Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Wiesław Wysocki - Świadectwa życia religijnego więźniów - cz. II

Część II

Czy w KL Auschwitz Bóg pytał o prześladowanego i cierpiącego Häftlinga? Jak wyglądał religijny mikrokosmos obozu?*

Święta religijne w warunkach obozowych

Nie sposób nawet w najbardziej skrajnych i restrykcyjnych warunkach wyrwać całej zbiorowości jej dziedzictwa kulturowego; całkowicie oderwać od zwyczajów i nawyków narodowych, środowiskowych, mentalności cywilizacyjnej etc. Do takich najgłębiej zakorzenionych potrzeb ludzkich należą święta religijne, zwłaszcza te największe, obrosłe swoistą kulturą, obrzędowością, klimatem...

Największe święto chrześcijan – Wielkanoc – zewnętrznie, poza Wielką Niedzielą jako dniem wolnym od pracy i - z powodu liczniejszych urlopów nadzorujących esesmanów - zmniejszonym rygorem, nie wyróżniało się niczym od codziennego dnia obozowego. Ale tylko pozornie, gdyż więźniowie, a zwłaszcza więźniarki, poddawały się nastrojom tego okresu liturgicznego i zwyczajom kościelnym; organizowały namiastki rekolekcji wśród chorych współtowarzyszek (KL Majdanek), śpiewały (raczej: nuciły) pieśni wielkopostne i wielkanocne, budowały w ustronnym i mało dostrzegalnym miejscu miniaturki Grobu Pańskiego. Niektórzy podejmowali wyrzeczenia: w Wielki Piątek, gdy ktoś dostał tzw. zulagę w postaci kawałka kiełbasy zamienił ją na marmoladę; więźniarki na Majdanku tego dnia zrezygnowały z kostki cukru, jaką wtedy dostały, itp. Wspomina jedna z kobiet: „Zaczęłam sama siebie przekonywać, że przecież tu, w tym strasznym lagrze, nie obowiązują posty, że tu nie trzeba pościć. Kiedy zdecydowana byłam zjeść plasterek kiełbasy rozgrzeszając samą siebie, przychodziły nowe refleksje: przecież ten kawałek kiełbasy mnie nie uratuje, nie nasyci głodu, jeżeli tak długo nie jadłam kiełbasy, to i teraz w Wielki Piątek, nie muszę jej jeść. Może trzeba ponieść jakąś ofiarę, żeby przeżyć, [...] może z trzydzieści razy zmieniałam decyzję.24 Niektórzy starzy więźniowie mogli spotkać się z okazji świąt „przy stole” w małej grupie w kąciku izby bloku, ale częściej towarzyszyły uwięzionym szyderstwa i kolejne dramaty. W Wielki Piątek 1942 r. w KL Auschwitz ks. Piotr Dańkowski usłyszał od kapo: „Dziś będziesz ukrzyżowany jak twój mistrz.”25 Na ramiona narzucono mu ciężką kłodę, pod którą kilkakrotnie upadał, aż skonał pod ciosami oprawcy. Podobną bluźnierczą (w oczach esesmanów było to szyderstwo) scenę W. Siwek utrwalił na obrazie - Powrót karnej kompanii z pracy. Jest to opis sytuacji z Wielkiego Piątku 1942 r. w karnej kompanii, gdzie znęcano się nad księżmi i Żydami, zwłaszcza tymi ostatnimi; w końcu spośród zmaltretowanych półżywych ludzi wybrano jednego, któremu wbito na głowę zwój drutu kolczastego, a do ręki włożono łopatę, pozostałym kazano procesjonalnie wnieść go do obozu. Podobnych sadystycznych nawiązań, a nieraz dokładnych naśladowań ewangelicznego opisu męki Chrystusa, znaleźć można w obozach nazbyt dużo.

Mniej drastycznie utrwalił się w pamięci uwięzionych obraz drugich wielkich świąt chrześcijańskich – czas Bożego Narodzenia. Duch tych świąt jest zawsze bardziej radosny, rzewliwy, emocjonalny... Nastrojowi temu ulegali wszyscy, nawet w obozie, a w życzeniach dominowało pragnienie wolności i nadzieja rozerwania kolczastych drutów oraz powrotu do rodzinnych domów.

W obozie lubelskim powstała kolęda w formie życzeń:

"Wesołych Świąt życzymy Wam

U wszelkich miast, u lagrów bram.

I Wam w pokojach wygodnych, jasnych.

I Wam w barakach wilgotnych, ciasnych.

Wszystkim Wam ślemy szczere życzenia,

Niech radość wszystkie smutki przemienia,

Niech się rozjaśnią zbolałe czoła,

Gdy tylko Gloria zabrzmi dokoła."26

Nawet na placu apelowym obozu stawiano świąteczne drzewko (utrwalił to z KL Auschwitz W. Siwek na obrazie, przechowywanym obecnie w muzeum obozowym, pt. Wigilia w Oświęcimiu 1940), choć rzeczywistość obozowa i wtedy rzucała swój ponury cień; pod choinką składano zmarłych i zamęczonych Häftlingów.

Śpiewano pieśni; tylko czasem adwentowe, powszechnie kolędy, za co niekiedy później bywały zbiorowe represje w postaci długiego stania z odkrytymi (zima!) głowami. Powstawały pomysły na szopki świąteczne i noworoczne.

Okres świąt wnosił w życie więźniów pewien oddech „wolnościowy”, ale też nastrój wigilijny, zwłaszcza gdy dochodziła do głosu tęsknota za najbliższymi, niepewność dalszego losu, troska o rodzinę, wywoływał bardzo głębokie psychiczne reakcje niemal u każdego uwięzionego.

Znaczna liczba Żydów, którzy przeszli przez obozy nazistowskie, zaznaczyła swoją obecność elementami religijnymi, między innymi specyfiką odrębnego świętowania swoich świąt. Szczególnie ważne miejsce miał Sądny Dzień (Jom Kippur), podczas którego należało odmówić modlitwę Kol Nidre. Inne święta, jak Chanuka, Purim, Seder czy Pesach miały swój rytuał, choć jego zachowanie było nadzwyczaj trudne i tylko najbardziej ortodoksyjni Żydzi, mimo warunków obozowych, starali się świętować wedle własnej tradycji. Bardzo często przy tej okazji ze strony nadzorców spotykały ich szyderstwa i poniżenia.

Akcja antyreligijna

Antyreligijna postawa nadzorców i kryminalnych więźniów funkcyjnych ujawniała się przede wszystkim wobec ortodoksyjnych Żydów i kleru. W ich osobach było najłatwiej wyszydzać i upokarzać wartości duchowe. Juden und Pfaffen – od pierwszego dnia pobytu w obozie w KL Auschwitz i w innych kacetach byli traktowani „szczególniej”. Zabawiano się fotografowaniem całujących się Żydów i księży, inscenizowano sytuacje ośmieszające, na przykład wzajemne bicie lub śpiewanie wulgarnych, obsceniczych piosenek. Chórem żydowskich więźniów śpiewających O, du mein Jerusalem, pieśń drwiącą z judaizmu, musiał dyrygować katolicki ksiądz. Jeżeli w transporcie był rabin, stawał się obiektem drwin; współwyznawcom nakazywano uważać go za „żydowskiego boga” i na kolanach śpiewać do niego psalmy. Rzadko poprzestawano na „komicznym” – w ocenie władz obozowych – efekcie wyszydzania, częściej były to sadystyczne znęcania się. Jednemu z księży kazano wprowadzać do obozu oświęcimskiego „procesję” śpiewających psalmy Żydów. Tamże ks. Leonowi Poeplau, podczas jego powitania w kacecie (15 sierpnia 1940 r.), wywrócono kapelusz rondem do góry i wciśnięto na głowę, na szyi zaciągnięto pętlę ze sznura, do ręki zaś dano miotłę. "Ciągnąc kapłana na powróśle zrobiono zeń pośmiewisko. Śmiali się esesmani, śmiali się też kręcący się wśród nas kapo. Patrzyliśmy na to widowisko ze smutkiem i niesmakiem."27 Przy okazji nie szczędzono kapłanowi ciosów pięści, kopniaków, opluwania... Z tych samych powodów nosicielami zwłok (Leichenträger) uczyniono księży; w KL Stutthof 3 marca 1940 r. dla szyderstwa nakazano odbywać księżom (w obozie było wtedy kilkuset księży) pogrzebowe procesje ze śpiewaniem pieśni żałobnych, ale zamiast oczekiwanego efektu „humorystycznego”, niespodziewanie dla władz, ogół więźniów słysząc śpiew miserere stanął na baczność z odkrytymi głowami.

Ulubioną szykaną w obozie były aluzje i pytania o perwersje seksualne duchownych, które zazwyczaj kończyły się katuszami fizycznymi. Podobne czekały nie tylko kler, ale i wszystkich innych więźniów, jeżeli znaleziono różaniec, medalik lub inny przedmiot kultu. Za odmowę podeptania różańca w KL Auschwitz zamordowany został ks. Józef Kowalski. Inni (także świeccy) ginęli za posiadanie modlitewnika. Wielu esesmanów zostało zapamiętanych przez więźniów jako szczególnie "uczulonych" na przedmioty kultu. Takim był m. in. na Majdanku Hessel: „Jeżeli spostrzeże medalik lub szkaplerz na szyi, zrywa go i rzuca na ziemię, po czym dwukrotnie uderza więźnia trzciną po głowie i ironicznie pyta: Kommunist? W pewnej chwili podchodzi jeden z Polaków z ryngrafem ‘Sodalis Marianus’ zawieszonym na piersiach. Hessel w swej gorliwości zrywa ten ryngraf, rzuca na ziemię i depcze buciorami.”28

W KL Auschwitz przybywających więźniów witano formułą: Jeżeli w transporcie są Żydzi, nie mogą żyć dłużej niż dwa tygodnie, jeżeli są księża, przeżyją miesiąc, reszta trzy miesiące.29 Za tymi słowami kryje się cała relacja kata do ofiar.

W tak specyficznych warunkach, jakie stwarzał obóz koncentracyjny, nie trudno o dewiacje i wykoślawienia religijne. Jeżeli między deklaracją a postawą następował silny rozziew, nie mógł taki więzień być uosobieniem ideałów i wartości religijnych, gdyż w kacecie ujawniała się każda małoduszność i doraźna interesowność. Jak w każdej społeczności, tak i tu istniał margines na ostentacyjną próżność i zwykły faryzeizm.

Szczególnie wśród kobiet szerzyło się upodobanie do „wiary w sny”, ale powszechne było dawanie posłuchu wszelkim przepowiedniom i wizjom. Miało to z jednej strony walor terapeutyczny i wlewało w egzystencję uwięzionych nieco nadziei, ale też u niektórych przybrało cechę guślarstwa lub zabobonu. Niektórzy polecając się „wpływowym” patronom (za takiego uchodził m. in. św. Antoni), obrażali się na nich, gdy nie spełniały się pragnienia.

Deformacje religijności obozowej należały niewątpliwie do elementów marginalnych, a ujawniały się tu i ówdzie głównie ze względu na niekontrolowane, subiektywne przeżywanie „sfery ducha” w warunkach wielkich presji psychicznych i fizycznego zniewolenia.

W zasadzie – w warunkach normalnej egzystencji – wiara religijna nie wymaga heroizmu w czystej postaci, czyli zachowań nadzwyczajnych, raczej oczekuje konsekwencji moralnej i zachowania podstawowych zasad wspólnotowych, ale zdarzają się momenty – zwłaszcza, gdy człowiek znajduje się w sytuacji krańcowej – kiedy kosztuje wiele i wymaga wyboru między karłowatością zaprzaństwa swej wiary a wielkością jej afirmacji.

Dowody tej duchowej afirmacji znajdujemy w przekazach o zachowaniach nadzwyczajnych, jak gest o. Maksymiliana Marii Kolbego wobec skazanego na śmierć więźnia Gajowniczka, dobrowolne pójście do obozu ppor. Witolda Pileckiego („Tomasza Serafińskiego”) i wielu innych wielkich i drobnych aktach odwagi, samozaparcia i współczucia. Godzi się tu przywołać postać ks. Antoniego Rzadkiego z archidiecezji poznańskiej, który w Śremie 20 października 1939 r. zastąpił skazanego na śmierć przez niemieckie władze okupacyjne ojca kilkorga dzieci; krew księdza po egzekucji zbierano z największą czcią. Ileż takich jednostkowych przykładów heroizmu wiary czasu wojny nam pozostało! Pieczęcią tych nadzwyczajnych postaw w Kościele katolickim są liczne beatyfikacje i kanonizacje więźniów obozów.

Próba podsumowania

Śledząc specyfikę religijności obozowej nie trudno dostrzec, iż to nie doktryna, ale praktyczna miłość była siłą motywującą. W sytuacjach krańcowych następowała powszechna redukcja – ale nie eliminacja - zasad; przy czym heroiczność postaw wypada „mierzyć” li tylko najważniejszym przykazaniem.

Religijność obozowa miała charakter konspiracyjny, niekiedy wręcz „katakumbowy” (z pełnym nawiązaniem do pierwszych wieków chrześcijaństwa), i tylko niektóre elementy znajdowały swoje uzewnętrznienie. Wynikało to z faktu, iż religia i postawa religijna były nieakceptowane i niedopuszczone „prawnie”, a tym samym związane z ryzykiem represji karnej.

Szczególnym rysem religijnego świata za drutami była otwartość i naturalny ekumenizm więzionych. Można dostrzegać w religijności, podobnie do postaw ideowych, elementy samoobrony ludzi zniewolonych, ale byłoby to uproszczenie. Trzeba dostrzec też istotną formę ludzkiej egzystencji „sub specie aeternitatis”.

Jakość i wartość społeczeństwa i grup wyznaniowych można mierzyć w jakimś stopniu poprzez ocenę kleru, jako elity przywódczej i ostoi moralnego autorytetu. I chyba dlatego w sposób szczególny hitlerowcy prześladowali duchowieństwo. Na ponad 10 tys. księży diecezjalnych, których Polska miała w dniu 1 września 1939 r., zginęło 20 %, zaś 30 % było represjonowanych; gdy się uwzględni duchowieństwo zakonne, liczby te jeszcze bardziej pokażą cenę, jaką przyszło ponieść Kościołowi polskiemu.

Największe ofiary poniosły diecezje (w nawiasach podane są straty zabitych i zamordowanych kapłanów i kleryków): chełmińska (323), poznańska i włocławska (po 224), gnieźnieńska (139), łódzka (132), płocka (116). Gdy się uwzględni okupację i represje sowieckie – bynajmniej nie mniejsze – to dopiero będzie pełny obraz ceny krwi, jaką przyszło zapłacić Kościołowi polskiemu w latach II wojny światowej. Był to swoisty apokaliptyczny tygiel oczyszczający. W tym ogniu szlachetniała duchowość i oblicze wszystkich wierzących.

Czy zatem z teologii cierpienia zrodzi się teologia miłości i solidarności z każdym człowiekiem, zwłaszcza uciśnionym, zniewolonym, cierpiącym...? Jeżeli odpowiemy przecząco, to rację będą mieli ci, co twierdzą, iż po Auschwitz i Gułagu teologia się skończyła. Czyżby? A świat ducha nad blokami obozu oświęcimskiego i nad polami Brzezinki...?

Kto odważy się zaprzeczyć poetyckim słowom więźniarki KL Lublin, Elżbiety Popowskiej, która za drutami pisała świadectwo swojej – i swojego więzionego pokolenia – głębokiej i żarliwej wiary:

"Kolczasta brama na oścież otwarta,

Nowa się w życiu rozpoczyna karta.

Jedno jest pewne: Majdanek, Ravensbrück.

Wszędzie są ludzie

I wszędzie jest Bóg."

________________________________________

* Szerzej na ten temat: W.J.Wysocki, Bóg na nieludzkiej ziemi. Życie religijne w hitlerowskich obozach koncentracyjnych (Oświęcim-Majdanek-Stutthof), Warszawa 1999.

[1][1] V. E. Frankl, Psycholog w obozie koncentracyjnym,Warszawa 1962, s. 76.

2 Jan Paweł II, Msza święta na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau [w:] Jan Paweł II w Polsce.1979.1983.1987. Przemówienia i homilie, Warszawa 1989, s. 197.

3 W. Gajdus, Nr 20 998 opowiada, Kraków 1962, s.110-111.

4 Tamże, s. 116.

5 W. Grohs, Religia w obozach koncentracyjnych (mps).

6 Archiwum Państwowego Muzeum Oświęcim (APMO), Zesp. Wspomnienia, t. 21/221, R. Radwański, Wiersze, k. 103.

7 Jerzy Liebert, Jeździec.

8 Por.: V. E. Frankl, Psycholog w obozie..., s. 43.

9 APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 109/654, A. Siciński, Gdy milczą – krzyczą, k. 90.

10 A. Kozłowiecki, Ucisk i strapienie. Pamiętniki więźnia 1939-1945, Kraków 1967, s. 208.

11 APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 113/683, S. Krupa, A jednak tak było, k. 55.

12 Cyt. za: A. Kępiński, Homo homini lupus est,, „Przegląd Lekarski” 1971, nr 1, s. 165.

13 Por.: V. E. Frankl, Psycholog w obozie..., s. 72-73.

14 A. Kozłowiecki, Ucisk i strapienie..., s. 200.

15 H. Malak, Klechy w obozach śmierci, wyd. 2, Londyn 1961, s. 59-60.

16 Wspomnienia M.E. Jezierskiej. Cyt. za: Z. Jagoda, S. Kłodziński, J. Masłowski, Życie kulturalne w obozie oświęcimskim, „Przegląd Lekarski” 1974, nr 1, s. 36.

17 Cyt. za: APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 20/198, T. Paczuła, Schonungsblock Nr 15 , k. 148.

18 K. Szweda, Katakumby XX wieku, „Kalendarz dla Wszystkich” , Tarnów 1948, s. 105-106.

19 Tamże, s. 107.

20 A. Makowski, Przemówienie p. mgr. ... w Sztutowie 16 V 1965 r., „Miesięcznik Diecezjalny Gdański” 1965, nr 7, s. 252.

21 APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 63/352, M.F. Oyrzyńska, A przecież tak było, k. 90-91.

22 Tamże.

23 APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 71/408, F. Kurdej, Wspomnienia, k. 127 i 141.

24 APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 63/352, M. F. Oyrzyńska, A przecież..., k. 35.

25 K. Szweda, Katakumby..., s. 108.

26 S. Kuryłowicz, List do autora z 14 października 1973 r.

27 APMO, Zesp. Wspomnienia, t. 32, I. Radlicki, Wspomnienia , k. 21.

28 J. Kwiatkowski, 485 dni na Majdanku, Lublin 1966, s. 373.

29 Por.: J. Garliński, Oświęcim walczący, Londyn 1974, s. 31; J. Sehn, Obóz koncentracyjny Oświęcim-Brzezinka, wyd. 3, Warszawa 1960, s.63; APMO, Zesp. Oświadczenia, K. Sawicki, k. 92-93.

Tekst został opublikowany w książce "Dialog u progu Auschwitz"

Wydawnictwo UNUM, Kraków, 2003.

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies