Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Łukasz Kamykowski – Spojrzenie na Auschwitz. Polski punkt widzenia

Strona: 2


Drugie wspomnienie: msza papieska w obozie

Drugie wspomnienie pochodzi z pierwszych miesięcy mojego kapłaństwa, z czerwca 1979 roku.
W ramach pierwszej pielgrzymki do Polski niedawno wybranego papieża Jana Pawła II była przewidziana także msza święta w obozie oświęcimskim. Neoprezbiterom, do których należałem, polecono dostać się na własną rękę do Oświęcimia, by pomóc podczas tej mszy rozdawać komunię świętą. Mimo różnych trudności udało mi się dostać na czas na wyznaczone miejsce, zapełniające się coraz gęściej pielgrzymami cisnącymi się wśród ruin baraków na obrzeżach obozu Birkenau.
Wielu analizowało już papieską homilię z tej mszy. Ja z niej wtedy niewiele zapamiętałem, oprócz tego, co nadawało szczególny ton całej celebracji: wielkiego szacunku dla wszystkich ofiar tego obozu, kimkolwiek były. W mojej pamięci pozostał na zawsze przede wszystkim obraz udzielania komunii świętej tej ogromnej rzeszy żyjących w miejscu stworzonym dla masowej śmierci i rosnąca świadomość: Bóg nie da śmierci ostatniego słowa. Było to doświadczenie upartej wierności Boga, która każe Mu iść niestrudzenie ku ludziom, gdziekolwiek się znaleźli, jeśli tylko ich wiara stwarza Mu przestrzeń przyjęcia od Niego znaku, określonego Jego zbawiającym Słowem. W Jego imieniu, ostrożnie, by nie zapaść się w jakiś dół po fundamentach baraków lub by nie podeptać rzeczy któregoś z przybyłych na tę mszę pielgrzymów, szedłem ku szeregom wyciągających się z nadzieją głów, przypominając słowo obietnicy, przyjmując potwierdzenie wiary i podając Chleb Życia. Myślałem z ogromną wdzięcznością o pokorze i cichości Boga, który w taki właśnie sposób okazuje się wierny wobec poniżonych i zdeptanych, umacnia słabych w nadziei, a sprzeciwia się pysze szyderców, morderców, władców tego świata: nie dyskutuje z nimi, nie spiera się, lecz obdarza tym obficiej życiem; boskim Życiem miłości mocniejszej niż śmierć.
Wiara i nadzieja towarzysząca modlącym się na cmentarzach za zmarłych po obozach, którą zapamiętałem z dzieciństwa, tutaj znajdowała swe potwierdzenie i dopełnienie.
Sądziłem wówczas, że jest to już ostatnie słowo Boga nad Oświęcimiem, że wszystko, co można było i trzeba było dopowiedzieć o tym miejscu, stało się na moich oczach. Niedługo miałem się przekonać, że tak nie jest. Ale zanim o tym powiem, znów parę słów komentarza do tego niezapomnianego doświadczenia.

Drugi komentarz

W tym drugim komentarzu chcę wyjaśnić, dlaczego takie doświadczenie – tak bardzo, można powiedzieć, katolickie i polskie – wydawało mi się całkowicie wystarczające do interpretacji zbrodni wymierzonej przecież w głównej mierze przeciw Żydom i dokonanej z inicjatywy ekschrześcijan rękami wielu chrześcijan3. Dlaczego mam podstawy uważać, że podobnie przeżywała to ogromna większość moich rodaków. Myślę też, że dla wielu do dziś jest to jedyny dostępny im sposób czucia i myślenia o rzeczywistości Auschwitz.

Dwubiegunowy świat Polski mojej młodości

Całe moje dziecięce i młodzieńcze doświadczenie było związane z Polską rządzoną przez narzuconą wraz z wkroczeniem w 1945 roku wyzwoleńczej Armii Czerwonej ekipę komunistyczną, narzucającą społeczeństwu swój światopogląd, swą jedynie słuszną ateistyczną ideologię. W tej sytuacji cały świat był podzielony na dwa obozy, na „my” i „oni”: my – wierzący, Polacy, katolicy, ludzie uczciwi; i oni – czerwoni, komuniści, ateiści, względnie karierowicze, którzy się sprzedali władzy! Był świat wiary – i świat niewiary; świat liczący się z Bogiem i świat budowany przeciw Bogu.
Nie chodziło przy tym o to, czy w praktyce ten podział jest całkiem ostry. Owszem, wiadomo było że nie; nawet że strefa szara jest dość rozległa. Oczywiście wśród „wierzących” też są „ludzie i ludziska”; oczywiście wśród „niewierzących” też się trafiają całkiem porządni; są tacy także wśród „Ruskich”, a nawet (ponoć) trafiali się i wśród Niemców.
Chodziło o to, że podstawową kwestią było to, czy Bóg jest, czy Boga nie ma – i trzeciej możliwości naprawdę nie było widać, a wszystko inne w interpretacji świata było już tylko konsekwencją (wydawało się prostą) tej pierwszej kwestii. Teoretycznie było wiadomo, że świat wiary nie jest całkiem jednorodny: że są (gdzieś) chrześcijanie innych wyznań, że są (gdzieś) wyznawcy innych religii, na przykład wierzący Żydzi. Ale w codziennej rzeczywistości nie spotykało się ich, wyobrażało się więc ich sobie na własny obraz, nie traktując teoretycznych różnic bardziej poważnie, niż różnic w strojach, w zwyczajach. W tej perspektywie podświadomie porządni Żydzi4, którzy (też) zginęli w obozach, to byli tacy trochę tylko inni Polacy, trochę inni katolicy: wierzyli w Boga, modlili się idąc na śmierć. Natomiast Niemcy, którzy napadli na Polskę w roku 1939 (tylko ci przez długi czas byli realnie obecni w naszej codzienności poprzez pamięć pokolenia rodziców i dziadków), byli po prostu gorszą jeszcze od komunistów wersją ateistów5. Zamęczyli po obozach tylu księży! Zupełnie nie przychodzili na myśl w innej roli, kiedy się myślało o wierze czy o Kościele. Pamiętam, że gdy (jako czternastolatek) musiałem w szkole zmierzyć się z problemem, jaki dla wielu stanowił (dla wielu naprawdę, dla innych na niby – ze względów propagandowych) list biskupów polskich do biskupów niemieckich o przebaczeniu, jednym z moich odkryć6 było: to oni (Niemcy) też mają biskupów (= są wierzący!?).
Wracając po tej dygresji do tego, co mówiłem o doznaniu pełni w czasie papieskiej mszy w obozie, łatwiej może zrozumieć, że łącząc się duchowo według katolickiego rytu z Bogiem żyjącym, dla którego wszystko żyje i który ożywiał oto do nadziei rzeszę wierzących, nie widziałem jej w żaden sposób w przeciwstawieniu do rzeszy pomordowanych, owszem – to była dla mnie, dla nas, żywa kontynuacja tego świata wierzących, który bezbożni usiłowali unicestwić. Bóg ujął się za swoim ludem.

Polska wersja pamięci o obozie

Dla dopowiedzenia, dlaczego hasło „Auschwitz” budzi tak inne skojarzenia tu u nas niż gdzie indziej, potrzebna wydaje się też dygresja druga, z tamtą pierwszą powiązana i zrozumiała na jej tle. Polacy mają własną tradycję oświęcimskiego obozu; mieli ją już zanim dowiedzieli się o związku Auschwitz z zagładą Żydów, a nawet zanim się ona dokonała. „Tylko świnie siedzą w kinie, a Polacy w Oświęcimie” – wypisywali ludzie podziemia (nawołując do bojkotu) na murach tych kin, które „wyższa rasa” zostawiła w Generalnym Gubernatorstwie dostępne dla ludności niegermańskiej, już wtedy, gdy obóz koncentracyjny Auschwitz służył szerzeniu terroru w podbitym kraju, a zanim stał się obozem zagłady przede wszystkim Żydów. Zagłada (jak pamiętam z opowieści zasłyszanych w dzieciństwie) kojarzyła się pokoleniu moich rodziców raczej z utworzonymi przez Niemców gettami i ich „likwidacją”; najważniejszym jej symbolem w naszym odczuciu było powstanie w getcie warszawskim. Natomiast Oświęcim kojarzy ł się z niemiecką okupacją Polski, z ponowną, podjętą przez Hitlera, próbą wymazania naszego państwa z historii i życia Europy, z bohaterstwem tych, którzy w najbardziej nieludzkich warunkach nie dali się złamać, a także (choć niejasno, w tle) – z pamięci ą o tych, których złamano, zanim zabito. Jakoś było też wiadomo, że potem szły tu także z całej Europy, w bydlęcych wagonach, transporty ofiar prosto do gazu. Kim byli ci ludzie? Tymi, przeciw którym rozszalał się obłęd bezbożnej Trzeciej Rzeszy – także Żydami, ale w jakiej mierze – tego się nie wiedziało.

Komunistyczne rozmycie prawdy

Odkrycie całej prawdy o Auschwitz w warunkach PRL-u było tym trudniejsze, że choć powszechnie miało się świadomość jakiejś manipulacji komunistycznej danymi o obozie (wyolbrzymienie roli więźniów-komunistów w obozowym ruchu oporu), nie było możliwości obiektywnej weryfikacji. Dało się stwierdzić, że wersja upowszechniana oficjalnie, na przykład w szkole, nie pokrywa się całkiem z tym, co przekazywało starsze pokolenie; lecz obraz, który mógł być przeciwstawiony masowej propagandzie, opierał się na jednostkowych wspomnieniach, w których najczęściej obóz koncentracyjny przesłaniał miejsce totalnej zagłady i które nie operowały żadną statystyką. Z konieczności utrwalało to wiarę w podstawowe „dane” liczbowe upowszechniane propagandowo: cztery miliony ofiar ze wszystkich krajów podbitych przez Niemcy, bez zwrócenia uwagi, że we wszystkich tych krajach chodziło w pierwszym rzędzie o eksterminację Żydów.

Dalsza historia: wiele oblicz Oświęcimia

Niedługo po owej pamiętnej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski moje spojrzenie na sprawę Oświęcimia zaczęło się szybko zmieniać. Było to wszakże związane z nietypową dla Polaka w tamtym  czasie sytuacją. Latem 1979 roku wyjechałem na kontynuację studiów teologicznych do Rzymu.
Wkrótce po przyjeździe do Włoch spotkałem się po raz pierwszy z poważnie stawianym zarzutem, że liczba ofiar obozu jest grubo przesadzona; próbując uzasadnić swe niezachwiane dotąd przekonanie w oparciu o posiadane dane, po raz pierwszy zauważyłem w nich luki nie pozwalające na przekonywującą argumentację.
Z drugiej strony nie mogłem się zgodzić z proponowaną minimalizacją oświęcimskiej tragedii. Raz postawiony znak zapytania w sprawie, która nigdy nie była mi obojętna wyostrzał moją uwagę, ilekroć nadarzała się sposobność dowiedzenia się czegoś nowego; uzupełnienia dotychczasowego punktu widzenia.
Najważniejszą i dość dla mnie nieoczekiwaną okazją stało się (już po powrocie do Polski) zetknięcie z myślą szwajcarskiego teologa katolickiego Ch. Journeta. Szukając teologicznego tematu o Kościele, zauważyłem w jego myśli punkt zwrotny w momencie, kiedy dotarła do niego wiadomość o zagładzie Żydów w krajach podbitych przez Trzecią Rzeszę, w szczególności o Auschwitz (latem 1944 roku). Było to spojrzenie z innej perspektywy, niż ta, w której wyrosłem, ale spojrzenie, które brało Auschwitz poważnie. Wynikała z niego konieczność przemyślenia relacji między Izraelem a Kościołem. Zacząłem się przyglądać temu tematowi7.
Moje studia nad relacją Izrael–Kościół rozpoczęły się na parę miesięcy przed tym, jak uwagę opinii publicznej przyciągnęła sprawa Karmelu w Oświęcimiu. Zaraz potem powstała przy Episkopacie Polski pierwsza instytucja do dialogu z Żydami: brałem udział w zorganizowanym przez nią colloquium w Krakowie i Tyńcu. Wkrótce przyjechał do Polski ks. Manfred Deselaers i poznaliśmy się. Wszystko to pokazywało sprawę Auschwitz z nowych stron...

Komentarz końcowy

Ta historia jest dla mnie wciąż żywa i otwarta. Wiem, że moje spojrzenie nie jest już takie, jak większości rodaków, którzy nie przeszli etapu przedstawionego w ostatnim odcinku powyższych wspomnień. Myślę jednak, że mimo dystansu, jakiego dzięki temu etapowi nabrałem do ujęcia „polskiego”, do jego jednostronności, nie sprzeniewierzyłem się w tej prezentacji jego istotnym cechom. Myślę też, że jasno przedstawiłem, iż nadal jest mi ono tak bliskie, że każde moje myślenie o Auschwitz wywołuje je we mnie: ów etos respektu dla tamtych ludzi i ich dramatu wyniesiony z polskiego domu. Mam nadzieję, że to, co napisałem, może pomóc także i innym zrozumieć tę perspektywę, która dla wielu może być nowa. Jest ona jednocześnie ważna dla zrozumienia tła pewnych napięć, tworzących się wciąż jeszcze wokół obozu.


Przypisy:
1 Z datą 27 maja 1942 roku.
2 Stosunkowo późno zaczęto rozróżniać konsekwentnie: Oświęcim – miasto; Auschwitz – obóz.
3 Główni ideologowie i szefowie hitlerowskiego aparatu świadomie zapierali się chrześcijańskiej (ewangelickiej lub katolickiej) wiary swoich domów rodzinnych; prości „wykonawcy rozkazów” nie mieli takiej świadomości.
4 Naprawdę nie wiedziało się o ich odmienności wiele więcej ponad to, że nakładali czapki tam, gdzie inni je zdejmowali i na odwrót.
5 Trudno ich sobie było wyobrazić inaczej niż w mundurze.
6 Mówiąc o odkryciu, mam na myśli konieczność wzięcia na serio pod rozwagę czegoś, co było dotąd tylko informacją zasłyszaną i teoretycznie przyjętą do wiadomości.
7 Zachęcony do tego także przez moich mistrzów w dziedzinie teologii fundamentalnej: o. René Latourelle’a SJ i ks. Adama Kubisia.

Opublikowono w: Dialog u Progu Auschwitz. Kraków 2003


Strona: 1 2

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies