Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Leszek Łysień – W półmroku dwuznaczności

Strona: 3

Nieuchronna porażka wzniosłych teodycei

Wobec ogromu zła, jego kumulacji w śmiercionośnym wieku XX nie jest jednak możliwa odpowiedź tradycyjna teodycealna, która pozostaje żałośnie bezsilna i nieprzyzwoicie bezwstydna. Teodycee klasyczne pokazują klęskę oderwanej od rzeczywistości abstrakcji, w zderzeniu z takimi światami, które odbierają im mowę. Że Bóg nie przejawia się w świecie jednoznacznie i jasno, świadczy choćby myślenie gnostyckie, które w obliczu zła kwestionuje i świat i jego stwórcę, przeciwstawiając mu Boga zbawcę, zaś świat skazując na apokaliptyczną zagładę. Doświadczenie zła może wyostrzyć spojrzenie, ale może też uwikłać człowieka w ślepy spazm buntu, odrzucający z obrzydzeniem Boga i owocujący aktywnością radykalnej kreacji nowej ziemi. Pokusie gnostycyzmu ulegamy wówczas, gdy wybieramy rozwiązania maksymalistyczne, bezkompromisowe ludzkich problemów i bólów, wcielając się w boskiego kreatora nowej ziemi i nowego nieba, gdy na gruzach szatańskiego świata wznieść pragniemy Arkadię wysnutą z własnych rojeń. Pisze Miłosz: „Świat uderza w nas jako wcielony nierozum, jako twór jakiegoś gigantycznego obłąkanego mózgu. Czy można przyjąć cały ten ładunek, i zgodzić się, że co jest, po prostu jest i koniec? Jeżeli jesteśmy zdolni do współczucia i zarazem bezsilni, żyjemy w desperackim rozdrażnieniu. Tutaj zapewne jest jeden z powodów zajadłości, którą nazwałem neomanichejską”9. Czyż nienawiść wobec zła nie stwarza złych ludzi? Czy spazm współczucia nie przeradza się w bezwzględne okrucieństwo, które otwiera drogę do potworniejszych jeszcze otchłani zła?
Próbą pojednania Boga-Stwórcy ze światem w całej jego rozciągłości jest strategia podjęta przez projekty teodycealne, a zwłaszcza ich klasyczną, leibnizjańską postać. Teodyceą rządzi logika niesprzeczności i systemowej całości. Ricoeur podkreśla, iż teodycea zmierza do jednoznaczności. Jest to przypadek trzech rozważanych na ogół twierdzeń: Bóg jest wszechmogący; Bóg jest nieskończenie dobry; zło istnieje. Cel argumentacji jest wyraźnie apologetyczny: Bóg nie jest odpowiedzialny za zło10. Zło stanowi tutaj nieodzowny element całości wszechświata, który tym doskonalszy wydaje się być, gdy posiada wpisaną w swoją strukturę odpowiednią ilość zła. Już Augustyn twierdził, że zło zestawione z dobrem jest znacznie gorsze, natomiast dobro skonfrontowane ze złem okazuje się znacznie piękniejsze. Widok ogólny rzeczywistości pozbawiony tego, co niedoskonałe byłby mniej piękny, niż widok tej rzeczywistości wraz z grzechem i zbrodnią. Funkcją zatem zła jest podkreślanie niezwykłości dobra. Oddajmy zatem głos samemu Leibnizowi: „Z najwyższej doskonałości Boga wynika, że wytwarzając wszechświat, wybrał najlepszy z możliwych planów, w którym największa rozmaitość łączy się z największym ładem; obszar, miejsce i czas są najlepiej obmyślone, największy skutek wywoływany jest najprostszymi środkami i tyle jest mocy, tyle wiedzy, szczęścia i dobroci w stworzeniach, ile tylko zdołał przyjąć wszechświat. Wszystkie bowiem możliwości zabiegają o istnienie w intelekcie Boskim i stosownie do ich doskonałości rezultatem tych wszystkich zabiegów musi być świat obecny, tak doskonały, jak to jest tylko możliwe”11. Leibniz badając swój rozum wie jak funkcjonuje rozum boski. Świat, jaki jest, wynika z rachunku świata, zaś Bóg to wielki programator, rachmistrz, który wszystko wyliczył, kalkulując odpowiednią dawkę zła ku zbudowaniu całości najlepszej z możliwych. Teodycea Leibniza, z jej przecież godną podziwu logiką, została już wystarczająco wyszydzona (Wolter, Schopenhauer – świat jest najgorszym z możliwych światów), abyśmy z niej jeszcze ironizować mieli. Przyjrzymy się jedynie konsekwencjom jej logiki. Zło zatem posiada swą niezbywalną rolę w niezwykłej przygodzie świata, tę mianowicie, że podkreśla czar i potęgę dobra. Bóg obecny jest tutaj w planie ogólnym, krzepko utwierdzony w świecie, na planie szczegółowym wprawdzie niejasny, ale to w końcu rozum umożliwia do niego dostęp, sięgając do tego, co ogólne i powszechne. Zło uległo racjonalizacji, rozum nad nim panuje, całość jest najlepsza z możliwych, zaś jej racją ostateczną jest Bóg. Rozwiązanie Leibniza czyni wprawdzie zadość wymogom logiki, ale sprzeciwia się zwykłej wrażliwości moralnej. Rozum najbardziej konsekwentnego racjonalisty w dziejach myśli europejskiej jest rozumem kalkulującym, rachującym i dedukującym. Buduje on spójną teorię ontologiczną, wychodząc od aksjomatów. Nie jest jednak w stanie podołać niepoddającej się dyspozycjom rozumowym tajemniczej obecności Boga w całym skomplikowaniu świata. Jest to rozum oderwany, który postrzegając logiczne struktury pozostaje ślepy na wielowymiarowość rzeczywistości. Czy w jakiejś mierze nie przyczyni się on do budowy pieców krematoryjnych? Czy nie będzie miał udziału w zorganizowaniu Kołymy? Czy wrażliwe myślenie Schelera, który powiada, iż jesteśmy zbyt blisko świata, nie jest bliższe zajmującej nas tu kwestii? Takie położenie człowieka zdaje się go przestrzegać przed pokusą uwiedzenia przez zawrotne perspektywy teodycei, które mogą wyziębić serce ludzkie abstrakcjami kalkulującego rozumu czy technicznymi wariacjami zadufanej w sobie i niewrażliwej teologii, troszczącej się bardziej o przejrzystość scholastycznych dystynkcji aniżeli krzyk cierpiącego człowieka. Przypomnijmy w tym miejscu zasadny bunt Iwana Karamazowa, który „emocjonalnie” reaguje na bezduszną logikę teodycei w obliczu cierpienia niewinnych dzieci: „Słuchaj, jeżeli wszyscy powinni cierpieć, aby cierpieniem okupić wieczną harmonię, to co tu robią dzieci, powiedz mi proszę? Zupełnie nie mogę zrozumieć, czemu one mają cierpieć i dlaczego mają cierpieniem okupić harmonię? Dlaczego one też stały się mierzwą do użyźniania jakiejś przyszłej harmonii? […] Póki jeszcze czas, odsuwam się, a więc rezygnuję całkowicie z najwyższej harmonii. Niewarta nawet łezki tego zamęczonego maleństwa, które biło się piąstkami w pierś i modliło się w smrodliwej kloace nieodkupionymi łezkami «do Bozi». Niewarta, ponieważ te łezki są nieodkupione”12.
Byłoby ogromnym przeoczeniem, gdybyśmy w tym momencie nie pochylili się na moment nad Heglem. Swoją filozofię dziejów nazywa „prawdziwą teodyceą”. Celem filozofi cznego poznania dziejów jest usprawiedliwienie Boga „tak, aby zło istniejące w świecie można było zrozumieć i ażeby duch myślący mógł być z nim pojednany. W rzeczy samej nic nie może bardziej pobudzić do takiego poznania-pojednania, jak dzieje powszechne. Pojednanie może być osiągnięte tylko przez poznanie tego, co pozytywne, w którym to, co negatywne ginie jako coś podporządkowanego i przezwyciężonego. Ginie po części dzięki świadomości tego, co jest naprawdę ostatecznym celem świata, po części dzięki świadomości, że cel ten został w świecie urzeczywistniony i że zło nie zdołało ostatecznie utrzymać się obok niego”13. Jeszcze raz okazuje się, że w promieniach rozumu zło topnieje jak śnieg na wiosnę. Rozum może wprawdzie posłużyć się złem, realizując zamierzone przez siebie cele, jednak to on ostatecznym dekretem unieważnia je jako zło. Cóż pozostaje dla tych, którzy cierpią? Albo jak Konrad z trzeciej części Dziadów rzucić w twarz takiemu Bogu – rozumowi: „Kłamca, kto ciebie nazwał miłością, Ty jesteś tylko mądrością”, albo postąpić wedle wskazań Spinozy: non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere [nie śmiać się, nie płakać, nie rozpaczać, lecz rozumieć]. Nic tak nie znieczula ludzkiego serca i ludzkiej wrażliwości, jak abstrakcje teodycei. Trzeba dodać, nic tak też nie prowokuje zła. Skoro każde zło może zostać usprawiedliwione, skoro jest ono nawozem ostatecznego pojednania (a może raczej triumfu jednych nad drugimi), to tym samym im bardziej dojmujące zło, tym piękniejsze pojednanie. Zaleca nam Spinoza, jako lekarstwo na wzburzenia emocjonalne niegodne człowieka jako istoty rozumnej, rozumienie. Teodycee wszelkiej maści podkreślają (np. Leibniz), iż protest człowieka wobec zła wyrasta z niemożności ogarnięcia przez jego rozum nieskończenie wielu rzeczy jednocześnie. Smutny wędrowiec, jakim jest człowiek ogarnia okiem rozumu tylko niewielki odcinek przebytej drogi. Czy jednak z tej ograniczoności poznawczej wynika bezzasadność oburzenia i protestu wobec nieusprawiedliwionego zła, wobec świata najeżonego złem? Czy jakość krzyku i skargi staje się w tej perspektywie niższa, niedojrzała, zasługująca raczej na pobłażliwy uśmiech wszelkiej maści besserwisserów, rzeczników metafizycznie doskonałego Boga i proporcjonalnej doskonałości stworzonego przezeń świata?
Strona: 1 2 3 4 5

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies