918 roku (list do Ingardena z 30 XI, wybór do prezydium NPD we Wrocławiu 12 XII), a z przeprowadzonej w Wrocławiu kwerendy lokalnej prasy46 wynika, że trwała ona co najmniej do maja lub lipca 1919 roku, to stwierdzenie Edyty o „pochłonięciu […] kilku miesięcy jej życia” wydaje się odpowiadać prawdzie. Dlaczego jednak działalności tej nie przerwała mimo „obrzydzenia”, jakie w niej budziła i „braku stosownych narzędzi (psychicznych?): odpornego sumienia i gruboskórności”? Czy działalność ta polegała tylko na uczestniczeniu w „wielkich zebraniach” i wygłaszaniu na „na prowincji” odczytów?47. A może były to tylko dąsy Fräulein Doktor, której – do czego nie była przyzwyczajona – nie wszystko układało się po jej myśli? Przecież na studiach we Wrocławiu angażowała się w pracę społeczną; Müller i Neyer wyliczają co najmniej pięć różnego rodzaju stowarzyszeń i organizacji, w pracach których aktywnie uczestniczyła48, z których dla Edyty najważniejsze wydawały się być pozostające w kręgu oddziaływania jednego z jej profesorów, psychologa Williama Sterna, wrocławska „Grupa Pedagogiczna” i „Związek na Rzecz Reform Szkolnictwa”49 oraz „Pruski Związek dla Prawa Głosu Kobiet”, sprawy dla niej tak ważnej, że nie wahała się współpracować tu z socjalistkami, za którymi nigdy – ani przed tym, ani po tym – nie przepadała50. W partii liczyła na możliwość działania wśród młodzieży i wśród kobiet – w środowiskach, które interesowały ją już przed wojną. W jakim stopniu oczekiwania te zostały spełnione?
Do Ingardena o swoim zaangażowaniu politycznym – wstąpieniu do NPD i propozycji wejścia do zarządu – pisze po raz pierwszy 30 listopada, 10 dni później – z nieukrywanym entuzjazmem – o „zebraniu młodzieży demokratycznej, którą chcielibyśmy zrzeszyć w naszej partii”, a także o jej sekretarzu, „głównym sprzymierzeńcu” Edyty, „młodym profesorze pełnym energii i temperamentu”, zdolnym „porwać tłum”51. Wobec zaginięcia akt wrocławskiej NPD, zdani jesteśmy w analizie jej działalności na mniej lub bardziej  lakonicznie wzmianki prasowe. Nie udało się ustalić nazwiska jej sekretarza, nie wiemy czy doszło do skutku zapowiadane na wieczór 10 grudnia zebranie jej „młodzieżówki”. Dowodnie ukonstytuowała się ona dwa miesiąc później przy udziale Edyty w szesnastoosobowym zarządzie52, czego nie mogła – pamiętając jej oczekiwania z grudnia – uważać za swój sukces.
Było nim natomiast powierzenie jej – wspólnie z nauczycielem Bultmannem i pastorem Gottschickiem – kierownictwa młodzieżowej grupy samokształceniowej, poświęconej problematyce religioznawczej i filozoficznej. Grup takich powstało pięć, pozostałe dotyczyły polityki zagranicznej, oświaty ludowej, polityki gospodarczej i społecznej oraz „wychowania obywatelskiego”; korelowały z nimi dwie tzw. Rednerschulen, poświecone umiejętności przemawiania i dyskutowania. Samokształceniowy program demokratycznej młodzieży rozpoczęto realizować w marcu z zebraniami cotygodniowymi. Nie wiemy, w jakim stopniu zaangażowała się w nim Edyta, ani jak działały poszczególne grupy, z których – jak wolno sądzić – największe zainteresowanie budziła grupa poświęcona polityce zagranicznej, „przyczynami załamania się Niemiec” interesowała się bowiem – jak całe społeczeństwo niemieckie – cała NPD53.
Łączenie filozofii z religią znamionowało nowe zainteresowania i przekonania Edyty. Dawała im wyraz także w swoich wystąpieniach przedwyborczych, podkreślając rolę „religii jako podstawy nowej państwowości”54. Do podobnych tez nawiąże także dwa lata później w rozprawie o państwie, z jej ustępem końcowym Staat und Religion, gdzie m.in. czytamy: „Każdy człowiek podlega w pierwszym rzędzie i przede wszystkim Władcy najwyższemu, czego nie jest w stanie zmienić żadne ziemskie panowanie”, a w myśl zasady „oddajcie cesarzowi, co cesarskie”, interpretuje „instytucję państwa i należnego mu posłuszeństwa jako zgodne w wolą Boga, a co najmniej przez Boga tolerowane”55. Na tej płaszczyźnie rozpatrywać trzeba stosunek NPD do Kościoła, która to partia starała się odżegnywać od tradycji liberalnych demokratów sprzed roku 1914, niechętnych czy wręcz wrogich religii i Kościołowi, co nowej partii wypominano na zebraniach przedwyborczych, jak 6 stycznia we Wrocławiu. Zarzucono NPD nierzetelność, brak opowiedzenia się po stronie Kościoła od początku jej istnienia. Referentką z ramienia partii była wówczas Edyta Stein, deklarująca m.in. pełną tolerancję „dla wykonywania praktyk religijnych”, krytykująca zależność Kościoła od państwa, od której należałoby go uwolnić56.
Partia opowiedziała się także pozytywnie o nauczaniu religii w szkole, przed rokiem 1914 jedną jeszcze kością niezgody między poszczególnymi kierunkami niemieckiego liberalizmu. „Pozbawienie młodzieży nauki religii – czytamy w jednej z odezw przedwyborczych NPD we Wrocławiu – na rzecz bezbarwnego nauczania moralności oznaczałoby gwałt na duszy i umyśle dziecka. Stąd Niemiecka Partia Demokratyczna żąda pozostawienia w szkole nauki religii”, jednakże bez dotychczasowego nadzoru władz duchownych nad tą nauką. „Wraz z przeważającą większością narodu niemieckiego” partia opowiadała się za „ożywieniem i pogłębieniem” uczuć religijnych, od państwa zaś wymagała nie tylko prawnego uznania wspólnot religijnych, ale także dofinansowywania niektórych z nich. Biorąc pod uwagę orientację Edyty w tych sprawach, wykazaną choćby w wystąpieniu z 6 stycznia, jej kierowanie sekcją religijno-filozoficzną w „młodzieżówce” NPD, wszechstronność jej studiów, a przede wszystkim jej potencjału intelektualnego, trudno nie widzieć w Edycie autorki wzgl. współautorki odezwy Państwo, Kościół, Szkoła, i to ze znacznie większą dozą prawdopodobieństwa, niż przypisywanej jej przez Müllera i Neyer odezwy Demokracja i kobiety57.
Wprawdzie i Edyta występowała i wypowiadała się niejednokrotnie w tej sprawie, a „doprowadzenie kobiet do wyborów” miało być wg Gerl-Falkovitz jednym z motywów jej wstąpienia do NPD58, ale miała na tym polu wiele rywalek i to zarówno we Wrocławiu, jak i na samych szczytach hierarchii partyjnej. Z odczytem Wkroczenie kobiet do polityki występowała – prawdopodobnie tak samo jak Edyta, we Wrocławiu i na prowincji – wspomniana tu już Paula Ollendorf, a 12 stycznia z odczytem Kobieta w nowych Niemczech zjechała do Wrocławia Margareta Bernhard, dr praw i członek ścisłego kierownictwa (des geschäftsführenden Vorstandes) NPD z Berlina59, i jeśli miałbym szukać autora(ki) reprodukowanej przez Müllera i Neyer odezwy, wskazałbym na nią i inne działaczki z ogólnoniemieckich gremiów NPD; ulotek skierowanych bezpośrednio do kobiet wydano przed wyborami w całej Rzeszy 33 w nakładzie blisko 5 milionów egzemplarzy, podczas gdy ulotek o problematyce ogólnej tylko 30, co prawda w blisko dwa razy większym nakładzie60.
Strona: 1 2

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies