Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Manfred Deselaers – Bóg a zło - rozważania antropologiczno-teologiczne

Strona: 3

III STRUKTURA ZŁA

Odtąd człowiek szuka nieskończonego oparcia dla swego życia w skończonym świecie - i nie może go znaleźć. Powstaje ponadto pewien kontekst rzeczywistości, pewna struktura zła, która rozwija swoją własną dynamikę i gruntownie zmienia sytuację życiową ludzi.

BYCIE jako fundamentalny idol

Ponieważ podstawowa pewność egzystencji, pierwotne zaufanie, zostały zakwestionowane, przeto głównym celem człowieka staje się zabezpieczenie tej swojej egzystencji przez siebie samego w ramach tego, co skończone. Obchodzę się z rzeczami na tyle, na ile dostarczają mi potwierdzenia mnie samego, którego nie mogę już oczekiwać od „tego, co nieskończone”, „zewnętrzne”. Ponieważ przypominam sobie - choćby tylko w głębi mojej podświadomości - że dary zmysłowe wraz z radością ich używania przynoszą mi wieść, że ze sfery nieskończoności dochodzi do mnie głos mówiący: „Dobrze, że jesteś!”, chciałbym teraz przez używanie rzeczy zmysłowych to zapewnienie przywołać. Lévinas przedstawia zatem podstawową strukturę zła jako nastawienie życiowe „kurczowo trzymające się bycia”. Zatem nie bycie samo w sobie jest złe, lecz postawa życiowa, która je absolutyzuje. Aby używane przez Lévinasa w tym zabsolutyzowanym sensie słowo „bycie” odróżnić od jego tradycyjnego znaczenia w filozofii, piszę je tam, gdzie jako pozbawione momentu transcendencji uosabia ono pierwiastek idoliczny, dużymi literami.

Ponieważ podstawowa struktura zła jest ze swej istoty pełnym lęku poszukiwaniem oparcia w ucieczce przed śmiercią, przeto „ratunek” musi polegać na jakimś uspokojeniu co do tego zagrożenia. W biblijnym micie o upadku człowieka pierwsze słowa węża w jego ukazującej alternatywę propozycji dotyczą właśnie tego podstawowego lęku. Za pomocą kłamstwa odpowiada on uspokajająco na pytanie, które wszystko rozstrzyga: „Umrzeć - nie, nie umrzecie”14. Ale słowa te pozostają kłamstwem. Nie mogę uciec przed śmiercią. Należy ona do mojej istoty. Mogę ją tylko wyprzeć ze świadomości albo łudzić się co do jej rzeczywistego charakteru. Paradoks jest całkowity: przez to kłamstwo śmierć pojawia się w świecie. Bowiem BYCIE, w którym szukam teraz oparcia, jest przemijające i jedynie „poza BYCIEM” można znaleźć nieprzemijającą miłość.

Pan i niewolnik

W miejscu miłości pojawia się relacja pan - niewolnik. Pan ma władzę nad niewolnikiem, ponieważ daje mu to, czego ten potrzebuje do życia: chleb, wodę, legowisko... W interesie pana leży zabezpieczenie i usprawiedliwienie swego własnego życia. Nie chodzi o relację twarzą w twarz, lecz o włączenie w system autoafirmacji pana. Jako niewolnik człowiek traci swoją godność i swoją istotną wolność. Niewolnik musi zrzec się swojej godności, aby zwiększyć godność pana. Co mu pozostaje, to udział w godności pana i utrzymanie. Jeżeli stosunek ten ulegnie uwewnętrznieniu, pan stanie się dla niewolnika zasadą etycznej orientacji. Odtrącenie przez pana działa wówczas jak Przekleństwo, które skazuje na potępienie: daje niewolnikowi do zrozumienia, że nie ma usprawiedliwionego prawa do istnienia i że zgodnie ze sprawiedliwością powinien być martwy. Etyczny lęk przed śmiercią czyni niewolnika niezdolnym do buntu15.

Ta sama sytuacja odnosi się do relacji erotycznej. Jest ona nie do pomyślenia bez wagi i siły napędowej zmysłowości, ale jest też nie do pomyślenia bez podporządkowania sfery zmysłowej odpowiedzialności, która przemawia do mnie z twarzy Drugiego jako możliwość zranienia. Nieudana relacja erotyczna oznacza rozminięcie się z wezwaniem wychodzącym z twarzy, z tajemnicy Drugiego. Głęboka tęsknota za uznaniem absolutnym nie jest już oczekiwana z cierpliwością, lecz pojawia się jako żądanie. Ten Drugi powinien tu być dla mnie, ponieważ go potrzebuję. Jest to zasadnicza postawa zgwałcenia. Podobna do niej jest jednak zasadnicza postawa dobrowolnego poddaństwa, duszy niewolniczej. Robię wtedy wszystko, aby zachować sobie przychylność tego, kogo kocham. Ponieważ człowiek jest miejscem spotkania z transcendencją, staje się on w ten sposób łatwo idolem. Być idolem i być ofiarą gwałtu to sytuacje bardzo do siebie zbliżone, jak relacja pomiędzy panem i niewolnikiem. Dotyczy to w podobny sposób wszystkich relacji międzyludzkich, również i dążenia do społecznego uznania, znaczenia i siły.

Kiedy w relacjach międzyludzkich nie udaje się uzyskać pewności co do uznania ze strony Innego, możemy przynajmniej obcować z nim w sposób „rzeczowy”. Aby ten Inny, który na mnie patrzy i wzywa mnie, utracił swój niebezpieczny, stawiający pod znakiem zapytania charakter, jest on traktowany jako fenomen, który można zrozumieć, a przez to zintegrować. Sposób myślenia przeznaczony dla rzeczy zostaje zastosowany do człowieka. Rozmowa z nim nie odbywa się twarzą w twarz, lecz jakby z ukosa: nie jest to zbliżenie, lecz włączenie w pewien system. W przypadku konfliktów Inny w takim systemie, w najlepszym razie zostaje za pomocą „dialogu” czy wychowania odesłany na swoje miejsce. Aby się tam dostać, nasza wolność (własna i drugiego człowieka) zostaje podporządkowana „wyższemu rozumowi”; mamy za zadanie szukać prawdy tego rozumu i zatracić się w niej. Etyczne zachowanie wobec drugiego człowieka staje się zachowaniem politycznym. W życiu politycznym, w którym brak przeciwwagi, ludzkość pojmuje siebie przez pryzmat swych dzieł. Stąd wielkie znaczenie pieniędzy. Traktowanie człowieka jak rzeczy skłania do manipulacji. Z chwilą uzyskania nad nim władzy jak nad rzeczą, wyrastają właśnie „za pośrednictwem języka, który winien prowadzić do jedynego rozumu, wszystkie pokusy zwodniczej retoryki, reklamy i propagandy”16.

Naprzeciw Innego nie staje się twarzą w twarz; jego wolę wprawdzie się uznaje, ale nagina ją, łamie, godzi w jej cielesność. Tortura jest próbą zapanowania nad transcendencją Innego. Próba ta ma nawet szansę powodzenia - dopóki sam ten Inny trzyma się kurczowo BYCIA i lęka się śmierci. Kiedy jednak tego Innego, który wkracza w mój świat, nie mogę ani pozyskać, ani zneutralizować przez integrację, to jest to katastrofa. W ten sposób tracę bowiem władztwo nad swoim światem, nie mam go już w swoim ręku. Inny, jako że ze swej istoty nie daje się zintegrować, oznacza możliwość wojny z jej ewentualnie zgubnymi dla mnie skutkami. Tak rodzi się nienawiść. Nie mogę pojąć inności drugiego człowieka, uchyla się ona spod mojej władzy. Ale mogę zabić. Dlatego wojna jest fundamentalnym sposobem współbycia ludzi trzymających się kurczowo BYCIA. Wojna zmierza do wyeliminowania Innego jako Innego. Świadomość ta kształtuje według Lévinasa charakter zachodniego sposóbu myślenia, który jest skłonny „w polityce jako sztuce przewidywania i wygrywania wszelkimi środkami wojny widzieć właściwe ćwiczenie rozumu”17. Myślenie takie nie może wskazywać żadnego wyjścia, żadnej drogi do prawdziwego pokoju. Pozostaje ono całkowicie pod wpływem rozumu wojennego, wychodzącego z założenia nieprzejednanej wzajemnej wrogości ludzi względem siebie innych. Pokój, osiągnięty w taki sposób, pozostaje dzieckiem wojny.

„Sumienie” immanentne systemowi

Ukierunkowany na BYCIE kontekst życiowy jest wyrazem porządku idolicznego, którym się kieruję i który wszystko dla mnie znaczy. Stąd nieunikniona tendencja do całościowości i do totalitaryzmu. W tym nowym kontekście wszystko otrzymuje swoją wartość: dobre jest to, co podtrzymuje system zabezpieczający moje BYCIE, złe jest to, co go atakuje. „Żyć jakby nie było Boga” to znaczy żyć ze zwichniętą relacją do całej rzeczywistości. Z chwilą zaniku podstawowego zaufania nie tylko zostaje wyeliminowane to, co jest „poza”, lecz ulega także rozszczepieniu świat tego, co skończone: jedna połowa rzeczywistości jawi się jako zagrażająca i grozi zniszczeniem, druga ofiarowuje życie i przyszłość. Domem jest już dla mnie nie cały świat, lecz tylko ta jego część, która coś mi konkretnie ofiarowuje. Reszta jest nieprzyjazna. Zły kocha więc tylko połowicznie. Nie jest tak - przynajmniej na pierwszy rzut oka - jakoby wcale nie mógł on kochać. Oprócz bowiem siebie samego i rzeczy, które posiada, kocha on m.in. swoją żonę, swoją rodzinę, swoich przyjaciół, swój naród. Tylko że właśnie nie kocha całej rzeczywistości. Nie kocha swoich nieprzyjaciół. Nieprzyjaciół nienawidzi. Z perspektywy akceptującej strony wewnętrznej negacja strony zewnętrznej następuje zawsze z „dobrą świadomością”.

Pole odniesień wzywa do obowiązku i wymaga ofiary. Niepohamowany egoizm musi się również tutaj podporządkować „wyższym wartościom” społeczności. Istnieje „pożądliwość ciała”, niewola lęku itd., które mogą niszczyć społeczność i udaremniać zamierzone cele. „Małe” czy „duże” „grzechy”, które mogą zniszcyć wspólnotę oraz zamierzone cele. Dlatego istnieje pewna moralność wewnętrzna. Jeśli jednak od mojego zachowania zależy dobro rodziny czy nawet całego narodu, wymagana jest duża doza dyscypliny.

Z perspektywy ofiar zła - tych, którzy znajdują się na zewnątrz i są zwalczani przez złego człowieka jako niebezpieczeństwo, ten zły z dobrą świadomością występuje zawsze jako przemożne u-nic-estwienie. Zły chce, aby Inni nie byli. Zabija, ponieważ lęka się śmierci. Przeciwieństwem miłości jest w ostatecznej konsekwencji zawsze zabójstwo, ponieważ człowieczeństwo Innego, jego nieskończony zew, zostaje usunięte z mojego „świata”. Zły nie widzi, że jest zły. Albo, mówiąc ściślej: nie chce tego widzieć. Zły widzi wprawdzie, że produkuje ofiary, ale w pewnych okolicznościach może się tym nawet szczycić. Przedstawiając swoje ofiary jako ludzi złych, człowiek zły deklaruje zarazem, że zasłużyli oni na „złe” traktowanie, że jest ono zatem usprawiedliwione i dobre, kiedy bowiem on sam tych innych zwycięża, zwycięża „dobry”.

Idoliczna relacja do Boga

Idoliczny staje się akt religijny wtedy, gdy nie daje odpowiedzi na zew całkowicie Innego, na zew Boga, który przychodzi do nas jako wezwanie do miłości, lecz zamiast tego służy samozabezpieczeniu. ”Bóg”, który by miał potwierdzać egoizm, nie istnienie. Człowiek wymyśla go, aby nie musieć spotkać prawdziwego Boga, aby nie musieć się zatracić w miłości. W istnieniu zła zniszczona zostaje relacja do Boga, odpowiedzialność absolutna. Ponieważ wzywa ona do odpowiedzialności także za „nieprzyjaciela”, staje się właściwym nieprzyjacielem. Chodzi wtedy o to, aby uzyskać władzę nad ostatnim decydującym „miejscem” zaniepokojenia. W rzeczywistościu jest ona taką „relacją do Boga”, „jakby Boga nie było”, a więc relacją ateistyczną.

Kiedy nie przeżywa się prawdziwej transcendencji absolutnie Innego - a „zrozumieć” można ją tylko w pełnym miłości oddaniu się Innemu - myśli się o elementarnej niepewności życia jako o transcencencji BYCIA w przedłużeniu BYCIA. Tak powstaje wyobrażenie o jakimś „ukrytym świecie” poza naszym światem które jawi się jako projekcja w „złą nieskończoność”, a tym samym potwierdzenie pragnień wewnątrzświatowych. – efektem jest śmierć tego Boga. Szukano Boga tam, gdzie Go nie ma. Przy pozostawaniu w obrębie BYCIA dochodzi nieustannnie do „powrotu bogów mitycznych”18, do deifikacji nieboskiego BYCIA. Przykładem tego jest ideologia nazistowska.

Religia idoliczna wstępuje na służbę zła, na służbę walki przeciwko nieprzyjacielowi. Tę instrumentalizację religii przejmująco opisuje Józef Tischner: „Oto człowiek, w którym miejsce wzajemności zajęło pożądanie odwetu. Przychodzi do świątyni - wierząc, że jest świętszy od tych, którzy nie przychodzą, a nawet od tych, którzy są obok. Znalazł się tutaj po to, aby walczyć z drugim człowiekiem i ze zbuntowaną ziemią. Wierzy on, iż miejsce święte jest źródłem nadnaturalnych mocy, które należy przejąć i wyzyskać w walce. Łaska, której udziela tutaj Bóg, jest odmianą siły. Swą wiarę w Boga buduje on na głębokiej niewierze w drugiego człowieka. [...] Świątynia jako miejsce odwetu staje się trybunałem potępień. Jej ołtarz nie jest ołtarzem ofiary, w której człowiek ofiaruje Bogu samego siebie, lecz miejscem, na którym urzeczywistnia się wyroki wydane na drugiego człowieka. Tu człowiek rodzi swoich prywatnych «potępieńców». Nie ma już przestrzeni dla spotkań”19. Pozostaje zauważyć, że odniesienie do miłości może służyć jako absolutne kryterium braku w religii charakteru idolicznego.

Niszczycielska wybujałość zła

Zamiast ufności, że cała moja tożsamość znajduje schronienie w Bogu, w strukturze zła cały świat zostaje zamieniony w wał ochronny zalęknionego serca. W ten sposób prowadzona jest walka przeciwko rzeczywistości. Autentyczna komunikacja międzyludzka jest wskutek tego niemożliwa. człowiek staje się dogłębnie samotny. Musi walczyć o swoje życie sam. Samotny pozostaje nawet w gronie „koleżeńskim„ i wśród „towarzyszy”, ponieważ definiuje siebie poprzez „wspólną sprawę”, a nie jako jedyna w swoim rodzaju, nieintegrowalna osoba. Dotyczy to nawet małżeństwa, jeśli „miłość” partnerów sprowadza się do tego, by urządzić sobie miejsce w świecie.

Ta samotność jest nie tylko samotnością. Jest to fundamentalne wyobcowanie, które przyjmuje postać niszczącej choroby. Świat, BYCIE, nie może zaspokoić metafizycznej tęsknoty. „Pokusa świata” na dłuższą metę sprawia, że poszukiwanie ziemi obiecanej doznaje zawodu, ponieważ brak jest uznania najgłębszej warstwy osoby. Człowiek zaczyna rozumieć, że nie jest pożądany jako człowiek. W miarę tego, jak sobie to uświadamia, rośnie w nim rana wynikła z poczucia, że został zdradzony. Niewolnik rozpoznaje w panu ciemiężyciela i nieprzyjaciela, a cały świat, który ich ze sobą wiąże, nabiera wrogiego zabarwienia. Także pan, który pokusą i groźbą chce uczynić niewolnika uległym, zostaje poddany frustracji. Uzyskuje bowiem nie autentyczne uznanie ze strony wolnej osoby, lecz pochlebstwo człowieka od siebie zależnego. Także jego pozycja oparta jest na kłamstwie. Dlatego również dla niego niewolnik staje się nieprzyjacielem. Ma teraz nieprzyjaciela nie tylko poza „swoim” światem, lecz także wewnątrz niego. W świecie idolicznym nikt nie może stać się szczęśliwy, ponieważ obietnica tego świata jest przemożnym, ale pustym pozorem, który okazuje się oszustwem.

Im bardziej czuję swoją własną moralną problematyczność, tym bardziej nie do zniesienia stają się dla mnie Inni, którzy jawią się jako moralnie usprawiedliwieni. Działają oni bowiem jak jedno wielkie oskarżenie, jak wyrok potępiający. Moja nienawiść, moja „ślepa nienawiść” dotyka ich dlatego, że pokazują mi oni coś, czego ja świadomie nie chcę widzieć.

„Dobre samopoczucie” złego człowieka ucieka przed spotkaniem z dobrem - nie może stawić mu czoła. „Demonizm jest lękiem przed dobrem”20 - pisze Kierkegaard. Aby nie przyznać, że żyję fałszywie, szukam kozła ofiarnego, który pozornie pozwala mi wytłumaczyć wewnętrzne sprzeczności. Kozioł ofiarny sprawia, że nie muszę kwestionować swego świata. W ten sposób rośnie „zatwardziałość serca”. Człowiek staje się coraz bardziej zamknięty wobec roszczeń rzeczywistości moralnej, a zarazem coraz brutalniejszy w stosunku do nich.

Powstaje przez to szatański krąg zła. Zło ma w sobie skłonność do rozprzestrzeniania się. Człowiek zły chce, aby wszystkim ludziom wspólny był jego egoizm, jego BYCIE, aby podzielali jego wizję świata i jego oceny. Skutki grzechu przygotowują teren dla decyzji tych, którzy przyjdą po nas. Zawsze znajdujemy się na terenie zdewastowanym - osobowo (w sercu), społecznie (w sferze międzyludzkiej) i religijnie (w naszej relacji do Boga). Na naszą wrażliwość moralną wywiera wpływ społeczeństwo, tradycja i religia, rodzina i osobisty los. Należą tutaj negatywne nawyki, obrazy wroga, agresywne wzorce zachowania, które nieświadomie przejmujemy. Wskutek tego powstaje „moralna niemoc”21 , będąca elementem gruntu, na którym stoję i z którego podejmuję swoje decyzje. Nie wchodząc tu szczegółowo w katolicką naukę o grzechu pierworodnym, chciałbym jednak wskazać na to, że jej istotną treść należy rozumieć z tej właśnie perspektywy. Grzech pierwszych ludzi oddziałuje na całą ludzkość, a to „przez przekazywanie natury ludzkiej pozbawionej pierwotnej świętości i sprawiedliwości. Dlatego grzech pierworodny jest nazywany «grzechem» w sposób analogiczny; jest grzechem «zaciągniętym», a nie «popełnionym», jest stanem, a nie aktem”22 . Tradycja filozoficzna rozróżnia między actus hominis a actus humanus. Actus hominis jest ludzkim czynem, który ewentualnie może mieć dla kogoś innego złe, śmiertelne skutki, ale nie był w sposób konieczny actus humanus - wolnym moralnie aktem, za który człowiek osobiście odpowiada.
 


Strona: 1 2 3 4

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2021 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies RODO
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies