Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Wyjazd do Kolonii w ramach Światowych Dni Młodzieży

  • List Ks. Kardynała Franciszka Macharskiego

    Tekst w wersji niemieckiej
  • Homilia Papieża podczas ŚDM

    t249d

     

    Homilia Papieża podczas ŚDM


    Kolonia, 22.08.2005


    Drodzy młodzi!


    Przed świętą Hostią, w której Jezus stał się dla nas chlebem od środka wspierającym i karmiącym nasze życie (por. J 6,35), rozpoczęliśmy wczoraj wieczorem naszą wewnętrzną drogę adoracji. W Eucharystii adoracja winna stać się jednością. Wraz z celebrą eucharystyczną spotykamy się w owej "godzinie" Jezusa, o której mówi Ewangelia Jana. Przez Eucharystię ta Jego "godzina" staje się naszą godziną, Jego obecnością pośród nas. Wraz z uczniami celebrował On wieczerzę paschalną Izraela, pamiątkę wyzwalającej interwencji Boga, który poprowadził Izraela z niewoli do wolności. Jezus przestrzega obrzędów Izraela. nad chlebem modlitwę wysławienia i błogosławieństwa. Potem jednak dzieje się coś nowego. Dziękuje On Bogu nie tylko za wielkie dzieła przeszłości; ale także dziękuje Mu za własne wyniesienie, które dokona się przez Krzyż i Zmartwychwstanie, zwracając się do uczniów również słowami zawierającymi summę Prawa i Proroków: "To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane. To jest bowiem kielich Krwi mojej nowego i wiecznego przymierza". W ten sposób rozdaje chleb i kielich, a jednocześnie pozostawia im zadanie powtarzania i czynienia na Jego pamiątkę tego, co mówi i czyni w tym momencie.


    Co się dzieje? Jak Jezus może rozdawać swoje Ciało i swą Krew?


    Czyniąc z chleba swoje Ciało i z wina swoją Krew uprzedza On swoją śmierć, przyjmuje ją w swym sercu i przemienia w działanie miłości. To, co z zewnątrz jest brutalną przemocą, od wewnątrz staje się gestem miłości, która oddaje się cała. Oto całkowite przeistoczenie, które dokonało się w wieczerniku i które miało pobudzić proces przemian, którego ostatecznym końcem jest przemiana świata aż do tego stanu, w którym Bóg będzie wszystkim we wszystkich (por. 1 Kor 15,28). W jakimś sensie wszyscy ludzie zawsze oczekują w swym sercu zmiany, przemiany świata. Oto główny akt tej przemiany, będącej w stanie prawdziwie odnowić świat: przemoc zamienia się w miłość, a zatem śmierć w życie.


    Ponieważ czyn ten przekształca śmierć w życie, sama śmierć zostaje już wewnętrznie przezwyciężona, jest w niej już obecne zmartwychwstanie. Śmierć została, by tak rzec, głęboko zraniona, tak iż nie może już do niej należeć ostatnie słowo. Jest to, posługując się znanym nam dzisiaj obrazem, rozszczepienie atomu w najgłębszej istocie - zwycięstwo miłości nad nienawiścią, zwycięstwo miłości nad śmiercią. Tylko ten głęboki wybuch dobra, zwyciężającego zło, może wywołać następnie łańcuch przemian, które stopniowo odmienią świat. Wszystkie inne zmiany są powierzchowne i nie przynoszą ocalenia. Dlatego mówimy o odkupieniu: to, co z samej głębi było konieczne, stało się i my możemy wejść w tę dynamikę. Jezus może rozdawać swoje Ciało, ponieważ rzeczywiście ofiarowuje siebie samego.


    Ta pierwsza podstawowa przemiana przemocy w miłość, śmierci w życie pociąga za sobą inne zmiany. Chleb i wino stają się Jego Ciałem i Jego Krwią. Przemiana jednak nie może się tu zatrzymać, co więcej - dopiero tutaj właśnie musi się w pełni rozpocząć. Ciało i Krew Chrystusa zostały nam dane po to, abyśmy my sami z kolei zostali przemienieni. My sami mamy stać się Ciałem Chrystusa, Jego krewnymi.


    Wszyscy pożywamy ten sam chleb, a to oznacza, że między sobą stajemy się jednym. Adoracja, jak powiedzieliśmy, staje się w ten sposób jednością. Bóg nie jest już przed nami, jako Całkowicie Inny. Jest w nas, a my jesteśmy w Nim. Jego dynamika przenika nas i z nas chce przejść na innych i objąć cały świat, aby Jego miłość stała się rzeczywiście dominującą miarą świata. Uważam za bardzo piękną aluzję do tego nowego kroku, którym Ostatnia Wieczerza obdarowała nas przez odmienne znaczenie, jakie słowo "adoracja" ma w grece i w łacinie. Po grecku brzmi ona proskynesis. Oznacza to gest poddania się, uznanie Boga za naszą jedyną prawdziwą miarę, której normy zgadzamy się przestrzegać.


    Oznacza, że wolność to nie rozkoszowanie się życiem, uważanie się za całkowicie niezależnych, lecz kierowanie się miarą prawdy i dobra, aby w ten sposób samemu stać się prawdziwym i dobrym. Gest ten jest niezbędny, chociaż nasze pragnienie wolności sprzeciwia się w pierwszej chwili tej perspektywie. Osiągnięcie jej w pełni możliwe będzie jedynie przez drugi krok, jaki otwiera przed nami Ostatnia Wieczerza. Łacińskie słowo oznaczające adorację, to ad-oratio - kontakt usta-usta, pocałunek, uścisk, a więc miłość. Poddanie staje się jednością, ponieważ ten, któremu się podporządkowujemy, jest Miłością. Tak to poddanie się nabiera sensu, gdyż nie narzuca nam czegoś obcego, lecz wyzwala nas w związku z najgłębszą prawdą naszego bytu.


    Powróćmy jeszcze do Ostatniej Wieczerzy. Nowość, do jakiej tam doszło, polegała na nowej głębi prastarej modlitwy błogosławieństwa Izraela, która obecnie staje się słowem przemiany i umożliwia nam udział w "godzinie" Chrystusa. Jezus nie pozostawił nam zadania powtarzania Wieczerzy paschalnej, której zresztą, jako rocznicy, nie można powtarzać według upodobania. Pozostawił nam zadanie wejścia w Jego "godzinę".


    Wchodzimy w nią dzięki słowu świętej mocy konsekracji - przemiany, do której dochodzi przez modlitwę uwielbienia, która sprawia, że jesteśmy kontynuacją Izraela i całej historii zbawienia, a jednocześnie obdarza nas nowością, do której modlitwa ta dążyła ze względu na swoją intymną istotę. Modlitwa ta - nazwana przez Kościół "modlitwą eucharystyczną" - uobecnia Eucharystię. Jest słowem mocy, która w zupełnie nowy sposób przemienia dary ziemi w dar Boga z siebie i włącza nas w ten proces przemiany. Dlatego wydarzenie to nazywamy Eucharystią, co jest przekładem hebrajskiego słowa beracha - dziękczynienie, wysławianie, błogosławieństwo, a więc przemianą, począwszy od Pana: obecnością Jego "godziny". Godzina Jezusa jest godziną, w której zwycięża miłość. Innymi słowy: to Bóg wygrał, ponieważ to On jest Miłością.


    Godzina Jezusa chce stać się naszą godziną i stanie się nią, jeśli my, sprawując Eucharystię, pozwolimy się porwać temu procesowi przemian, jakiego Pan pragnie. Eucharystia musi stać się centrum naszego życia. To nie pozytywizm ani pragnienie władzy, gdy Kościół mówi nam, że Eucharystia jest częścią niedzieli. W poranek Paschy najpierw niewiasty, a następnie uczniowie doznali łaski ujrzenia Pana. Od tamtego czasu wiedzieli już, że pierwszy dzień tygodnia, niedziela, będzie Jego dniem, dniem Chrystusa. Dzień początku stworzenia stawał się dniem odnowy stworzenia. Stworzenie i odkupienie idą w parze. Dlatego tak ważna jest niedziela. To piękne, że w wielu kulturach niedziela jest dniem wolnym bądź wraz z sobotą stanowi wolny wręcz tak zwany "koniec tygodnia. Jednakże ten wolny czas pozostaje pusty, jeśli nie ma w nim Boga.


    Drodzy przyjaciele! Czasami, na początku, może wydać się niewygodne zaplanowanie w niedzielę także Mszy świętej. Ale jeśli się postaracie, przekonacie się, że to właśnie stanowi właściwe centrum wolnego czasu. Nie dajcie się odwieść od udziału w niedzielnej Eucharystii i pomóżcie również innym w jej odkryciu. Oczywiście do tego, aby przyniosła ona radość, której potrzebujemy, musimy nauczyć się coraz bardziej ją rozumieć w jej głębi, musimy nauczyć się ją miłować. Zobowiążmy się do tego, bo warto! Odkryjmy głębokie bogactwo liturgii Kościoła i jej prawdziwą wielkość: nie my urządzamy święto dla siebie, lecz to sam Bóg żywy przygotowuje dla nas święto. Wraz z miłością do Eucharystii odkryjecie także sakrament Pojednania, w którym miłosierna dobroć Boga pozwala wciąż na nowo zaczynać nasze życie.


    Ten, kto odkrył Chrystusa, musi prowadzić do Niego innych. Nie można zatrzymywać dla siebie ogromnej radości. Konieczne jest jej przekazywanie.


    Na szerokich połaciach świata występuje dzisiaj dziwne zapominanie o Bogu. Wydaje się, że wszystko toczy się jednakowo także bez Niego. Jednocześnie jednak występuje też poczucie frustracji, niezadowolenia z wszystkiego i z wszystkich. Chce się wołać: nie można żyć w ten sposób! Naprawdę nie. W ten sposób obok zapomnienia o Bogu istnieje niejako rozkwit religijny. Nie chcę dyskredytować tego wszystkiego, co kryje się w tym kontekście. Może to być również szczera radość z odkrycia. Lecz mówiąc z pewną przesadą, nierzadko religia staje się jakby produktem do konsumpcji. Wybiera się to, co się podoba, a niektórzy potrafią nawet czerpać z tego zysk. Jednakże religia poszukiwana metodą "zrób to sam" ostatecznie nam nie pomaga. Jest wygodna, ale w chwili kryzysu pozostawia nas samym sobie. Pomóżcie ludziom odkrywać prawdziwą gwiazdę, która wskazuje drogę: Jezusa Chrystusa! My sami starajmy się poznawać Go coraz lepiej, aby móc w przekonujący sposób prowadzić do Niego także innych.


    Dlatego tak ważne jest umiłowanie Pisma Świętego, a w konsekwencji znajomość wiary Kościoła, która ukazuje nam sens Pisma. To Duch Święty prowadzi Kościół w jego wzrastającej wierze oraz pozwolił mu i pozwala coraz bardziej wnikać w głębię prawdy (por. J 16, 13). Papież Jan Paweł II dał nam wspaniałe dzieło, w którym wiarę stuleci wyjaśniono w sposób syntetyczny: Katechizm Kościoła Katolickiego. Ja sam mogłem przedstawić niedawno Kompendium tego Katechizmu, przygotowane na życzenie zmarłego Papieża. To dwie fundamentalne książki, które chciałbym wszystkim wam polecić.


    Oczywiście same książki nie wystarczą. Twórzcie wspólnoty oparte na wierze! W ostatnich dziesięcioleciach zrodziły się ruchy i wspólnoty, w których daje się odczuć w sposób żywiołowy siła Ewangelii. Szukajcie wspólnoty w wierze jako towarzysze wędrówki, razem podążający szlakiem wielkiej pielgrzymki, którą jako pierwsi wskazali nam Mędrcy ze Wschodu. Spontaniczność nowych wspólnot jest istotna, ale jeszcze ważniejsze jest zachowanie jedności z Papieżem i biskupami. To oni gwarantują, że nie szuka się prywatnych ścieżek, lecz żyje się w tej wielkiej rodzinie Bożej, którą Pan założył wraz z dwunastoma Apostołami.


    Raz jeszcze muszę powrócić do Eucharystii. "Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało" - mówi św. Paweł (1 Kor 10,17). Chce przez to powiedzieć: ponieważ przyjmujemy tego samego Pana, a On przyjmuje nas i pociąga do siebie, jesteśmy jednym także dla siebie. Musi to znaleźć wyraz w życiu.


    Musi objawiać się w zdolności do przebaczenia. Musi wyrażać się wrażliwością na potrzeby drugiego. Musi objawiać się gotowością do dzielenia się. Musi objawiać się w zaangażowaniu na rzecz bliźniego, zarówno tego bliskiego, jak i najdalszego, który jednak coraz bardziej przygląda się nam z bliska. Istnieją dzisiaj formy wolontariatu, przykłady wzajemnej posługi, których nasze społeczeństwo tak bardzo potrzebuje. Nie powinniśmy na przykład pozostawiać ludzi w podeszłym wieku na pastwę samotności, nie powinniśmy przejść obojętnie obok cierpiących. Jeśli myślimy i żyjemy na mocy łączności z Chrystusem, wtedy otwierają się nam oczy. Wtedy nie zgodzimy się dłużej wegetować, troszcząc się jedynie o siebie samych, lecz ujrzymy, gdzie i jak jesteśmy potrzebni. Tak patrząc i postępując, szybko przekonamy się, że znacznie piękniej jest być pożytecznym i być do dyspozycji innych, niż troszczyć się wyłącznie o proponowane nam wygody.


    Wiem, że jako młodzi ludzie dążycie do rzeczy wielkich, że pragniecie się angażować na rzecz lepszego świata. Pokażcie to ludziom, pokażcie to światu, który czeka na takie właśnie świadectwo uczniów Jezusa Chrystusa i który, przede wszystkim dzięki waszej miłości, będzie mógł odkryć gwiazdę, za którą jako wierzący idziemy.


    Idźmy za Chrystusem i przeżywajmy nasze życie jako prawdziwi czciciele Boga! Amen.

     

    ---------

    KAI (ml //mr). Źródło: http://e.kai.pl/

     

  • Agata - Momenty, które zapamietałam...

    t255d



    WSTĘP

    Spotkanie z p. Haliną Birenbaum

    Mówiła o oczach... O oczach ludzi z przeszłości, tych sprzed wojny i tych z czasów wojny. O oczach matki, która nie mogła dać dzieciom jeść, o oczach ludzi z bunkra w getcie i potem tych z obozu - najpierw w Majdanku a potem w Auschwitz. O oczach, w których była beznadzieja, rozpacz, śmierć. Ale mówiła też o takich oczach, w których było życie. Za widokiem tych oczu wszyscy tęsknili najbardziej, one dawały nadzieję... Sama ma bardzo żywe i ciepłe oczy.


    DZIEŃ 9

    Wieczorem tego dnia była polsko - niemiecka Droga Krzyżowa

    Kościół wygaszony, obraz, dźwięk i rozważania - wszystko to trafiało do mnie mocno. Na koniec ks. proboszcz powiedział, że pójdziemy na cmentarz, na którym leżą żołnierze, aby zapalić znicze i modlić się o pokój. Procesja z krzyżem i ze świecami ruszyła; szliśmy w skupieniu.

    Dopiero na cmentarzu uświadomiłam sobie, że jest to cmentarz ŻOŁNIERZY NIEMIECKICH, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. Być może leżeli tu ludzie, którzy walczyli przeciwko Polakom! W tej wojnie byliśmy wrogami! Przez chwilę poczułam się dziwnie, trochę jak postawiona pod ścianą! Nikt mnie nie zapytał czy bym tego chciała...Czy chciałabym zapalać lampkę na grobie niemieckiego żołnierza, który zginął w czasie II wojny światowej, być może walcząc przeciw moim rodakom. Przeżyłam to bardzo osobiście. Jako moją osobistą modlitwę, moje osobiste pojednanie z tymi konkretnymi ludźmi. Ja, tutaj i teraz, będąc tym kim jestem wybaczam i proszę o przebaczenie. Nie pamiętam już imion tych żołnierzy, wiem tylko, że mieli po 21 i 23 lata i że położyłam świeczkę na ich grobie z wewnętrznym pokojem, z poczuciem, że zrobiłam maleńki kroczek w kierunku pojednania miedzy naszymi narodami.

    Potem była jeszcze wspólna modlitwa o pokój, były śpiewy w j. niemieckim i angielskim. Na koniec polski ksiądz zaczął śpiewać Apel Jasnogórski. Wieczór zakończył się polskim akcentem, ale „Maryjo, Królowo POLSKI..." i „już dzisiaj zależy od POLSKIEJ młodzieży...", po moim wewnętrznym akcie pojednania, zabrzmiało mi jakoś szorstko... Myślę, że nie tylko od polskiej młodzieży, ale od młodych ludzi z całego świata zależy pokój na świecie.


    DZIEŃ 6, 7...

    Śmierć Br. Rogera

    To wszystko, co się działo do tej pory było miłe, kolorowe... Widać było entuzjazm i radość młodych ludzi. I to dobrze, taki jest Kościół! Tej siły i entuzjazmu młodych ludzi Kościół bardzo potrzebuje. Cieszyłam się, że to tak wygląda, ale sama bardzo potrzebowałam... ciszy. Były momenty, że chciałam uciec od tego zgiełku i gdzieś się schować. Równocześnie jednak, była we mnie niezgoda na taki stan mojego wnętrza. Mówiłam sobie, że na ŚDM jedzie się po to by spotkać Pana Boga w ludziach, w ich radości, inności, entuzjazmie a nie w ciszy. Szóstego dnia pobytu, w nocy, dostałam telefon z informacją, że Br. Roger został zamordowany. Najpierw szok, niedowierzanie, potem żal, ogromny żal... ale potem, następnego dnia i później... Nie wiem jak to określić... Znak, którego głębi nie potrafię jeszcze do końca odczytać. To tak, jakbym znalazła wewnętrzne usprawiedliwienie na moją potrzebę ciszy. To tak, jakby Pan Bóg mówił: ten entuzjazm, ta radość jest prawdziwa, jeśli wynika z czegoś więcej. Można to uzyskać po spotkaniu z Tym, który Jest, po spotkaniu w ciszy... to tak, jakby Bóg przypominał o Swoim krzyżu. Jeśli go weźmiesz, otrzymasz dużo więcej, otrzymasz radość i pokój. Nie chodzi o to by się smucić, czy być ciągle poważnym, ale raczej o jakąś wewnętrzną przestrzeń na spotkanie z Prawdą.

    Życie Br. Rogera było pełne pokoju i zaufania, On sam był źródłem pokoju dla milionów ludzi. Jego śmierć, chciałoby się zawołać: niepotrzebna, za wcześnie..., jest dopełnieniem i pieczęcią życia. Bracie Roger, dziękuję Ci za Twoje życie i za Twoją śmierć.



    Agata Kulas

  • Karolina - Wspomnienia z Kolonii

    t271d

     

     

     

    Mam na imię Karolina i byłam uczestnikiem XX. Światowych Dni Młodzieży w Kolonii (brzmi to może trochę jak wyznanie jednego z członków grupy terapeutycznej, ale zapewniam, że wspomnienia stamtąd mam wyłączenie pozytywne). Nie witano mnie, co prawda tak hucznie i uroczyście jak papieża, ale i tak na zawsze zapamiętam serdeczność i otwartość moich „Gasteltern", czyli „gościnnych rodziców", którzy wcale nie przypominali poważnych Niemców, tak jak ich sobie wyobrażają Polacy.

    Podczas pobytu w Moenchengladbach mieszkałam u Barbary i Williego Dahmen, których dzielnie wspierali sąsiedzi Irena i Staszek (pomoc ta była czasem bardzo przydatna, gdyż z Ireną i Staszkiem mogłam porozmawiać po polsku, a nie wiedzieć czemu, jakoś łatwiej mi używać języka polskiego niż niemieckiego). Byłam zadziwiona, jak łatwo można porozumieć się z ludźmi w obcym języku, którego zaledwie podstawy się opanowało (dowodem na to mogą być długie noce przegadane z moimi gospodarzami przy świetle świec), chociaż drobnych nieporozumień nie brakowało. Najwięcej problemów sprawiał nam fakt, że programy naszego pobytu w języku polskim i niemieckim miały inny układ i czasem nie potrafiliśmy przetłumaczyć sobie nawzajem niektórych punktów, ani wskazać ich odpowiednika na drugiej liście, ale wtedy niczym Spiderman z ciemności korytarza wyłaniali się zawsze chętni do pomocy Irena i Staszek.

    Będąc w Moenchengladbach dokonałam straszliwego odkrycia, które na chwilę zachwiało moim przekonaniem o wysokim stopniu rozwoju cywilizacyjnego w Niemczech. Moi gospodarze nie znają kompotu! Nie wiedzieli, o czym mówię nawet, gdy dokładnie opisałam im proces produkcyjny i metody spożycia tego nektaru bogów. Na szczęście Irena uspokoiła moje skołatane nerwy tłumacząc, że Niemcy kompot znają, ale używają go trochę w odmienny sposób niż my, Polacy. Zjadają go oni, bowiem niczym sałatkę owocową (toż to niemalże świętokradztwo... ale i tak urośli w moich oczach).

    Moi „Gastgebern" nie pozwolili mi na choćby chwilę nudy, poświęcili mi praktycznie cały swój czas i chcąc ratować mnie przed nudnym zwiedzaniem miasta z przewodnikiem pokazali mi przepiękny ogród botaniczny. Obładowana prezentami (z których najbardziej spodobał mi się ten najprostszy i najtańszy, czyli kartka z „modlitwą przeoryszy" dla mojej mamy) wyruszyłam do kolejnej miejscowości.

    Miłą niespodzianką okazali się być Marina i Rolf Schweren, u których mieszkałam w Kerpen. Najbardziej spodobało mi się w nich to, że ich dom nie był szkołą, w której początkowo mieliśmy mieszkać (a przynajmniej takowej nie przypominał), aczkolwiek mieli również wiele innych bardzo praktycznych zalet, jak serdeczność, czy opiekuńczość, albo śliczna sadzawka z maleńkim mosteczkiem w ogrodzie.

    Byłam pełna podziwu dla Mariny, która (mimo moich protestów i zapewnień o samodzielności) wstawała wcześnie rano, by zrobić mi śniadanie, gdy chciałam wybrać się na poranną modlitwę. Zaskoczyło nas, gdy gospodarze wręczyli nam mapkę miasta ze specjalnie wyznaczoną dla nas drogą do kościoła omijającą niebezpieczne okolice. Dostałyśmy także profesjonalnie wyglądającą (mój brat myślał nawet, że to część pakietu pielgrzyma) płytę z kompletem zdjęć z naszego pobytu w Kerpen. Razem z Martą i Pauliną, moimi współlokatorkami zostałyśmy zaproszone na serię uroczystych przyjęć, czyli rodzinnych barbecue, najpierw u siostry Rolfa, a później u naszych gospodarzy. Spotkałyśmy tam wielu przemiłych ludzi i radosnego małego pieska, Paulę, który od razu zaskarbił sobie względy wszystkich biesiadników.

    Nigdy nie zapomnę wspaniałych ludzi, których poznałam tego lata w kraju tajemniczo zwanym przez tubylców „Dojczlandem" i postaram się nie zgubić ich adresów, aby mieć gdzie wysyłać długie listy, które już powoli zaczynam pisać.



    Karolina Jaremczak
  • Zdjęcia z wyjazdu na Światowy Dzień Młodzieży w Kolonii 2005

    t248d

     

    Zdjęcia z wyjazdu pierwszego autokaru na Światowy Dzień Młodzieży wybrali: Agata, Łukasz i Michał. (Był i drugi autokar z Oświęcimia.)

     

    Wyjazd składał się z kilku części:
    09.08. udział w uroczystościach rocznicy śmierci św. Edyty Stein. Premiera spektaklu teatru NA STRONIE "Edyta Stein-Droga do świętości"; modlitwa za zmarłych i o pokój w Birkenau; msza w Karmelu z Arcybiskupem Gołębiewskim z Wrocławia, Biskupem Zimniakiem z Bielska i O. Wachem- Prowincjałem Karmelitów z Krakowa.
    10.08. Spotkanie z Haliną Birenbaum, byłą więżniarką Auschwitz.
    11.-15.08. Mieszkaliśmy w parafiach w Moenchengladbach w diecezji Aachen. (Drugi autokar był wtedy w Brandenburgu w diecezji Berlin).
    15.-20.08. Byliśmy (już razem) w Diecezji Kolońskiej i mieszkaliśmy w parafii św. Marcina w Kerpen.
    20.-21.08. spędziliśmy na Marienfeld na nocnym czuwaniu i Mszy Św. z Papieżem Benedyktem XVI.

    Dużo wsparcia otrzymaliśmy od Towarzystwa Edyty Stein z Niemiec i przyjaciół z Kerpen oraz wielu innych. Wszystkim serdecznie dziękujemy!

     

     

    Zapraszamy do galerii

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies