Centre for Dialogue and Prayer in Oświęcim

Saints and Beatified

  • Biogramy błogosławionych męczenników za wiarę w Auschwitz

    BIOGRAMY BŁOGOSŁAWIONYCH MĘCZENNIKÓW ZA WIARĘ

    W AUSCHWITZ

    DIECEZJA KRAKOWSKA

    Ks. Piotr Edward Dankowski (1908-1942)

    Wikariusz parafii Zakopane, znany szeroko z wielkiej gorliwości duszpasterskiej i oddania ludziom, zwłaszcza biednym. W czasie okupacji, ryzykując życiem, pomagał ofiarnie uciekinierom, chroniącym się za granicą przed represjami. Aresztowany przez policję w maju 1941 r. został skazany na obóz zagłady w Oświęcimiu. Gdy umierał w Wielki Piątek, 3 kwietnia 1942 r., w następstwie sadystycznego znęcania się nad nim tylko dlatego, że był kapłanem katolickim, żegnał się z przyjacielem słowami: "Do zobaczenia w niebie!".

    DIECEZJA RADOMSKA

    Ks. Bolesław Strzelecki (1896-1941)

    Proboszcz parafii Radom-Glinice. Wymownym świadectwem jego oddania Bogu i człowiekowi był tytuł "św. Franciszka z Radomia", jakim określali go niekiedy jego parafianie. Zmarł 2 maja 1941 r. w obozie zagłady w Oświęcimiu, po czterech miesiącach od aresztowania na skutek znęcania się nad nim strażników. Współwięźniowie mówili: "Nie udało się nam uratować tego człowieka. Nie poznaliśmy na czas jego wielkości. Był już zbyt słaby. Ubył nam towarzysz w walce ze złem, ksiądz, który nie tylko Słowo Boże, ale każdy zdobyty kęs chleba niósł między nas. Chleb ten na równi ze Słowem Bożym podnosił zwątpiałe głowy w górę. Nawet w Oświęcimiu ks. Strzelecki kazał wierzyć w człowieczeństwo" (ks. Konrad Szweda).

    Ks. Kazimierz Sykulski (1882-1942)

    Proboszcz parafii Końskie, duszpasterz o głębokiej duchowości, którego życie formowała miłość Boga. Wobec groźby aresztowania, mówił do wiernych:

    "Nie mogę opuścić swoich parafian. Będę z nimi, nawet gdyby mi groziła śmierć". Prowadzony na przesłuchanie, z którego już nie wrócił, do przyjaciela jeszcze zdążył powiedzieć, że "jeżeli Bóg żąda ode mnie takiej ofiary dla dobra Kościoła i ojczyzny, to ja chętnie ją składam". Po dwóch miesiącach od aresztu i uwięzieniu w obozie w Oświęcimiu, został rozstrzelany l grudnia 1941 r.

    DIECEZJA TARNOWSKA

    Ks. Roman Sitko (1880-1942)

    Rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Żarliwy duszpasterz i wychowawca alumnów. Nie zważając na zakazy władz okupacyjnych i niebezpieczeństwo śmierci, potajemnie prowadził dalej formację alumnów, za co został zesłany do obozu zagłady. Zginął w Oświęcimiu 17 października 1942 r.

    BRACIA MNIEJSI KAPUCYNI OFM CAP

    Br. Symforian Ducki (1888-1942)

    Brat zakonny z klasztoru w Warszawie, odznaczający się prostotą chrześcijańską i duchowością franciszkańską. Został zmasakrowany 11 kwietnia 1942 r. przez strażników obozu w Oświęcimiu. "W oczach blokowego była wściekłość, strach i szaleństwo. Nieprzytomny rzucił się wprzód i okrwawionym kijem trzasnął w siwą głowę. Symforian padł na kolana. Wstał. Zachwiał się i ostatnim wysiłkiem przeżegnał gromadę zbirów. Może nie widział już, kogo żegna krzyżem Chrystusowym, a może wierny Jego nauce, udzielał im swego przebaczenia. Mówił coś, czegośmy, nabliżej niego będący, już nie rozumieli, i ze słowami tymi upadł na wskos, zagradzając mordercom drogę do nas" (Czesław Ostańkowicz).

    O. Anicet Kopliński (1875-1941)

    Kapłan zakonny z klasztoru w Warszawie, apostoł miłosierdzia na terenie stolicy; już za życia otaczała go sława świętości. Aresztowany w 1941, nie ratował się pochodzeniem niemieckim. Wraz ze współbraćmi z Zakonu został przewieziony do obozu zagłady w Oświęcimiu. Swe cierpnienia chciał zawsze wtopić w modlitwę i w naśladowanie Mistrza z Nazaretu. Często mówił do współbraci więźniów: "Musimy do końca wypić ten kielich goryczy". Poniósł śmierć w komorze gazowej w obozie 16 października 1941 r.

    KSIĘŻA MICHALICI CSMA

    Ks. Wojciech Nierychlewski (1903-1942)

    Utalentowany wychowawca. Aresztowany w Krakowie, gdzie był odpowiedzialnym za wydawnictwo i drukarnię "Powściągliwość i Praca". Więziony na Montelupich, a następnie w Oświęcimiu. Został prawdopodobnie utopiony w basenie lub zastrzelony 7 lutego 1942 r. "Śmierć w obozie w Oświęcimiu była dla ks. Wojciecha Nierychlewskiego dopełnieniem jego powołania do męczeństwa, o czym sam mówił wcześniej, i do czego się przygotowywał. I tak umarł ten człowiek głębokiej wiary, żarliwy kapłan, męczennik" (ks. Stanisław Hędrzak).

    KSIĘŻA PALLOTYNI SAC

    Ks. Józef Jankowski (1910-1941)

    Przed święceniami kapłańskimi zapisał: "Pragnę kochać Boga nad życie. Oddam je chętnie w każdym czasie, ale bez gorącej i wielkiej miłości Boga nie chciałbym iść na drugi świat". Po wybuchu wojny znalazł się w seminarium pallotynów w Ołtarzewie, gdzie udzielał schronienia i żywności uciekinierom. Aresztowany i osadzony na Pawiaku, wywieziony został do Oświęcimia tym samym transportem, co św. Maksymilian Kolbe. Skatowany przez kapo, zmarł następnego dnia 16 października 1941 r.

    KSIĘŻA SALEZJANIE SDB

    Ks. Józef Kowalski (1911-1942)

    Aresztowany w Krakowie, gdyż hitlerowców drażniła gorliwość i zaangażowanie młodego księdza. Wywieziony do obozu w Oświęcimiu dwa razy trafił do kompanii karnej, był często bity, szykanowany i upokarzany. Idąc na śmierć prosił o modlitwę za swych prześladowców. Zamordowany 4 lipca 1942 r. za odmowę podeptania swojego różańca. W dzienniku duchowym zapisał: "O mój Drogi Jezu, daj mi wolę wytrwania, stanowczą, silną, bym zdołał wytrwać przy swoich postanowieniach świętych i zdołał dopiąć szczytnego ideału świętości, jaki sobie zakreśliłem. Ja mam być i muszę być świętym!".

    SIOSTRY SŁUŻEBNICZKI STAROWIEJSKIE

    S. Katarzyna Celestyna Faron (1913-1944)

    Tuż przed wojną organizatorka i wychowawczyni w ochronce w Brzozowie, a podczas okupacji przełożona domu zakonnego. Złożyła życie w ofierze ekspiacyjnej za nawrócenie błądzącego kapłana, który nosił to samo nazwisko i który po wojnie wrócił do wspólnoty Kościoła katolickiego. Modliła się z siostrami za prześladowców, także za Hitlera. Zmarła w Niedzielę Wielkanocną, 9 kwietnia 1944 r. w Oświęcimiu.

    URSZULANKI UNII RZYMSKIEJ OSU

    S. Maria Klemensa Staszewska (1890-1943)

    Podczas wojny przełożona klasztoru w Rokicinach Podhalańskich, organizatorka prewentorium dla dzieci. Zapisała w "Dzienniku": "Spodziewam się ponownej wizyty gestapo, a nawet czegoś dużo gorszego. Bardzo serdecznie dziś modliłam się, łącząc swoje przeżycie trwogi z bólem Jezusa. Oświadczałam po wiele razy gotowość na Wolę Jego Świętą - choćby i życie w męczarniach zakończyć". Zmarła na tyfus 27 lipca 1943 r. w Oświęcimiu, ze słowami modlitwy "Magnificat" na ustach.

    OO. FRANCISZKANIE KONWENTUALNI OFMCONY - NIEPOKALANÓW

    O. Jan Antonin Bajewski (1915-1941)

    Wybitnie uzdolniony, znał kilka języków. Cechowała go wielka pobożność, duch modlitwy i delikatność wobec innych. Aresztowany 17 lutego 1941 r. przez gestapo wraz ze św. Maksymilianem i trzema innymi ojcami. Przewieziony z Pawiaka do Oświęcimia, gdzie już pierwszego dnia został brutalnie pobity przez esesmanów koronką franciszkańską, którą nosił u swojego boku. Mimo że sam chory na tyfus, pomagał innym chorym fizycznie i duchowo, zwłaszcza przez sakrament spowiedzi. Powtarzał często: "Z Chrystusem jestem przybity do krzyża". Umarł 8 maja 1941 r. ze słowami: "Jezus i Maryja" na ustach.

    O. Ludwik Pius Bartosik (1909-1941)

    W wieku 27 lat został zastępcą o. Maksymiliana Kolbe, który przewidywał go na swojego zastępcę na stanowisku przełożonego klasztoru. Kolejno był redaktorem: "Rycerza Niepokalanej", "Rycerzyka" i kwartalnika "Miles Immaculatae".

    Po pierwszym aresztowaniu i po trzymiesięcznym przebywaniu w obozach, powtarzał: "Dotychczas pisaliśmy i mówiliśmy innym, jak należy znosić cierpienie -teraz musimy sami praktycznie to przejść, bo w przeciwnym razie co warte byłyby nasze słowa". Po raz drugi aresztowany przez gestapo wraz ze św. Maksymilianem i 3 innymi ojcami 17 lutego 1941 r. i przewieziony na Pawiak, z cierpliwością znosił wszelkie udręki. Następnie więziony w Oświęcimiu, gdzie z powodu wyczerpania, pobicia i choroby trafił do szpitala obozowego. Tam z największym poświęceniem pomagał innym chorym. Zmarł w nocy z 12 na 13 grudnia 1941 r.

    Br. Stanisław Tymoteusz Trojanowski (1908-1942)

    Całe życie zakonne spędził w Niepokalanowie, gdzie pracował głównie przy wysyłce "Rycerza Niepokalanej", w magazynie, oraz jako opiekun chorych braci w infirmierii. Cieszył się dużym zaufaniem przełożonego - o. Maksymiliana Kolbego. Aresztowany 14 października 1941 r. i osadzony wraz z sześcioma innymi braćmi na Pawiaku. W więzieniu wiele się modlił i podnosił innych na duchu.

    Przewieziony do Oświęcimia mężnie znosił głód, zimno i katorżniczą pracę. Zmarł 28 lutego 1942 r. na zapalenie płuc. Dewizą jego życia było: "W każdym czasie i w każdym miejscu, do swobodnego rozporządzania Woli Bożej".

    Br. Piotr Bonifacy Żukowski (1913-1942)

    Przed procesją wieczystą przełożony klasztoru w Niepokalanowie, o. Florian Koziura wystawił mu taką opinię: "Pod każdym względem bardzo dobry. Takich więcej!". Aresztowany 14 października 1941 r. i więziony na Pawiaku, gdzie podnosił na duchu towarzyszy niedoli. Przewieziony o Oświęcimia, zatrudniony przy wyniszczającej pracy, znosił cierpienia w duchu wiary. Zmarł na zapalenie płuc 10 kwietnia 1942 r.

  • 1933 LETTER OF EDITH STEIN TO POPE PIUS XI

    Holy Father!


    As a child of the Jewish people who, by the grace of God, for the past eleven years has also been a child of the Catholic Church, I dare to speak to the Father of Christianity about that which oppresses millions of Germans.


    For weeks we have seen deeds perpetrated in Germany which mock any sense of justice and humanity, not to mention love of neighbor. For years the leaders of National Socialism have been preaching hatred of the Jews. Now that they have seized the power of government and armed their followers, among them proven criminal elements, this seed of hatred has germinated. The government has only recently admitted that ex- cesses have occurred. To what extent, we cannot tell, because public opinion is being gagged. However, judging by what I have learned from personal relations, it is in no way a matter of singular exceptional cases. Under pressure from reactions abroad, the government has turned to "milder" methods. It has issued the watchword "no Jew shall have even one hair on his head harmed." But through boycott measures - by robbing people of their livelihood, civic honor and fatherland - it drives many to desperation; within the last week, through private reports I was informed of five cases of suicide as a consequence of these hostilities. I am convinced that this is a general condition which will claim many more victims. One may regret that these unhappy people do not have greater inner strength to bear their misfortune. But the responsibility must fall, after all, on those who brought them to this point and it also falls on those who keep silent in the face of such happenings.


    Everything that happened and continues to happen on a daily basis originates with a government that calls itself "Christian." For weeks not only Jews but also thousands of faithful Catholics in Germany, and, I believe, all over the world, have been waiting and hoping for the Church of Christ to raise its voice to put a stop to this abuse of Christ_s name. Is not this idolization of race and governmental power which is being pounded into the public consciousness by the radio open heresy? Isn't the effort to destroy Jewish blood an abuse of the holiest humanity of our Savior, of the most blessed Virgin and the apostles? Is not all this diametrically opposed to the conduct of our Lord and Savior, who, even on the cross, still prayed for his persecutors? And isn't this a black mark on the record of this Holy Year which was intended to be a year of peace and reconciliation?


    We all, who are faithful children of the Church and who see the conditions in Germany with open eyes, fear the worst for the prestige of the Church, if the silence continues any longer. We are convinced that this silence will not be able in the long run to purchase peace with the present German government. For the time being, the fight against Catholicism will be conducted quietly and less brutally than against Jewry, but no less systematically. It won't take long before no Catholic will be able to hold office in Germany unless he dedicates himself unconditionally to the new course of action.


    At the feet of your Holiness, requesting your apostolic blessing,


    (Signed) Dr. Edith Stein,
    Instructor at the German Institute for Scientific Pedagogy,
    Münster in Westphalia, Collegium Marianum.


    translated from the original German in a collaborative effort by
    Mrs. Suzanne Batzdorff, Jewish niece of Edith Stein;
    Sr. Josephine Koeppel OCD, and Rev. Dr. John Sullivan.



  • Henryk Romanik - „Nowenna europejska” ze św. Edytą Stein – Teresa Benedyktą od Krzyża

    Medytacja o drodze z Echt do Auschwitz  (1-9 sierpnia 1942 roku)

    Wprowadzenie

    2 sierpnia 1942 r. karmelitanka Teresa Benedykta i jej rodzona siostra Róża Stein zostały aresztowane przez nazistów, a po kilku dniach obozu przejściowego i transportu zakończyły ziemskie życie w hitlerowskim obozie Auschwitz-Birkenau (w Generalnej Guberni przy granicy z Polską), który stał się największym cmentarzyskiem żydowskim na świecie. Droga św. Edyty Stein przez kraje Europy od holenderskiego klasztoru karmelitanek w Echt aż do mrocznych bram obozu zagłady w Oświęcimiu - Brzezince może być dla dzisiejszych chrześcijan fundamentem namysłu nad powołaniem narodów naszego kontynentu i nad losem świadków Ewangelii Mesjasza Jezusa. Korzenie żydowskie rodziny Steinów (Gliwice) i Courantów (Lubliniec) na Śląsku, osobiste poszukiwania miejsca w Niemczech, ziemskiej ojczyźnie „panny doktor”, odkrycie filozofii życia w służbie wychowania człowieka i modlitwie do Ukrzyżowanego Zbawcy, mądrość dzisiejszej Patronki Europy i jej duchowe bogactwo - to sprawy zachęcające do spotkania z tą świętą i ciekawą kobietą. Jej ofiara męczeńska była świadomym aktem solidarności z Chrystusem Barankiem, składającym siebie w całopalnej żertwie za lud Przymierza w Izraelu i wśród narodów świata. Dziś rozpoznajemy owoce tej Pasji w spotkaniu starszych i młodszych braci we wierze Abrahama, lecz ostatnia droga św. Edyty nie była triumfalną podróżą po Europie.

    Nowenna to jedna z praktykowanych i tworzonych przez Świętą metod modlitwy. Jakże piękna jest jej nowenna na Pięćdziesiątnicę 1942 r. z poetyckimi wezwaniami Ducha Świętego. Forma naszej nowenny jest podpowiedziana przez kalendarz ostatnich dni życia Edyty Stein. Aresztowanie miało miejsce w niedzielę, 2 sierpnia, w porze nieszporów (ok. 17.00) w karmelu holenderskiego miasteczka Echt. W przeddzień świętowano wspomnienie św. Piotra w okowach. Po drodze przypadło święto Przemienienia Pańskiego. Nie ma absolutnej pewności co do daty jej śmierci (9 sierpnia przypada wspomnienie liturgiczne), archiwa nazistów nie są aż tak precyzyjne. „Tisza be-Aw” (dziewiąty sierpnia) to nazwa żydowskiego postu i żałoby po zburzonej świątyni jerozolimskiej. Dla osoby urodzonej w Jom Kippur, Dzień Sądu i Pojednania,  największą uroczystość Izraela (11.10.1891), nic w życiu już nie było bezsensownym przypadkiem. Nowenna zatem, czy oktawa, albo dekada, to będą rytualne ramy dla zbioru tekstów o charakterze wspomnienia, refleksji, modlitwy, medytacji. Oczywiście dobrym czasem takiej modlitwy są sierpniowe dni przed świętem Patronki Europy, lecz może to być także dowolny tydzień w ciągu roku.

    Włączyliśmy do tekstu modlitwy biblijnych kobiet, Estery i Maryi, a także serię psalmów z paschalnym Hallelem (110 – 118). Pytania o słowa modlitewne siostry Benedykty od Krzyża w jej ostatniej nowennie poprowadzą do psałterza, różańca i karmelitańskiej kontemplacji „świętej góry”. Tego najważniejszego dzieła swego żydowskiego i karmelitańskiego życia nie zapisała ona sama w formie tekstu książkowego, jakby chciała zaprosić nas do odkrywania tajemnicy Krzyża w naszych drogach wyznaczonych przez Opatrzność. Najważniejsze jest jednak nasze spotkanie z „patronką europejskiej drogi”, podjęcie próby duchowej „przygody”, która nie jest zabawą, doświadczenie wspólnoty historycznego losu i chrześcijańskiego charyzmatu na naszym kontynencie. Musimy również stale od nowa pytać, jak to się stało, jak mogło dojść do tego, że pośród znaczących się imieniem Mesjasza z Nazaretu wymordowano miliony Jego rodaków i jaki to ma sens dla pokoleń, które nadchodzą. Może życie i słowa św. siostry Stein pomogą komuś dzisiaj odnaleźć się w Kościele Ewangelii i Krzyża, w cywilizacji europejskiej zbudowanej na mądrości prawa i doświadczeniu barbarzyństwa, w świecie szukających swego szczęśliwego człowieczeństwa kobiet i mężczyzn.

    Medytacja w drodze niech będzie zaproszeniem do wspólnego wysiłku budowania środowiska europejskiego; nie na miarę dawnych i nowych ideologii, lecz według marzenia i świadectwa papieża Jana Pawła II. Według Europejczyka Pawła z Tarsu i według szkoły świętych patronów i patronek Europy: Benedekta z Nursji, „braci sołuńskich”, Cyryla i Metodego, Brygidy ze Szwecji, Katarzyny Sieneńskiej. Papież z Polski sam pragnął przez beatyfikacje i kanonizację przybliżyć narodom Europy postać Edyty Stein, przekonał także jej żydowskich rodaków o solidarności chrześcijan z narodem Izraela, postawił Kościołowi przed oczyma świętą przewodniczkę wśród trudnych spraw życia osobistego i wymagającą mistrzynię wierności prawdzie w życiu publicznym. Jeżeli będzie nazwana Doktorem Kościoła, to nie tylko osiągnie na ziemi upragnioną habilitację uniwersytecką, lecz stanie się nauczycielką, więcej: mistrzynią w imię Pańskie. Nie kryjmy się w modlitewnych szałasach z naszą prywatnością próśb; prośmy odważnie ponad opłotkami plemiennych zaścianków i granicami politycznych prowincji. Św. Teresa Benedykta od Krzyża przeżyła sama i nam proponuje  doświadczenie większej ojczyzny, tej obiecanej. Św. karmelitanka i żydowska męczennica w środku zagubionej Europy. Niechaj etapy jej drogi będą dla nas drogowskazem w odkrywaniu szlaków naszej własnej pielgrzymki śladami „Europejczyków z Galilei”...

    Inwokacja

    Boże miłosierny, Boże Ojcze ludzi i narodów, dałeś nam za siostrę i mistrzynię św. Edytę Stein, w karmelu Teresę Benedyktę od Krzyża. Jej życie pociąga nas, jej poszukiwanie prawdy zachęca a droga na świętą Górę inspiruje do podobnych prób. W XX wieku stała się ona jednak napominającym drogowskazem w Kościele i w centrum ochrzczonej Europy: stała się ofiarą zdrady Jezusa Mesjasza i Twojego narodu wybranego pośród niewiernych Ewangelii chrześcijan. U progu nowego tysiąclecia Sługa Boży Jan Paweł II ogłosił naszą wiarę w świętość i zbawienie tej jedynej od czasów apostolskich Żydówki, lecz także Niemki rodem z dziś polskiego Śląska, abyśmy wzywali jej wstawiennictwa w modlitwach Kościoła

    Chcemy w modlitwie i zadumie przeżyć jeszcze raz jej ostatnią drogę. Niechaj ta nowenna pomoże nam pamiętać osoby i miejsca, wydarzenia i słowa, nade wszystko jednak świadectwo mądrości i miłości naszej świętej siostry. Wysłuchaj, dobry Panie, modlitwy tej zakochanej w Twoim Synu kobiety i wzywającej Ducha Świętego uczennicy, gdy modli się za swój lud Izraela, za naród niemiecki, którego językiem mówiła i była dumna z jego kultury, i za Polaków, którzy są teraz gospodarzami miejsc początku i końca jej ziemskiej drogi. Usłysz, Boże wszechmocny i Przyjacielu człowieka, jak prosimy o spełnienie się dzieła Zbawienia w nas, dzisiejszych Europejczykach. Obdarz nas wiernością Przymierza Synajskiego i Ewangelii z Golgoty, pomóż nam żyć w kulturze świętych i mędrców Kościoła, otwieraj nas na to, co cenne wśród innych cywilizacji.

    Boże ojców naszych, Abrahama, Izaaka i Jakuba; Boże Ojcze Jezusa z Nazaretu, naszego Pana i Króla; Boże stwarzający i objawiający w swoim Duchu od początku do końca – przyjdź i zamieszkaj już na zawsze w Twojej żywej świątyni budowanej przez chrześcijan w Europie. Amen.

    Modlitwa królowej (Est 4, 17 l-z)

    1 sierpnia:
    Zmagania i nadzieje wolności – wspomnienie „św. Piotra w okowach”

    Sobota ze św. Piotrem i Maryją - Esterą. Wspomnienie następcy Galilejczyka Szymona Kefasa (wtedy był nim w Rzymie Pius XII) tchnęło nadzieją, że jak tamten został cudownie uwolniony z więzów nieprzyjaciół w Jerozolimie (Dz 12), tak teraz Papież może będzie aniołem wspomożycielem dla Żydów w Europie. List do Piusa XI w 1933 r.  z prośbą o pomoc dla prześladowanych przez hitlerowców rodaków nauczycielki z Nadrenii zaowocował błogosławieństwem Papieża dla rodziny Steinów. Ojciec Święty pozostawił niedokończoną encyklikę pt. „Humani generis unitas”. Piotrze, bądź nam opoką! Starania o wizę szwajcarską i przeprowadzkę z siostrą Różą do karmelu w Le Paquier (kanton Fribourg) do ostatniej chwili były znakiem gorącego pragnienia życia. Siostra Stein nie chciała i nie zamierzała oddawać się jakoś bez walki w ręce bezbożnych prześladowców Żydów i narodów chrześcijańskich w sąsiednich,  już okupowanych krajach. Z dumą nosiła na karmelitańskim habicie żółtą gwiazdę Dawida i czuła coraz żywiej solidarność ze swoimi rodakami w narodzie Izraela.

    Części rodzeństwa udało się wcześniej wyemigrować do Ameryki, inni cierpieli we Wrocławiu i właśnie przed paroma dniami przyszła wiadomość, że zostali wywiezieni do getta i miejsca zagłady w czeskim Terezinie (Teresienstadt). Znaczyło to ich drogę ku śmierci. Hitlerowska wojna postawiła niemiecką Rzeszę przeciw całej Europie od Anglii aż do Rosji Sowieckiej, od Skandynawii po Grecję, a obozy koncentracyjne na terenie podbitych krajów stawały się „nowocześnie” urządzanymi fabrykami śmierci. Powszechny strach i ciasna wyobraźnia nie pomagały w organizowaniu pomocy. Dyplomacja kościelna i obłudna biurokracja spóźniły się i teraz z dokumentami dla sióstr Stein. Przysłano je miesiąc po śmierci w Auschwitz. Korespondencja siostry Benedykty oddaje trzeźwy osąd spraw: zagłada Żydów i jej własny los są przypieczętowane. Nosiła przy sobie karteczkę z wersetem Ewangelii: „Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę,  powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy.” (Mt 10,23). Pozostał niepokój: jak się to stanie, i modlitwa Maryi pod Krzyżem słowami królowej Estery: „Pamiętaj, Panie, o swojej służebnicy!”

    Ps 110

    Święta Edyto, pomóż nam tak odczytywać historię Europy, aby stawała się „magistra vitae” dla polityków i wychowawców, duszpasterzy i prostych wiernych, a także dla poszukujących prawdy na innych niż religijne drogach. Naucz nas pamiętać bluźnierczy sens swastyki i bezbożną teorię hitlerowskiego rasizmu, abyśmy nigdy nie dali się zwieźć śmiercionośnym ideologiom i zastraszyć przez nieludzkich tyranów. Uproś nam wierność znakowi krzyża i szczery szacunek dla gwiazdy Dawida. Amen.

    2 sierpnia:

    „Idźmy za nasz naród” (Karmel, Holandia, aresztowanie w Echt)

    Pierwsza niedziela sierpnia była czasem spokojnej modlitwy skupionej wokół Chrystusa – Baranka. Eucharystia była w życiu chrześcijanki i mniszki świętem Oblubienicy Pańskiej. Misterium dnia Zmartwychwstania otwierało na odważną perspektywę własnej śmierci i życia wiecznego. Edyta od czasu chrztu i przyjaźni z benedyktynami w Beuron rozkochała się w modlitwie brewiarzowej. Rytm codziennej liturgii godzin nadawał święty sens wszystkim innym zajęciom. Już wrocławski przykład matki Augusty zostawił trwałe piętno wierności psalmom jako najcenniejszemu dziedzictwu modlitwy Izraela.

    Tego dnia jednak s. Benedykta przeglądała z niepokojem rękopis dzieła o św. Janie od Krzyża, który przygotowywała na jubileusz 400–lecia urodzin wielkiego ojca odnowionego karmelu. „Wiedza krzyża” miała być nie tylko wielkim intelektualnym pomnikiem dla świętego, lecz miał stać się bezpośrednim przygotowaniem autorki do podjęcia dzieła Ukrzyżowanego. Książka pisana w pośpiechu, w każdej wolnej od klasztornych zajęć chwili, nie została ukończona. W porze nieszporów do drzwi karmelu w limburskim Echt zadzwonili gestapowcy i zażądali wydania sióstr Stein. Trwała właśnie w całej Holandii odwetowa akcja Niemców przeciw katolickim Żydom po protestacyjnym liście biskupów, którzy przeciwstawili się publicznie wobec hitlerowskich akcji antyżydowskich na terenie okupowanego kraju.

    Siostra Benedykta i siostra Róża w ciągu kilku minut, bez bagażu opuściły klasztor. Krótkie pożegnanie, prośba o modlitwę i ostatnie zapamiętane przez kogoś na ulicy słowa Edyty do Róży: „Chodź, idziemy za nasz naród!”

    Ps 111

    Święta Benedykto od Krzyża, karmelitanko bosa, gdy przyszła twoja godzina nie chciałaś kryć się za kościelnymi murami i w zakonnym przebraniu. Wiedziałaś w sercu naznaczonym jednością z Chrystusem w Ogrójcu, że i ty złożysz ofiarę za twój naród. Za twój naród żydowski. Ani Niemcy, ani inny kraj w Europie nie chciał być twoim domem, prawdziwą ojczyzną. Twoją duchową ostoją i miejscem na ziemi stał się Bóg sam mieszkający w twoim świętym ciele i duszy. Siostro mądra,  umacniaj nas w naszych pracach zadanych i podjętych dla dobra innych ludzi. Bądź z nami, gdy kolejne pokolenia uczą się zwyczajnego sąsiedztwa pomiędzy narodami, wspólnotami religijnymi i politycznymi, pomiędzy rodzinami i przyjaciółmi. Pomagaj w solidarnej służbie dla zbawienia najbliższych. Amen.

    3 sierpnia:

    „Siostra i matka” (Roermond/Amersfoort/Westerbork - obóz, rejestracja, transport)

    Milcząca, skupiona wewnętrznie zakonnica – taką zapamiętali ostatni świadkowie jej życia. Zarówno upokarzające procedury rejestracyjne, brutalne szykany SS-manów, jak doświadczenie wyrwania z klasztornego zacisza nie odebrały siostrze Benedykcie duchowej mocy. Potrafiła przykładem wspierać swą ukochaną starszą siostrę Różę i zachęcać do modlitwy inne siostry zgromadzone w obozie. Najpierw nocny areszt i rejestracja w Roermond, później, dzień w obozie przejściowym Amersfoort i wreszcie trzy dni w obozie zbiorczym w Drenthe-Westerbork. Pośród ok. 1200 Żydów prawie 300 osób było katolikami (w tym 15 duchownych). Pomiędzy nimi było pięcioro rodzeństwa Loeb, którzy marzyli jeszcze o pracy misyjnej. Lokalna Rada Żydowska podejmowała próby pomocy uwięzionym w obozie. To był znak powrotu między swoich. Edyta miała jeszcze iskierkę nadziei na uwolnienie, co wynika z jej liścików. W ostatnim (6 sierpnia) prosi jeszcze, obok drobiazgów osobistych, o następną część brewiarza: „Dotąd mogłam się pięknie modlić...”

    Serdeczna pomoc dzieciom zaniedbanym przez oszalałe z rozpaczy matki, bezradne wobec rozerwanych rodzin, pozbawione jakiejkolwiek nadziei na ratunek; proste czynności opiekuńcze karmelitanki wydawały się w tych godzinach czymś niezwykle heroicznym. Strach przed najgorszym paraliżował większość uwięzionych. Spokojna, prawie pogodna i rzeczowa postawa siostry Stein to ostatnie jej obrazy opowiadane przez tych, co przeżyli. „Wolność najpełniej wyraża się w miłości”.

    Ps 112

    Siostro Edyto Tereso Jadwigo, tak cię zapisano w ostatnich dokumentach, miałaś jeszcze jedno imię, które dodano wszystkim żydowskim kobietom w Niemczech po pogromie „kryształowej nocy”: Sara. Czy miałaś wiarę patriarchy Abrahama? Czy wierzyłaś w życie i wypełnienie obietnic przymierza w twoim narodzie? Pomagaj wszystkim kobietom: córkom i matkom, siostrom i żonom, przyjaciółkom i samotnym być dzielnymi kobietami. „Pieto” z żydowskim dzieckiem na kolanach, przeznaczonym na  śmierć, bądź blisko wszystkich naszych dzieci. Bądź ikoną europejskiej kultury miłosierdzia. Amen.

    4 sierpnia:

    Niemcy (Getynga, Kolonia, Monastyr, Hamburg)

    Zanim o świcie 7 sierpnia wyruszył transport, o którym wiemy bardzo niewiele, a nawet nie znamy dokładnej jego trasy (Duisburg, Wiesbaden), spróbujmy z Siostrą spojrzeć symbolicznie na szlak jej życiowej drogi. Z Holandii transport udał się na południe, wzdłuż Renu. W tej północnej części Niemiec Edyta mogła wspominać pobyt w Hamburgu u swej siostry Elzy, o której przebywała jako nastolatka (1905-1906). Nie chciała uczyć się we wrocławskim gimnazjum, gdzie pogardzano żydowskimi uczennicami. W tamtym czasie określała siebie – pośród starszego rodzeństwa - jako „radykalnie niewierzącą”, co oznaczało jakieś odejście od religii żydowskiej, w której matka próbowała we Wrocławiu cierpliwie wychowywać swoją gromadkę siedmiorga dzieci (spośród 11 urodzonych) po przedwczesnej śmierci męża Zygfryda (1893 r.).

    Niedaleko w Westfalii leżał też Monastyr, gdzie panna dr Stein uczyła w Instytucie Pedagogiki Naukowej i miała nadzieję zostać docentem, lecz rosnąca fala antysemickich restrykcji (1933) zagrodziła jej drogę w pracy akademickiej. Dalej gdzieś została Getynga z cennymi przyjaźniami z czasów studenckich i przygodą poszukiwania prawdy w kręgu młodych fenomenologów. Bliskie związki z rodziną Reinachów, szczególnie po śmierci na froncie we Flandrii bliskiego Edycie Adolfa (1917), przybliżyły ją do religii chrześcijańskiej. Nad Renem po drodze jest też malowniczo położony Heidelberg, dokąd przybywała z gościnnymi wykładami z pedagogiki społecznej m.in. o „istocie kobiety” (zaproszenia od Związku Akademickiego prowadziły ją od Wiednia po Zurych, od Pragi po Paryż, lecz także do Salzburga, Bazylei, Monachium, Augsburga, Akwizgranu, Essen i do wielu innych miast Europy). We Frankfurcie profesorem był bliski przyjaciel ze studiów, kto wie, czy nie kandydat na męża, Hans Lipps.

    Czy transport z Echt przejeżdżał przez Kolonię? W tym pradawnym mieście, naznaczonym cudowną katedrą z pamięcią o mędrcach z Betlejem, w dzielnicy Lindenthal znajdował się klasztor karmelitański, gdzie Edyta rozpoczęła swoją zakonną drogę (1933-1938). Został on później kompletnie zniszczony w czasie bombardowań alianckich pod koniec wojny. Przełożeni podziwiali jej znajomość języków europejskich: hebrajski, grecki, łaciński, niemiecki, angielski, holenderski, francuski, hiszpański, czeski, polski... Jakież wspomnienia postulatu i nowicjatu, kiedy to silna wiarą i doświadczeniem kobieta, sławna i ceniona nauczycielka stawała się pokorną siostrą zakonną? Jakież przeżycia duchowej dojrzałości na mistycznej drodze Eliasza z Karmelu. „Mała droga miłości” – mówiła kiedyś siostrzyczka z Lisieux... „Nada te turbe, nada te falta. Solo Dios basta” (Nic niech cię martwi, nic ci nie braknie. Bóg sam wystarczy) – uczy wielka Matka z Avila...

    Ps 113

    Siostro Edyto, najmłodsza siostro w rodzinie Steinów i siostro Benedykto w rodzinie Królowej Karmelu, ucz nas mądrego przeżywania dzieciństwa i młodości. Otwieraj nam oczy na święte przykłady w rodzinie i stawiaj nam na drodze odpowiedzialnych mistrzów dojrzałego życia. Dodawaj odwagi odkrywającym w sobie impulsy powołania zakonnego, czy kapłańskiego, by mogli odpowiedzieć w wolności duchowej: „Oto idę, poślij mnie!” Niech nie braknie w Europie rodzimych powołań, szczególnie tam, gdzie dziś pustoszeją klasztory i seminaria. Amen.

    5 sierpnia:

    „To jest prawda“  (Schifferstadt, Spira, Bergzabern, Freiburg, Beuron)

    W tym dniu dzisiaj wspominamy poświęcenie rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore. To właściwie pamięć sporu o boskość i człowieczeństwo Jezusa, a cudowne macierzyństwo Maryi z Nazaretu stało się sposobem wyrażenia tej tajemnej prawdy. Bóg i człowiek. Czy siostra miała w brewiarzu modlitwy na ten dzień?

    W naszej nowennie posuwamy się naprzód drogą ku sierpniowej Pasji. Na stacji w palatynackim Schifferstadt rozpoznano w transporcie stojącym w sierpniowym słońcu znajomą ze szkoły. Jakiś kolejarz przekazał znajomym ze Spiry karteczkę z notatką: „Jedziemy na wschód”. Ten adres znany już zamkniętym w wagonach oznaczał śmierć. A przecież tu – w pięknej okolicy Niemiec - kiedyś rozkwitło duchowe życie panny Stein. Tu 2 lutego 1922 r. w kaplicy biskupiej Edyta przyjęła bierzmowanie, które w jej sercu połączyło przez kalendarz liturgiczny Maryję, matkę Króla Żydów, i królową Esterę na wygnaniu. Tu przez 9 prawie lat uczyła dziewczęta w liceum i w seminarium nauczycielskim dla kobiet przy klasztorze św. Magdaleny i mieszkała u sióstr dominikanek. Często modliła się i spowiadała w ogromnej cesarskiej katedrze, gdzie kiedyś św. Bernard z Clairvaux wzywał do krucjaty. Dziś ulicami w cieniu tysiącletniej świątyni maszerowały bandy wiernych wodza pogańskiej Rzeszy. W Spirze powierzono jej tłumaczenie dzieł św. Tomasza z Akwinu i kard. Newmana.

    W niedalekim Bergzabern wszystko zaczęło się pewnej letniej nocy, gdyż tam otoczyło Edytę światło wiary i po lekturze autobiografii św. Teresy Wielkiej wyznała: „To jest prawda”. Jej najbliższa wtedy przyjaciółka Jadwiga Conrad-Martius, protestantka pochodzenia żydowskiego, została wybrana na matkę chrzestną. W skromnym kościele św. Marcina, 1 stycznia 1922 r. – w ówczesne święto Obrzezania Pańskiego – Edyta, córka Izraela, weszła do ludu Bożego Nowego Przymierza. Jakież to przedziwne drogi doprowadziły ją do tego dnia?

    Nie sposób pominąć uniwersyteckiego Freiburga, gdzie młodziutka panienka z Wrocławia studiowała u wielkiego profesora Husserla. Fenomenologia to metoda poznawania prawdy przez odczytywanie zjawisk, tego, co człowiek postrzega w świecie. Droga naturalnego rozumowania. Właśnie teraz, w drodze przez ostateczne granice poznania krzyża, mijała rocznica jej wspaniałego egzaminu doktorskiego zdanego 3 sierpnia 1916 r.

    A nieco dalej, u źródeł Dunaju, w benedyktyńskim Beuron, była wielka szkoła modlitwy i teologicznej dyscypliny. Tu spokojnie dojrzewało pragnienie życia zakonnego, cierpliwie pielęgnowane przez kierowników i przyjaciół duchowych. W tym okresie również prace przekładowe rozwijały perspektywę teologiczną Edyty Stein: najpierw praca nad dziełami angielskiego konwertyty i kardynała Newmana, a potem studium prawdy według św. Tomasza z Aquino. Droga kontemplacji i droga logiki. Drogi splatające się w znaku krzyża. Drogi krzyżujące się w znaku człowieka.

    Ps 114

    Siostro w Chrystusie, pilna uczennico objawionego Słowa. Pan poprowadził cię najpierw drogami poszukiwania mądrości tego świata i obdarzył licznymi przyjaźniami intelektualnymi. Na szczęście przyjaciele przyprowadzili cię także do największego z Mistrzów, tego z Nazaretu. Daj nam Boże takich nauczycieli i takie uczelnie! Pomóż nam tak poznawać sprawy doczesne, tak zdobywać kompetencje naukowe i zawodowe, tak przyjaźnić się od młodości, by serce było zawsze otwarte na najcenniejszą naukę, na Ewangelię, i na najpiękniejszą miłość – tę w Bogu. Amen.

    6 sierpnia:

    „Przemienie Pańskie“ (Monachium, Norymberga, Bayreuth)

    Tego dnia od wieków przypada liturgiczne święto Przemienienia Pańskiego. Tego też dnia umarł kiedyś św. Dominik, kaznodzieja i świadek. W 1942 roku był to czwartek, dzień Chrystusa Arcykapłana. Siostry i księża w obozie Westerbork od niedzieli nie mogli spotkać się z Nim w Eucharystii. Został brewiarz i kontemplacja światła na Taborze, spotkanie z Synem Bożym w obecności Mojżesza i Eliasza, proroków Prawa Bożego i wierności Przymierzu. A u stóp Pana zadziwieni objawieniem najwierniejsi uczniowie, którzy dopiero po zmartwychwstaniu pojęli, co ich spotkało już w Galilei. Jeszcze w tle biblijnej historii mężna prorokini Debora z wodzem wojsk Izraela Barakiem i ich pieśń zwycięstwa (Sdz 4-5). Tabor  - miejsce spotkania z potęgą Boga...

    Tego dnia Edyta Stein już wiedziała o bliskim transporcie w stronę Śląska, Czech czy Polski. Hitlerowscy urzędnicy administracyjni i kolejowi (ludzie Adolfa Eichmanna) chyba bardziej gorliwie od policji, wojska i lokalnych kolaborantów wypełniali piekielne zadanie „Endloesung”, eksterminacji Żydów europejskich. Możemy się tylko domyśleć, że pociąg z około tysiącem Żydów poruszał się od świtu 7 sierpnia przez Nadrenię i Palatynat, a dalej przez Bawarię, w kierunku Norymbergi, Wrocławia, Krakowa. Trasa kultury europejskiego średniowiecza, wspólnoty duchowej ponad granicami języków, wyznań i władzy dynastycznej. Norymebrga: miasto gotyckich kościołów, pamiętające dzieła Wita Stwosza i Mikołaja Kopernika; miasto hitlerowskich antyżydowskich ustaw z 1935 r., które odbierały prawa cywilne, ekonomiczne i obywatelskie Niemcom „nie-aryjskim” i otwierały drogę do eksterminacji fizycznej Żydów; miasto powojennego międzynarodowego trybunału nad zbrodniarzami III Rzeszy.

    Nieco na północ zostało legendarne Bayreuth z tradycją wagnerowskich XIX-wiecznych festiwali budzących stare mity germańskie, które stały się między wojnami światowymi nową religią opętanych nacjonalistycznym szaleństwem Niemców. Albo cesarska Bamberga: stolica św. Henryka, wojownika i fundatora kościołów, i św. Ottona, misjonarza pomorskich Słowian... Czy Żydzi holenderscy, w dużej mierze pochodzący z Niemiec, wspominali te symbole historii i kultury ich starej ojczyzny? Gdzieś dalej na południe zostawało Monachium, piękna stolica katolickiej Bawarii i kolebka narodowo-socjalistycznej partii Adolfa Hitlera, „proroka niemieckiego antysemityzmu”. Na przedmieściach rozlokowano obóz koncentracyjny w Dachau, gdzie więziono i mordowano tysiące księży katolickich z całej Europy. Wśród nich najwięcej było Polaków. Oni też świętowali Tabor Pański, przedsmak Paschy.

    Ps 115

    Siostra Edyto, bezdomna Europejko, Judejko, Niemko, Ślązaczko, kto jeszcze odwrócił się od ciebie? Czy potrafiłaś pogodzić się z granicami wyznaczanymi przez imię i pokrewieństwo? Czy przeczuwałaś, że kiedyś Europejczycy będą wzywać twego imienia jako Patronki narodów starego kontynentu, w twoje imię będą szukać pojednania zdradzonego tu Izraela, przez twe wstawiennictwo będą prosić Boga o przebaczenie grzechu zaślepionego bałwochwalstwa, idolatrii Bestii, „filozofii zakłamanego sumienia”? Siostro Edyto, nie odwracaj swej świętej, pięknej twarzy od nas po drodze! Amen.

    7 sierpnia:

    Czechy (Hranice/Morawy; Teresienstadt/Terezin)

    Droga. Prawda. Życie. Tyle można dopowiedzieć o dniu, kiedy pociąg towarowy z Westerbork wyruszył na południe i  na wschód. To był piątek. Czy trzeba rozwijać medytację karmelitanki powołanej w tajemnicy Golgoty, Paschy i Baranka? Chrystus z Jego Krzyżem i z Jego Zmartwychwstaniem. Zdumiona Siostra patrzyła może przez jakieś okienko na mijane miasta wielkich Niemiec. Ile wspomnień, ile przyjaciół, ile marzeń? Czy rozmawiali w tłumie o czymkolwiek, prócz cierpienia, ogołocenia, wyprowadzenia poza „cywilizację ludzi”? Przeczucie śmierci, intuicja zagłady... Czy Siostra mówiła coś „współofiarowanym” rodakom, czy próbowała nadać jakiś sens tego, co się działo Żydom ochrzczonym, wierzącym Izraelitom i ateistom pochodzenia żydowskiego? Endloesung, Holokaust, Szoah. Próba rozmowy jest konieczna, by oddychać. Czy Edyta i Róża były blisko siebie? Pytania dla żyjących, pytania akademickie, teoretyczne, bezduszne. Jak modliła się, czy szukała słów, czy pamiętała wcześniejsze wyznania?

    Można dziś przywołać słowa testamentu Siostry Benedykty spisane w oktawie Bożego Ciała 1939 r. „Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć  i chwałę, za wszystkie sprawy Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, za święty Kościół, szczególnie zachowanie, uświęcenie i doskonałość naszego świętego Zakonu, za Karmel w Kolonii i Echt, w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty, aby nadeszło Jego królestwo w chwale, na uproszenie ratunku dla Niemiec, za pokój świata, wreszcie za moich bliskich żywych i umarłych, za wszystkich, których mi Bóg dał, aby nikt z nich nie zginął.” Tak wielkie było serce Oblubienicy Baranka.

    Pociąg zmierzał w stronę Polski gdzieś przez Czechy (Sokolov). Kraj ten Edyta poznała jeszcze jako studentka w 1915 r. Od kwietnia do sierpnia pracowała w Hranicach na Morawach jako wolontariuszka Czerwonego Krzyża w lazarecie dla zakaźnie chorych. Oprócz swych pruskich współobywateli, spotkała tu także żołnierzy z krajów imperium austro-węgierskiego. Cóż za doświadczenie Europy, niekoniecznie myślącej po niemiecku! Morawy to także rodzinne strony Edmunda Husserla. Fenomenologia korzeni.

    Teraz siostra Stein mogła modlić się za swych bliskich z Wrocławia (brat Paweł, siostra Elfryda), którzy zostali w lipcu, kilkanaście dni przed siostrami z Echt, wywiezieni do czeskiego Terezina (Teresienstadt). Jaka bliska sercu nazwa? W tamtejszym getcie królowała śmierć.

    Ps 116 AB

    Męczennico europejskiego piekła, samotna na pustyni zatłoczonej milionami obcych sobie ludzi. Siostro braci i sióstr, którzy bali się dźwięku twego rodzinnego języka. Katoliczko pomiędzy skłóconymi chrześcijanami, Żydówko, pomiędzy wszystkimi należącymi do „słusznej rasy”, nauczycielko wiary w Boga pomiędzy wątpiącymi we wszystkie lekcje ludzkiej prawdy. Uproś nam wierność powołaniu do życia Ewangelią. Uproś nam wierność Kościołowi. Uproś nam wierność Europie. Amen.

    8 sierpnia:

    Śląsk (Wrocław, Lubliniec), Polska/ Generalna Gubernia (Kraków)

    Sierpniowy szabat zastał holenderski transport gdzieś na wschodzie hitlerowskich Niemiec. Kończył się tydzień niepewności, dobiegała kresu męka umierania, odchodzenia z tej ziemi. Jeszcze po drodze Wrocław, Opole, Gliwice. Śląsk miał dobre koleje. Powrót do domu... Przecież tu, na styku granic czeskich, polskich i niemieckich, przyszła na świat najmłodsza z jedenaściorga Steinów, z których siedmioro przeżyło dzieciństwo. 11 października 1891 r. przypadało największe żydowskie święto Jom Kippur, Dzień Pojednania, dzień postu i ekspiacji za grzechy i niewypełnione przysięgi, za niewierność przymierzu z Bogiem Izraela. Ta idea towarzyszyła dojrzałej chrześcijance: oddać się w ofierze za innych. Jeszcze w Echt zapamiętano jej słowa o straszliwej przepaści rozdartej między Żydami i Niemcami: „Kto odwróci tę straszną winę, zmieniając ją w błogosławieństwo dla obu narodów? – Czyż nie ci, którzy nie dozwolą, aby zadane przez nienawiść rany zrodziły nową nienawiść, ale – chociaż sami są ofiarami nienawiści – wezmą na siebie cierpienia zarówno ofiar, jak i sprawców nienawiści (nienawidzonych i nienawidzących). ...Nienawiść w świecie nie może mieć ostatniego słowa. Trzeba się jej przeciwstawić modlitwą i pokutą zastępczą i znosić ją w duchu wybłagania ostatecznej łaski dla tych, którzy nienawidzą. Czy rany Jezusa nie są znakami tej miłości, mocniejszej od wszystkiego?” Szkoła wyrastająca poza granice słów i nauk.

    Kupiecki dom przy ul. św. Michała (dziś Nowowiejska) 38 stoi do dzisiaj, jest siedzibą polskiej części Towarzystwa im. Edyty Stein. Wrocław był także miejscem jej szkolnej edukacji najpierw w szkole im. cesarzowej Wiktorii (od 1897 r.), a później w Gimnazjum Żeńskim. Tu po zmaganiach z nieprzyjazną dla Żydów szkołą (przerwała naukę na kilka lat) w 1911 r. zdobyła maturę i wtedy dyrektor miał skomentować jej niełatwy sukces: „Uderz w  k a m i e ń (Stein), a wypłynie skarb mądrości”. W uczelni leopoldyńskiej rozpoczęła studia uniwersyteckie (psychologia, filozofia, germanistyka) i jakiś czas po doktoracie prowadziła prywatne seminarium filozoficzne. Jako katoliczka chętnie modliła się w gotyckiej świątyni pw. św. Michała Archanioła. Dziś jest tam kaplica Patronki Europy.

    Z pewnością poznała też malownicze okolice Dolnego Śląska i Karkonosze. Z radością odwiedzała dom rodziców matki, Courantów w Lublińcu. Ziemia Śląska była na zawsze jej małą ojczyzną, z którą żegnała się przytulona do spłakanej matki. Najpierw w roku jej konwersji w Kościele katolickim (1922), a później wstępując do Karmelu (1933). Razem modliły się w synagodze „Pod Białym Bocianem” w dniach pożegnalnego spotkania. Marzyła, że zamieszka wkrótce w nowej filii kolońskiego klasztoru zakładanej we Wrocławiu. Stąd wysłano w święto Podwyższenia Krzyża 1936 r. telegram o śmierci pani Augusty, matriarchini rodu Steinów. „Secretum meum mihi” – mówiła zdecydowanie Edyta, zamykając zbyt dociekliwe rozmowy o tych przeżyciach. Wiele jednak zapisała w listach, których adresy ukazują rozległą geografię, będącą prawdziwą miarą jej europejskich przyjaźni i znajomości. Do najwierniejszych korespondentów (w latach 1916-1939) należał przyjaciel z Krakowa, polski filozof Roman Ingarden. Na jednej z kartek do niego z 1918 r. widnieje adres: „Lublin, Królestwo Polskie, Okupacja Austriacka”. Tymczasem stara stolica Polski i Galicji była już blisko, a niedaleko spokojne miasto Oświęcim...

    Ps 117

    Święta Edyto Stein, dziecko wszystkich pograniczy i obywatelko wolnego świata, byłaś dla współczesnych mistrzynią wolności. Jesteś i dzisiaj nauczycielką poszukiwania i obrony swojego miejsca w życiu. To oznacza najpierw suwerenność dziecka Bożego, lecz nie egoizm i ucieczkę od ludzi. Przyjaciółko ludzi wolnych, co byś powiedziała dzisiaj „pokoleniu Jana Pawła II”, niezależnie od wieku świadków tego człowieka? Bądź z nami w pokusach wszelkiego zniewolenia, w grzechu odchodzenia od swego powołania. Amen.

    9 sierpnia:

    Auschwitz-Birkenau (KZ, Tisza be-Aw, Jeruzalem)

    Ren, Łaba, Dunaj, Odra – te cztery rzeki obmywają krainy, które były domem Edyty. Cztery europejskie rzeki, nie rajskie, ani nie piekielne. Ziemskie. O duchowym strumieniu wypływającym spod tronu Boga i Baranka, jak mówią ostatnie wersety Janowej Apokalipsy, siostra Benedykta od Krzyża wiedziała najwięcej. Napisała na ostatnie jej święto wylania Ducha Świętego piękną modlitwę:

    „Kim jesteś słodkie Światło, napełniające mnie
    i rozświetlające mroki mego serca?
    Wiedziesz mnie jak matczyna dłoń
    a gdybyś mnie opuścił,
    nie potrafiłabym uczynić ani jednego kroku.
    Jesteś jak przestrzeń
    otaczająca moje jestestwo i osłaniasz mnie sobą.

    Gdyby wymknęło się z Twojej opieki,
    zstąpiłoby do otchłani nicości,
    z której wzniósłbyś je do Światła.
    Ty, bliższy mnie niż ja sobie
    i bardziej wewnętrzny niż moje wnętrze,
    a przecież nieuchwytny i niepojęty,

    rozsadzający każde imię:
    Duchu Święty – Wieczna Miłości!”

    Czy powtarzała te słowa w niedzielę 9 sierpnia? To był jej ostatni dzień na ziemi. Nie wiemy i tego z całą pewnością. Brutalna machina uśmiercania nie pozostawiała czasu nawet na znak obecności. Nie ma po niej śladu. Nie ma śladu po milionie jej podobnych. Nie stała się nawet numerem, gdy odebrano jej nazwisko i ojczyznę, szacunek i wspólnotę.

    Nie sposób bezczelnie pytać o jej ostatnie godziny, chwile przed śmiercią. Znamy je, jak mogły wyglądać, z innych opisów, z niewielu fotografii i filmów, z ruin KZ Auschwitz-Birkenau. Pociąg wjeżdżał przez bramę na rampę rozładunkową. Tu umieranie wyglądało już jak na średniowiecznych obrazach i w wizjach Dantego: szeregi przerażonych, nagich, odczłowieczonych, a jeszcze nie spopielonych, jeszcze nie aniołów. Wierzę, że Edyta mogła w myślach mówić Psalm 22 i myślała o Baranku na Golgocie. A może chciała głośno modlić się na powitanie, całym życiem była do tego przygotowana. Oblubienica w Nowej Jeruzalem. Nie dziwiła się Niemcom i innym, którzy potrafili im to wszystko zadawać. I nie krzyczała: „Dlaczego, Boże!”, bo wiedziała, wierzyła od dawna. Jom Kippur, Tisza be-Aw – pokuta i post za naród na wygnaniu i jego świątynię w ruinie, ofiara za grzechy, udział w dziele zbawienia. „Jesteśmy tu i teraz po to, by pracować nad zbawieniem swoim i tych, którzy są nam dani.” Może jeszcze straciła piękne włosy, a jej habit zakonny (czy dano jej go zatrzymać do końca?) z naszytą gwiazdą stał się łupem specjalnym oprawców. Jak korona i tunika Ukrzyżowanego. Może jeszcze mogła kogoś przytulić (gdzie była w tym momencie Róża?), uciszyć, poprowadzić za rękę, podpowiedzieć słowa: Szma Isroel. Ave Maria. Jeszcze chwila mroku i bliskość innych osób, straszna bliskość ciał i dusz. I niebo zstąpiło na tę nieludzką ziemię.

    Ps 118

    Święta Patronko Europy, święta na obrazach i w książkach, święta w garstce popiołu rozdawanego jako jedyna relikwia, święta przez szacunek i miłość, święta przez świadectwo i mądrość, święta z Wrocławia, Getyngi, Spiry, Freiburga, Monastyru, Kolonii i Echt. Święta na swej ostatniej drodze dziewięciu dni do Jeruzalem Baranka, którego nadejście wyczekiwała i szła Mu  naprzeciw. Święta ofiarowana w całopaleniu dla Boga, święta do dziś tak jeszcze obca we własnym domu. Święta Edyto i Benedykto – módl się za nami. Amen.

    Completorium

    Boże Jedyny nasz, Boże tajemniczy i bliski, bo objawiony w Synu Człowieczym, Jezusie Nazarejczyku. Dzięki Ci za dziewięć dni modlitwy ze świętą Benedyktą od Krzyża, w świecie Edytą Stein, która poprowadziła nas swoim życiem i świadectwem przez różne zakątki Europy aż do Niebieskiej Jeruzalem. Tam jest nasza ojczyzna, w Tobie Boże Ojcze, Synu i Duchu.

    Dzięki, Panie nasz i Królu na ziemi, za doświadczenie wolności i wierności zakorzenionej w Krzyżu Chrystusa. Dzięki za spotkanie Kościoła i Izraela w jednej osobie – świętej męczennicy z Auschwitz. Dzięki za mądrą lekcję cywilizacji europejskiej, która nie chce rozwijać się przeciw żadnej kulturze ludzkiej na innych kontynentach, bo taka jest twoja dobra wola. Niech to europejskie miejsce będzie na wieki napomnieniem dla narodów świata o diabelskich możliwościach człowieka w swojej pysze i głupocie zbuntowanego przeciw Tobie, Ojcze ludzkich dzieci. Niech jej osoba będzie poznana jako obraz człowieka wychowanego na najlepszych tradycjach pielęgnowanych przez wieki i tysiąclecia w naszych krajach. Niech będzie w Twoim Synu światłem dla narodów i chwałą Izraela.

    Wysłuchaj Panie Boże naszej modlitwy jak wysłuchujesz modlitwy Twoich świętych. Wysłuchaj nas modlących się z Matką Zbawiciela. Amen.

    Magnificat (Łk 1,45-56)

    +        +        +

    Ks. Henryk Romanik

  • Cardinal Jean-Marie Lustiger on Edith Stein

    After the war, as a student of philosophy at the Sorbonne, I happened to come across a volume in a library, which summed up the contributions to a colloquium that Jacques Maritain had organized on the topic of phenomenology in 1932. There Edith Stein had given a lecture, which I read with the keenest interest! Later, following the appearance of the French translations, I discovered her more and more; at once I was moved and fascinated by her path of holiness as well as by her genius.


    ***

    To say that Edith Stein was and is a „bridge-builder between Jews and Christians" is a claim which seems to be both provoking and insufficient. Provoking when one calls to mind certain rather apprehensive reactions on the Jewish side on the occasion of her beatification and later her canonization. Did this undertaking of the Church not mean an improper adoption of the Jewish identity and a Christian sublimation of the horror of the Shoa as well?

    When approaching the Christian faith and asking for baptism, Edith Stein herself experienced the burden of painful incomprehension on the side of her family.

    Furthermore, the image of the bridge seems to me insufficient to express the significance of Edith Stein's life and work with regard to the relationship of Jews and Christians. For to speak of a bridge means to describe two spheres, unfamiliar, standing opposite one another and separated by an insurpassable obstacle until the building of a bridge at last makes a connection possible without, however, neutralizing their mutual unfamiliarity. Through her very existence as well as through her work Edith Stein has done far more than that. She has embedded Israel again in Christian consciousness.

    Has she, in doing so, also contributed to embedding Christianity again in Jewish consciousness? Who could tell? It is certain, though, that this would fulfill her dearest wish. Evidently I would have to justify my assertion at once. This, however, I am only authorized to do with respect to the first part of this twofold assertion: the re-anchoring of Israel in Christian consciousness.

    That this, by the way, needs an explanation is in itself already paradoxical; for to every disciple of Christ as well as to every well-meaning reader of the New Testament this would have to appear as self-evident, even if the astonishment about my statement is understandable both in the face of almost two thousand years of mutual exclusion and the persecutions and suffering endured by the Jews.

    The origin of this mutual estrangement - the Gospels and the whole New Testament give evidence of that - is by no means an abyss but a conflict within the Jewish consciousness, which crosses the messianic hope of this very consciousness, be it fulfilled or disappointed. A conflict which also ranks among the manifold orientations of Jewish life two thousand years ago before the Destruction of the Temple. A deeper knowledge of Jewish history throws a new light on this epoch, especially also owing to the complete publication of the manuscripts from Qumran.

    In the course of centuries this original conflict has dug a deep chasm of hostility and mistrust. Through the peculiar interpretation of the Holy Scriptures the idea of the substitution of the Jewish People by the Church of Jesus has evolved, in misjudgment of the irrevocable Election of this very Jewish People. The work of the Second Council of the Vatican - unfolded and with perseverance further pursued under the influence of Pope John Paul II, confirmed and continued by his successor, Pope Benedict XVI - has done far more than build a bridge.

    The confession of guilt for the committed and tolerated crimes has restored the mutual appreciation. It has promised the Jewish consciousness to the highest degree that the time of contempt is outgrown for ever - to take up the words of French historian Jules Isaac whose thoughts were not unfamiliar to the Council Fathers, especially Cardinal Bea and Pope John XXIII. Still more: Vaticanum II and then the teaching of Pope John Paul II have emphasized the very special relationship which connects the Church with the Jewish People in the faith. The first sentence in the fourth section of the Declaration Nostra Aetate expresses this very clearly: „Sounding the depths of the mystery which is the church, this sacred council remembers the spiritual ties which link the people of the new covenant to the stock of Abraham", which here means: with the Jewish People.

    Edith Stein was born and died long before the Council, and yet her fate demonstrates this same condition of mutual relatedness, which is not satisfied with overcoming prejudices or soothing the suffering of the wounds received or even restoring the ties of trust.

    Her fate reflects quintessentially what Martin Buber in his book Two Types of Faith called „Jewish faith" and „Christian faith" in order to tell them apart, yes, to contrast them with one another. This contrasting may well have its origin in Martin Buber's understanding of Christianity which relies too much on Bultmann as the „Oracle of Christianity", especially referring to his interpretation of Paul.

    In her life and in her death Edith Stein expressed their mutual integration in all completeness. St Paul called this „Mystery"; it is about the admission of the Pagans, through the sacrifice of the life of the Messiah, to the Covenant which God sealed with Israel, His People. In Edith Stein's inner way, in her praying and in her thinking, the suffering Messiah, the mystery of the Cross cannot be separated from the suffering of Israel; and that was long before the emergence of Hitler. In a prophetic way the theology of the Cross marks the heart of her consecration when she chooses Sr. Teresia Benedicta of the Cross as her religious name. United with the suffering Messiah through faith she went into the gas chamber with her People and for her People.

    In a private conversation with Pope John Paul II, when the process of Edith's beatification had come to its end, the Pope called her a martyr. I pointed out to him that as she was killed in Auschwitz, this happened because she was a Jewess. The Pope gave me as an answer that he saw in her a martyr precisely because of that: killed for the „sanctification of the Name - Kiddush haShem".

    The evidence relating to that phase in Edith Stein's life shows in what spiritual attitude she proceeded in this trial, with the deepest participation in the mystery of her Master's Cross, aware of her true identity, for it was as a Jewess that she endured this trial.

    In doing so she has truly anchored the vocation of Israel again in Christian consciousness.
    To Christians the Church presents Edith for veneration as a martyr, who died since a Jewess, who died for the sake of the „sanctification of the Name - Kiddush haShem".

    In his book N'oubliez pas l'amour (1987), p.241- Do not forget love - and then in his book Le monde de Jean Paul II (1991), p. 82-83 - The World of John Paul II - , André Frossard, too, transmits the same words of John Paul II.

    This definition of martyrdom with reference to the Jewish tradition corresponds with one of the essential criteria that the Church cites in order to ascertain martyrdom: it is essential that the victim was brought to death „in odium fidei - out of hatred for the faith", according to the time-honoured tradition of Christian martyrdom. This definition is true, as John Paul II emphasized repeatedly, for all Jews, who were killed by the Nazis because they were Jews, and that means: out of hatred for the Revelation which God has entrusted to them.

    It goes without saying that the point here is not to mix up everything. But who knows what Martin Buber might have written today about this question?

    By thus recognizing her martyrdom today, the Church certainly does not usurp her death, on the contrary: the Church respects her Jewish identity to the very last, just as Edith wished.

    Now that she has been proclaimed one of the Patron Saints of Europe by the Church, Edith Stein calls us to reflect the mystery of the Church more attentively and deeply in order to detect in it the spiritual ties with the Jewish People which the Council teaches.

    May she grant us to understand what unique hope is bestowed on us in this time of Passion amid the troubles of mankind.

     

    „O Crux ave, spes unica,
    in hoc passionis tempore."


    Introduction to the Round Table about Edith Stein in Saarbrücken, 2006 at the Assembly of German Catholics.
    Text from: Edith Stein Jahrbuch Vol. 13, 2007, ed. on behalf of Theresian Carmel in Germany by the International Edith Stein Institute, Würzburg, in permanent cooperation with Edith Stein Society Deutschland e.V., p. 119-123.
    Translated by Annegret Fuehr (January 22, 2009)


  • O. Marian Zawada OCD - Znaczenie Edyty Stein dla współczesnej duchowości

    Duchowość ze swej natury zajmuje się Bogiem, człowiekiem i relacją pomiędzy nimi, zajmuje się życiem Bożym, które wciela się w ludzkie struktury. Można by powiedzieć, że życie Edyty było dojrzewaniem do pełni duchowości, a śmierć przez którą przeszła, była ukoronowaniem jej teoretycznych analiz. W jej życiu można wyróżnić trzy wielkie okresy i jednocześnie pasje intelektualne:

    • filozofię (Getynga, Fryburg, z mistrzami: Huserlem, Reinachem, Schelerem);

    • antropologię i kwestie społeczne (Spira);

    • religię i teologię, narastającą aż do mistyki (Kolonia, Echt).

    Mianownikiem zaś dla całej jej duchowości, wewnętrznego dojrzewania jest mądrość krzyża, a dokładniej odniesienie do krzyża i ukrycie w nim. Wtedy jej droga do Karmelu, do ukrycia się za klauzurą i męczeństwo, wzajemnie się naświetlają i wyjaśniają.

    Wokół kwestii doświadczenia religijnego

    W przestrzeni filozofii sama metoda filozofowania, fenomenologia, stała się niezwykle owocna. Wychwytywanie prawdy w kolejnych pojawiających się doświadczeniach prowadzi do postawienia problemu religii, a nawet wiary, czyli prawdy w nadprzyrodzonym znaczeniu. Wspiera to logika wyrażana przez Edytę, że dostęp do prawdy posiada jedynie ten, kto sam jest w jakimś sensie „prawdziwy". Zatem kwestia prawdy, to nie tylko sprawa samego intelektu, ale całego człowieka, wszystkich jego wymiarów. Możemy tu mówić o konsekwencjach epistemologicznych zamieszkiwania człowieka w kłamstwie czy w półprawdach, ponieważ nie tylko nie potrafi być wtedy rzetelny w swych poszukiwaniach, ale odcina się od dostępu do prawdy.

    Zgodnie z fenomenologią, człowiek w doświadczeniu przybliża się do istoty rzeczy w kolejnych ujęciach, i w taki sposób objawia się istota. Zatem ciągłe przybliżanie się do Boga, pozwala dotrzeć do prawdy o Nim. Jest to zupełnie różne od przyjęcia pewnej koncepcji Boga, niezależnie od doświadczenia. Tego typu poznawczy wysiłek pociąga za sobą konieczność odsuwania tego, co fałszywe, pozorne, nieprawdziwe w relacji do ostateczne Prawdy, a co w konsekwencji osłabia lub odbiera prawdę o Bogu. Zatem Edyta ofiaruje nam metodę przeciw skłonnościom do idolatrii, by uniknąć hołdowaniu zdeformowanemu obrazowi Boga. Mamy tu na uwadze to, co spostrzegane (noesis)1.

    Istnieje jednak jeszcze głębszy wymiar, formowany jako noema, określony element doświadczenia, jego zawartość. W środowisku Edyty, zwłaszcza w myśli Reinacha natrafiamy na twierdzenie, że opis doświadczenia religijnego jest opisem zależności człowieka od Boga. Według Edyty treścią doświadczenia religijnego jest wprost bycie zależnym od Boga, ale takiej zależność, która daje nam pewność wszechmocy i mądrości Boga. Zatem z głębi doświadczenia rodzi zaufanie, zwierzenie, a w końcu ufność w nieskończoną Dobroć. Edyta mówi nawet o stanie odpoczynku w Bogu, całkowitym powierzeniu się, nawet w doświadczeniu śmierci. Rodzi to nowy typ świadomości, ponieważ człowiek nabudowuje relację ufności nie tylko do Boga, ale i do człowieka. Tłumaczy to jednocześnie, dlaczego ci, którzy pozbawieni są relacji do Boga, tracą zaufanie do rzeczywistości. Jest to możliwe, ponieważ doświadczenie pracuje w przestrzeni fundamentalnego otwarcia, które Edyta nazywa empatią, będącą zdolnością przyjmowania. Nosząc tę zdolność przyjmowania osoby u siebie, równocześnie otwiera się na Boga, jak i na bliźniego. Kto je osłabia lub zawiesza, de-personalizuje świat. Analizy wiążące się z empatią dopowiadają nam o usytuowaniu człowieka w doświadczeniu. O ile nie będąc sam prawdziwy nie ma dostępu do prawdy, to w przypadku braku zdolności do przyjmowania, nie może nawiązać głębszej relacji z inną osobą. Wynika to z tego, jak tłumaczy Edyta, iż nie może jej nawiązać z własną głębią. U podstaw duchowości leży zatem wola spotkania. Edyta domaga się całkowitego zaangażowania, tzn. całej egzystencji w relację do Boga.

    Po tej samej linii idą analizy na temat wiary. Z jednej strony (filozoficznej) wiarę można ograniczyć przyjęcia przez naturalne światło rozumu światła nadprzyrodzonego2. Lecz wiara jak Edyta jednoznacznie stwierdza, jest nie tylko poddaniem rozumu prawdom objawionym, ale oddaniem Bogu do dyspozycji swej egzystencji.

    Wiara jest w swej istocie zrzeczeniem się swej autonomii, niezależności, która często będąc złudzeniem, zniewala. Drogę oddania Edyta nazywa drogą teonomii. Wydaje się, że w tym stwierdzeniu występuje jakiś ukryty zgrzyt pomiędzy wiarą i wolnością. Św. Benedykta od Krzyża klarownie stwierdza, że jedynie wiara pozwala zachować wolność. Pisze:

    Dzieci tego świata czują się wolne, gdy im nikt nie przeszkadza spełniać wszystkich ich pragnień i upodobań. Dzieci Boże natomiast czują się wolne, gdy niczym nie skrępowane mogą podążać za wezwaniami Ducha Świętego. Wiedzą, że wszelkie więzy i przeszkody nie pochodzą z zewnątrz, ale tkwią w nas samych. Stajemy się niewolnikami naszych słabości3.

    Wiara wynika z wolnej woli opowiadania się po stronie Boga. Wiara pomaga otworzyć się na wewnętrzny rozwój, znaleźć jego formę zewnętrzną, w której można wzrastać nie tracąc naturalnego kierunku. W ten sposób osiąga się doskonałe człowieczeństwo.

    Dzięki wierze człowiek osiąga rozległy horyzont i może przetrwać różne trudne sytuacje. To dzięki wierze można żyć nie będąc przytłoczonym ciężarem trosk, radując się chwilą obecną. Co więcej, wiara w przedziwny sposób dział na innych.

    Reasumując wypowiedzi na temat doświadczenia religijnego, po pierwsze człowiek musi dochodzić tego kim jest poprzez prawdę o sobie i o Bogu. Po drugie, winien się poddać temu doświadczeniu (zwłaszcza wiary), gdyż powala mu to odnaleźć wolność. Dzięki łasce [człowiek] otrzymuje siebie w darze4.

    Sam problem wczucia stanowi naturalny fundament, który można wykorzystać w teologicznych tematach miłości. Psychologiczne komponenty otwarcia, wypełnienia, podniesienia i wzniesienia na poziomie ducha osiągają swe właściwe odniesienie do miłości. Cennym wkładem do duchowości, zwłaszcza w koncepcję miłości jest analiza postaw będących zachowaniem siebie (selbstbehauptung) i oddaniem siebie (selbstingabe)5. J. Machnacz podsumowuje:

    Zachowywanie siebie jest zatracaniem siebie, kto siebie daje, ten też siebie zyskuje. Im większa miłość, tym większy byt, tym silniejsze istnienie. Jeśli osoba w miłości nie odkryje drugiej osoby, wtedy pozostaje sama, nie wie, kim właściwie jest6.

    Ciekawym teologicznie problemem byłoby osadzenie zjednoczenia z Bogiem w oparciu o koncepcję wczucia, jako naturalnym podłożu do spotkania nadprzyrodzonego. Wczucie osiąga swą pełnię w zjednoczeniu mistycznym z Bogiem, jako pełnia spotkania.

    Wkład w antropologię teologiczną

    Drugą wielką dziedziną, w której analizy Edyty Stein są istotne dla duchowości jest antropologia teologiczna. Jej rozważania spotkały się już z uznaniem Romana Ingardena, który uważał to za jej własny dorobek7. Kwestie antropologiczne rozumie jako zmaganie się z tajemnicą własnego bytu, a jej dzieła należy studiować z punktu widzenia świętości rzeczy czy też świętej rzeczowości oraz duchowego rozwoju8. Filozoficzne rozważania domagają się teologicznej perspektywy.

    Potrójne królestwo

    Edyta Stein nawiązuje do troistej struktury człowieka, mówiąc o duszy i ciele ożywionym, obok których należy umieścić ducha, przez co odwołuje się do inspiracji zaczerpniętej z Pierwszego listu św. Pawła do Tesaloniczan (1 Tes 5,23), a kontynuowanej w antropologii św. Augustyna. Edyta bliżej określa poszczególnej sfery, korzystając z rozważań Hedwigi Conrad-Martius:

    Bytem cielesnym w swej istocie jest to, w czym jakieś jestestwo posiada siebie samo w postaci jakby , to znaczy faktycznie rozwiniętej i samodzielnie zamkniętej i odgraniczonej - w postaci, w której spoczywając definitywnie przedstawia i objawia, czym jest. [...]

    Byt duszy to ukryte lub ukryte źródło, z którego takie jestestwo może dojść do cielesności. [...]

    W bycie duchowym może taka usubstancjonowana i ucieleśniona bytowość wyjść znowu z siebie w formie wolnej od siebie i nie utrwalonej; może się w sposób czysty i wolny od obciążającego i ograniczającego innemu i w nim partycypować9.

     

    W tym samym nurcie mówi o trzech królestwach: cielesności, ducha i duszy10. Królestwo cielesności to królestwo , albo królestwo ziemskie... Królestwo ducha jest królestwem tego co nadziemskie, zaś królestwo duszy, królestwem tego, co ukryte. To ostatnie - dodaje - to wymiar życia jeszcze nie objawionego (...), które jako takie dąży do rozwoju, do cielesności. To, co nadziemskie, jest natomiast królestwem rozwoju na wskroś aktualnego i obdarzonego wspaniałością doskonałego oddania...11. Przyjrzyjmy się niektórym wątkom struktury antropologicznej, zawartych w doktrynie Patronki Europy.

    Ciało

    Ciało ludzkie, wszelka cielesność stanowi upostaciowienie człowieka. Poprzez zdolność odczuwania, ma możliwość wchodzenia w świat zewnętrzny i twórczej w nim ingerencji. Edyta przypisuje mu zdolność do życia wewnętrznego, mówi o wewnętrzności ciała. Wewnętrzność może oznaczać zamkniętą monadę, czyli psyche, od której należy odróżnić duszę, jako coś najbardziej wewnętrznego z całej wewnętrzności. Odczuwanie stanów ciała dla ducha i duszy stanowi najbardziej zewnętrzne peryferie życia wewnętrznego. Im bardziej człowiek zagłębia się w swe wnętrze, tym bardziej odwraca się od ciała, a nawet musi się od niego odrywać. Żyje pomiędzy dwoma biegunami: uzależnieniem się od ciała i całkowitym uwolnieniem od niego. Wolność od ciała pojawia się w podwójnym wymiarze: wtedy, gdy ono prawidłowo funkcjonuje, nie zaprzątając podmiotu niepotrzebną troską oraz w ascezie12. Asceza nie tylko wyzwala duszę spod tyranii ciała, ale przerywa panowanie określonej negatywnej struktury psychologicznej, co daje wewnętrzną wolność13.

    Edyta zauważa, że im bardziej duszę napełnia Duch Światłości, tym mniej absorbuje ją wszystko inne, cały świat ziemski, także należące do niego jej własne ciało14. Im mniej dusza oddaje się ciału, tym bardziej ono przybiera jej postać, gdyż ciało może się przemieniać wraz z duszą, może przeświecać jej światłem i nim promieniować15.

    Najbardziej radykalnie ciało uświęcane jest przez Eucharystię - Ciało Chrystusa. Eucharystia przywraca bowiem pierwotny stosunek duszy do ciała16. Poprzez sakramentalne słowo i znak łaska zwraca się do ducha ludzkiego, przenikając do duszy w sposób duchowy.

    Dusza

    Dusza17 stanowi w człowieku nie tylko formę ciała18, ale i ośrodek istnienia (Seinsmitte)19. Można powiedzieć, że ona mieszka sama w sobie i w niej właśnie znajduje się osobowe Ja20. Dusza ludzka, jako duch i obraz Ducha Bożego, ma afirmować cały świat stworzony, poznając go i kocha­jąc, widzieć w nim swoje powołanie i zgodnie z nim działać21. Dzięki duszy osoba ludzka może wychodzić ku temu, co zewnętrzne (materii podatnej na kształtowanie), ale jest zarazem miejscem, gdzie byt otwiera się ku wnętrzu. Dusza pośredniczy pomiędzy duchem i ciałem: w niej zbiegają się duchowość oraz zmysłowość, wzajemnie się splatając22. W zależności od tego, czy dusza kieruje się ku cielesności czy duchowi, mówimy o duszy duchowej, bądź duszy zmysłowej23.

    Dusza jest również swoistym archiwum - tu zbiera się wszystko, co przenika ze świata zewnętrznego i wewnętrznego i tu dokonuje się ocena, krystalizuje postawa. Dusza nosi to, co staje się najbardziej osobistą własnością, częścią niej samej24. Odpowiada to koncepcji twierdzy wewnętrznej św. Teresy od Jezusa, gdzie dusza może się poruszać pośród różnych mieszkań, tych zewnętrznych, jak i sięgających samego rdzenia ducha. Dusza jest poruszana przez treści zewnętrzne, jak i najbardziej wewnętrzne.

    Dusza wyczu­wa w swym wnętrzu, czym i jaka jest, w ów ciemny i niewyra­żalny sposób, ukazujący jej tajemnicę własnego bytu jako tajemnicę, ale nie odsłaniający jej. Ponadto w swoim „co" nosi ona określenie tego, czym ma się stać przez to, co otrzymuje i co czyni. Dusza wyczuwa, czy to, co w siebie przyjmuje, jest zgodne z jej własnym ist­nieniem, a przez to korzystne lub nie i czy to, co czyni, leży w sensie jej istnienia, czy mu przeczy25.

    Dusza w swej istocie nie istnieje jako gotowa, w stanie spoczynku - jej bytem jest stawanie się, w którym powinna rozwinąć siły zalążkowe, przyniesione na świat jako jej podłoże26. W Bycie skończonym... Edyta pisze, że owo stawanie się, czyli idea rozwoju duszy jest potrójna: samokształtowanie jako rozwój własnej istoty, formowanie ciała i wznoszenie się ponad siebie do zjednoczenia z Bogiem27.

    Dusza rozwija się znosząc zaciemnienie i obciążenie, pochodzące z powiązania z materią, ale też, zmierzając w stronę własnej głębi, swego środka, uwalnia się od powiązań z materią, tak iż może wznieść się ponad siebie aż do pewnego rodzaju ekstazy czy śmierci28. Każde mocne uchwycenie siebie wynosi duszę ponad nią samą w królestwo wysokości29.

    Ostatecznie Edyta dla duszy wyznacza teologiczne zadanie - jest przeznaczona do bytu wiecznego i ma odzwierciedlać w sobie obraz Boży w zupełnie osobisty sposób30. Św. Teresa Benedykta mówi również o szczycie, głębi duszy.

    Głębia jego duszy jest miejscem, gdzie Bóg mieszka „zupełnie sam", dopóki dusza nie osiągnie doskonałego zjednoczenia w miłości31.

    Tam, w głębi, żyje dusza, taka jaka jest sama w sobie, z dala od wszystkiego, co mogłyby w niej wywo­łać stworzenia. Ta głębia jest mieszkaniem Boga i miejscem zjednoczenia z Nim; zanim dusza zacznie życie zje­dnoczenia, własne jej życie już tutaj się realizuje, choćby do zjednoczenia nigdy nie doszła. Dusza ma swe „wnę­trze" i jego byt - to życie. Owo prażycie jest zakryte nie tylko dla innych duchów, ale również dla samej duszy. Powody są różne. Prażycie nie ma formy32.

    Duch

    Słowo duch ma znaczenie podwójne i należy je rozumieć jako osobę duchową oraz jako sferę duchową. Zgodnie z tym rozróżnieniem, osoba duchowa ma w duchu swe osobowe centrum, ale z drugiej strony, może ona się rozwijać się w sferze duchowej, bądź to jakiegoś świętego czy też bezpośrednio Boga33. W pełni rozwoju możemy mówić o duchowym urzeczywistnieniu. Duch, który jest sensem i życiem34 zmierza w kierunku najgłębszego sensu stworzenia, którym jest Chrystus i w pełnym urzeczywistnieniu sens indywidualnego życia zostaje wypełniony drugą Osobą Boską.

    Duch osadzony jest we wnętrzu w taki jednakże sposób, że pozostając w sobie, jednocześnie z siebie wychodzi. Owo wychodzenie ostatecznie posiada kształt miłości, stanowi gotowość oddania zupełnie swojego „ja", wcale go nie tracąc. Duch ujawnia się w oddawaniu się bez reszty, w przeciwieństwie do ukrywania się duszy35. Ideałem tego oddawania się pozostaje wzajemne powierzanie się Osób boskich w zupełnej bezinteresowności.

    Przedstawiona triada ontologiczna zostaje wzbogacona triadami funkcyjnymi, związanymi z działaniem władz. Pierwsza to: duch, miłość, poznanie. Duch, miłość i poznanie są trójcą i jednością. [...] Duch, miłość i poznanie są każde całkowicie w sobie i całkowicie w innych. Duch całkowicie siebie poznaje i całkowicie siebie kocha. [...]Poznanie siebie samego zrodziło się z ducha, jak Syn z Ojca 36. Druga triada składa się z pamięci, rozumu i woli. Edyta Stein szczególnie interesuje się pamięcią. W Bycie skończonym... pisze:

    Przez poznanie i chcenie duch wychodzi z siebie nawet wtedy, gdy poznając i chcąc jest na siebie skierowany. Przy działaniu pamięci pozostaje on u siebie. Zbiera przez to wewnętrzny skarb i przy okazji - przypominając sobie - robi z niego użytek. Bez pamięci nie mogłaby osoba duchowa ani siebie posiadać, ani - tym samym - sie­bie oddawać, tzn. kochać. Z drugiej strony życie duchowe i duchowe posiadanie staje się tym silniejsze i tym pewniej wewnętrznie przyswo­jone i zabezpieczone, im głębiej we wnętrzu powstało przeżycie czy do­konało się przyjęcie. Tym, co najgłębsze, jest jednak miłość. Dlatego pamięć ma w miłości najpewniejsze oparcie. Można więc śmiało powie­dzieć, że rozum, pamięć i wola mają w miłości oparcie i cel, lecz ozna­czają różne kierunki życia duchowego. Przez rozum i wolę duch wycho­dzi poza siebie: jako poznający, by pojąć byt, jakim jest; jako chcący, by ukształtować go według własnego uznania albo też potwierdzić go w jego istnieniu i właściwościach. Dzięki pamięci duch zachowuje siebie same­go i urządza się u siebie wraz z tym, co przyjmuje37.

    Edyta przytacza jeszcze jedną antropologiczną triadę, wywodzącą się już z badań psychologicznych: myślenie, czucie, chcenie, nad którą w jej czasach pracował Teodor Haecker38.

    Swe koncepcje antropologiczne siostra Benedykta wzmacnia mistyczną wizją człowieka zaczerpniętą z pism św. Teresy od Jezusa. Pozostaje pod wrażeniem poznania udzielonemu Teresie, w którym dusza pojawia się w kształcie kryształowych mieszkań z tronem Boga w centralnym, siódmym mieszkaniu. Wiąże to na kształt starożytnych idei, z odwzorowaniem w człowieku kosmosu, oraz doskonałością. W Twierdzy duchowej pisze:

    Strukturze świata stworzonego odpowiadają mieszkania duszy: mamy tu na uwadze różnorodność jego głębi. Jeśli najbardziej wewnętrzne mieszkanie zastrzeżone jest Panu stworzenia, znaczy to również, że jedynie z ostatecznej głębi duszy i niejako z punktu samego Stwórcy można pozyskać najbardziej rzeczywisty obraz stworzenia, nie obejmujący wprawdzie wszystkiego do końca, bo to przynależy jedynie Bogu, ale obraz bez zniekształceń39.

    W bliskości Boga oczyszcza się poznanie, zdolność do miłowania, wzmacnia się duch. Poznanie i miłowanie odnajdują nurt kontemplacji. Wstępując do Boga człowiek wznosi się ponad siebie (lub raczej zostaje wyniesiony) i w ten sposób dociera do swej najbardziej istotnej głębi. Ten nurt docierania ma charakter dynamiczny.

    Życie wewnętrzne nie pojawi się, jeżeli wnętrza duszy nie wypełni i nie wprawi w ruch coś innego aniżeli świat zewnętrzny. To wewnętrzne coś działa o wiele silniej niż cały świat tak, że wciąga człowieka w największą głębię duszy. Tacy ludzie doświadczyli wdarcia się nowego, potężnego, wyższego życia - życia nadprzyrodzonego, boskiego40. Tego typu wewnętrzne przeżycie daje doświadczenie zamieszkania Boga w duszy. Człowiek otwiera się w tym samym kierunku, ku któremu został pociągnięty specjalną łaską.

    Tego typu struktura antropologiczna pozwala przejrzyściej mówić o wewnętrznych procesach życia duchowego i wykorzystując antropologię Edyty, możemy uzyskać jasny obraz rozwoju. Zwłaszcza elastyczność duszy, zwracającej się bądź ku cielesności, albo duchowości, pomaga łatwiej uzasadnić przechodzenie od starego, zmysłowego człowieka do duchowego, jak to znajdujemy w teologii św. Pawła.

    Wkład w teologię krzyża

    Do tajemnicy Krzyża u Edyty Stein należałoby podejść z dwóch punktów widzenia: od strony procesów historycznych, oraz od jej duchowego dorastania do krzyża. W pierwszej dziedzinie okrutna historia dojrzewała przez ustawy norymberskie z 1935 roku, kryształową noc z 9 na 10 listopada 1938, wreszcie rozwiązanie kwestii żydowskiej w zwłaszcza po 1940 roku.

    Od wewnątrz, Edyta przechodzi drogę prawdy Krzyża, coraz bardziej wchodząc w logikę otrzymanego w Karmelu imienia - Benedykta od Krzyża, błogosławionej przez Krzyż. Wewnętrzne powiązanie z Krzyżem przebiega przez kilka warstw:

    A/ Liturgiczną, gdzie okolicznościowe teksty do świąt czy okresów liturgicznych eksponują jego obecność. Na przykład w Tajemnicy Bożego Narodzenia stwierdza:

    Tajemnice chrześcijaństwa tworzą nierozłączną całość. (...) Tak prowadzi droga z Betlejem, nie dając się powstrzymać na Golgotę, od żłóbka ku krzyżowi41

    W ten sposób powstaje nie tylko szkic liturgiczny, lecz duchowe podążanie za Barankiem. W kolejnych pismach U stóp krzyża, Oblubienica Baranka czy niedokończona Wiedza Krzyża formułują się w intelektualną potrzebę obcowania z tą tajemnicą. Dla Edyty staje się ważne, że Krzyż może ocalić, wyzwolić życie dla Boga. Z jednej strony świat stoi w płomieniach, pożar się wzmaga, łatwo można spłonąć, ale z drugiej krzyż staje się sposobem wydobycia z jego zasięgu. Ponieważ krzyż jest drogą, która prowadzi do nieba, ten, kto obejmuje go z wiarą, nadzieją i miłością, ten zostaje uniesiony wzwyż42. Tajemnica wywyższenia na Krzyżu należy do najtrudniejszych, lecz i do najbardziej owocnych. Jest drogą osobistego ocalenia. Ale też staje się miejscem uwielbienia Boga na sposób Chrystusa. Jego śmierć była znakiem sprzeciwu, ale i pojednania.

    Niezwykłe jest napięcie pomiędzy uniżeniem, hańbą Krzyża, a tajemnicą wyniesienia.

    Krzyż to wezwanie, aby ku górze podążać, (...) jest to milczący symbol triumfu, którym Chrystus uderza w bramę niebios i ją otwiera.

    Edyta widzi niezwykłą ciągłość pomiędzy Krzyżem a Eucharystią i konsekracją.

     

    B/ Druga warstwa to ekspiacja, zastępcze wynagrodzenie Bogu za grzechy bliźniego. Miłość do drugiego osiąga swa pełnię w oddaniu życia dla i za niego. To wyrasta z daru Bożego, z tajemnicy oddania się Boga człowiekowi. Edyta rozumie to w ten sposób:

    Bóg... działa w duszy... jedynie dlatego, że ona całkowicie się Mu oddaje. To zaś oddanie jest najwyższym aktem jej wolności. Oddanie własnej osoby Bogu jest jednocześnie najśmielszym, przechodzącym wszelkie pojęcie, wzięciem Go w posiadanie. Jest to najgłębsze wciągnięcie w byt Boży, które duszę przebóstwia

    Tylko przyjęcie i bliskość z Bogiem, który sam się ofiaruje pozwala dojrzewać do oddania życia za innych. Na Podwyższenie Krzyża w 1939 roku, na prośbę przeoryszy Edyta pisze egzortę Ave Crux, spes unica. Rysuje przed nami eklezjalny, ogarniający nie tylko Kościół, ale i wszystkie sytuacje, obraz miłości.

    Mocą Krzyża - pisze swym siostrom - możesz być obecna na wszystkich frontach świata, we wszystkich miejscach bólu, dokądkolwiek poniesie cię twoja współczująca miłość; ta miłość, którą czerpiesz z boskiego Serca, tryska wszędzie Jego najdroższą krwią, aby nieść ulgę, ratować i zbawiać43

    Ekspiacyjna warstwa jest dla współpatronki Europy najistotniejsza. Pragnie ofiarować swe życie jak Chrystus za swój naród. Wtedy miłość sięga najdalej. Być może również fakt, że Edyta urodziła się w kippur, dzień pojednania, pozwala jej wejść na drogę, gdzie oddanie życia dla pojednania w miłości staje się pasją.

    Bardzo ciekawym pod tym względem wydaje się poemat nocny dialog, w którym główną bohaterką jest królowa Estera, w nocnym widzeniu widzi:

    samotną górę, na której stoi krzyż. Na krzyżu był On, krwawiący tysiącem ran. A my odczuwaliśmy nieugaszone pragnienie, które mogło być zaspokojone tylko u źródła, które tryskało z tych ran.

    Lecz oto nagle dramatyczny wymiar krzyża znika. Jej spojrzenie zatapia się w słodkim świetle, błogosławionym, wychodzącym z ran tego Człowieka, który co dopiero oddał życie na tamtym krzyżu... Oddanie życia możliwe jest wtedy, gdy człowiek zanurza się we krwi Zbawiciela, jednoczy w Eucharystii.

    Każdy człowiek, który w ciągu minionych wieków znosił cierpliwie bolesne prze­znaczenie, myśląc o cierpieniach Zbawiciela, i wziął na siebie dobrowolnie powołanie do wynagrodzenia, uczynił lżejszym nieopisany ciężar grzechów ludzkości i pomógł Panu nieść jego ciężar. Co więcej, Chrystus - Głowa wypełnia swoje dzieło odkupieńcze w tych członkach Mistycznego Ciała, którzy jednoczą się z Nim w duszy i ciele dla Jego dzieła zbawczego. Cierpienie wynagradzające, dobrowolnie przyjęte jest tą rzeczywistością, która najgłębiej jednoczy nas z Panem

    Mamy zatem niezwykłą grę oddania i zjednoczenia. Człowiek, który wydaje się za innych w jeszcze głębszy sposób jednoczy się z Bogiem. W istocie, tylko wtedy, gdy całkowicie się wydaje, może się całkowicie zjednoczyć. To najwyższa wolność miłowania. Ostatecznie, w momencie, gdy okrucieństwo historii dogania duchowe dojrzewanie, Edyta jest pewna: gdyby nie podzieliła losu swych braci, jej życie byłoby zmarnowane44.

     

    C/ Trzecia warstwa, to interpretacja mistyczna, związana z nocami ciemnymi, z oczyszczeniem kontemplacyjnym.

    Scientia Crucis może być nabyta tylko wtedy, kiedy otrzymało się łaskę dogłębnego zakosztowania krzyża. O tym byłam przekonana od pierwszego momentu i dlatego powiedziałam w swoim sercu Ave Crux, spes nostra45

    Dzięki temu staje się wiedzą żywą, aktywną, a nawet normą karmelitańskiego życia46. Wiedza ta jest wiedzą nocy ciemnych, mistycznego oczyszczenia, trudnego towarzyszenia Chrystusowi w tajemnicy Ogrójca i zstępowania do piekieł. Pomiędzy ogołoceniem (Flp 2,7), drogą nocy, ofiarą Mszy św. i wizją Krzyża, Edyta widzi istotny związek. Ogołocenie polega na odważnym dojściu do całkowitego nic, czyli głębokiej pokory, by mogło się dokonać zjednoczenie z Bogiem. Polega to, jak przywołuje Edyta myśl św. Jana od Krzyża na prawdziwej śmierci krzyżowej w zmysłach i duchu (DGK II 7, 11). Każdy, kto chce uczestniczyć w życiu Chrystusa winien przejść śmierć krzyżową w dwóch formach:

    • ukrzyżować własną naturę;

    • wydać się cierpieniu i śmierci, według zamysłu Boga47

    Wiara w Ukrzyżowanego idzie w parze z oddaniem się, a uczeń Chrystusa nie tylko krzyż przyjmuje, ale krzyżuje się sam, zgodnie ze słowami: Ci, którzy należą do Chrystusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami (Ga 5,24).

    Przytoczmy dwa ważne teksty. Pierwszy dotyczy ukrzyżowania zmysłów.

    [...] przejść z Nim [tj. Chrystusem] przez śmierć na Krzyżu, [to znaczy] jak On ukrzy­żować własną naturę poprzez życie umartwienia i zaparcia się, z ufnością zaakceptować ukrzyżowanie pełne bólu i zwiastunów śmierci, tak jak Bóg zadecyduje i dopuści. Im doskonalsze będzie to ukrzyżowanie zarówno bierne, jak i czynne, tym intensywniejszym okaże się zjednoczenie z Ukrzyżowanym i tym bogatsze uczestnictwo w Bożym życiu.

    Drugi tekst mówi o ciemności umysłu, ciemności wiary, powierzeniu się Bogu wtedy, gdy niewiele potrafi człowiek zrozumieć, a mimo to, podąża w głębokim pokoju.

    Tak jak Jezus, w opuszczeniu przed swoją śmiercią, powierzył się w ręce niewidzialnego i niepojętego Boga, tak samo będzie musiała uczynić dusza, rzucić się na oślep w ciemność wiary, która jest jedyną drogą, prowadzącą do niepojętego Boga.

    Teologia Krzyża u Edyty Stein charakteryzuje się niezwykłą syntezą: umysłu, wiary i życia. Te trzy wartości spotykają w teologicznym apogeum Paschy. Życie dopełnia to, co umysł przeczuwał jako najbardziej wartościowe uczestnictwo w misterium Chrystusa.

    Wnioski

    Można by zadać pytanie, czym dla Edyty jest ostateczny sens filozofowania, dochodzenia do prawdy, wreszcie istotą własnego istnienia? Wszystko zmierza do odkrycia krzyża48. Krzyż jest wewnętrznym prawem historii i prawem osoby. Duchowość krzyża jest drogą do rozumienia natury świata, natury człowieka i natury Boga. Jest wiedzą i drogą do odwrócenia się od tego, co nieistotne do pełni życia i miłości.

    Edyta w swoich rozważaniach pogłębia prawdę o doświadczeniu religijnym, o strukturach ludzkich, poddanych działaniu łaski, oraz w dziedzinie teologii krzyża. Jako filozof Edyta akcentuje fenomenologiczne komponenty myślenia, z których otwarcie bytu, empatia, oraz powierzenie siebie w darze stają się kategoriami wyjściowymi do interpretacji teologicznych. treści. Edyta torowała drogę ku rozumieniu doświadczenia religijnego, zwłaszcza mistycznego przez wspólnotową komunikację, opartą o wczuciu.

    Oświęcim 9 maja 2006r.

     


    1 A. Grzegorczyk, Filozofia duchowa Edyty Stein, w: Uderz o kamień a wytryśnie mądrość. Rzecz o Edycie Stein, Kraków 2002, s. 100.

    2 J. Stallmach, Dzieło Edyty Stein w polu napięcia między wiedza i wiarą, w: Tajemnica osoby ludzkie. Antropologia Edyty Stein, Wrocław 1999, s. 123.

    3 E. Stein, Gody Baranka, w: Z własnej głębi, t. II, przekł. I. Adamska OCD, Kraków 1983, s. 159.

    4 Za: M. Jędraszewski, Edyta Stein. Filozofia i łaska, Poznań 2003, s. 69.

    5 Za: J. Machnacz, Człowiek religijny w pismach filozoficznych Jadwigi Conrad-Martius i Edyty Stein, Wrocław 1999, s. 244-245.

    6 Tamże, s. 244.

    7 E. Stein, O zagadnieniu wczucia, przekł. D. Gierulanka, J. F. Gierula, Kraków 1988, s. 166.

    8 J. Machnacz, Człowiek religijny..., s. 296.

    9 Za: tamże. s. 271.

    10 Pa­miętajmy, że przez ciało należy rozumieć nie tylko samo ciało oży­wione, ale „zrodzoną" istotową postać, a przez duszę nie jedynie istotową formę pewnej cielesnej istoty żyjącej, lecz całe praźródłowe życie, a przez ducha swobodne wychodzenie z siebie; w ten sposób już w duszy przejawia się trójjedność. Tworzy ona siebie z siebie, kształ­tuje się w określoną postać i wychodzi z siebie w swym życiu ducho­wym. Jej potrójny byt odzwierciedla w ten sposób wewnętrzne życie Bóstwa (E. Stein, Byt..., s. 462).

    11 E. Stein, Byt skończony a byt wieczny, tłum. J. I. Adamska OCD, Poznań 1995, s. 271.

    12 E. Stein, Twierdza duchowa, tłum. J. I. Adamska OCD, Poznań 1998, s. 69-74.

    13 Tamże, s. 80.

    14 Tamże, s. 75.

    15 Tamże, s. 76.

    16 Tamże, s. 78.

    17 Wyższe stworzenia, np. aniołowie nie posiadają duszy czyli ciemnej głębi prącej ku ukształtowaniu, posiadają swą postać od początku i nie muszą jej kształtować, a ich życie, to wolne, duchowe wychodzenie z siebie. Aniołowie również, w odróżnieniu od ludzi posiadają z natury moc przyjmowania obcej duchowości, może jednoczyć ją z własnym wnętrzem i swoje wnętrze otwierać dla drugich, co stanowi podstawę ich posłannictwa (E. Stein, Byt..., s. 465-466.)

    18 E. Stein, Byt..., s. 389.

    19 Tamże, s. 382.

    20 Tamże, s. 385.

    21 E. Stein, Twierdza duchowa..., s. 116.

    22 E. Stein, Byt..., s. 383.

    23 Tamże, s. 383.

    24 Tamże, s. 385.

    25 Tamże, s. 443.

    26 E. Stein, Kobieta. Jej zadanie..., s. 53.

    27 E. Stein, Byt..., s. 459.

    28 E. Stein, Twierdza duchowa..., s. 121.

    29 Tamże, s. 38.

    30 E. Stein, Byt..., s. 497.

    31 E. Stein, Wiedza Krzyża, tłum. J.I. Adamska OCD, Kraków 19942, s. 179.

    32 Tamże, s.175.

    33 E. Stein, Twierdza duchowa..., s. 43.

    34 E. Stein, Byt..., s. 391.

    35 Tamże, s. 374.

    36 Tamże, s. 448-449.

    37 Tamże, s. 454.

    38 Tamże, s. 450.

    39 E. Stein, Twierdza duchowa..., s. 116.

    40 E, Stein, Byt..., s. 444.

    41 E. Stein, Tajemnica Bożego Narodzenia, w: Uderz o kamień..., przekł. M. Burek, s. 124.

    42 E. Stein, św. Benedykta od Krzyża, Autoportret Edyty Stein w jej twórczości, przekł. I. J. Adamska OCD, Poznań 1999, s. 202.

    43 Tamże, s. 203.

    44 Teresa Renata od Ducha Świetego, Edyta Stein - filozof i karmelitanka., przekł. M. Kaczmarowski, Paryż 1973, s. 178. Edyta pisze: Myślałam, że jest to krzyż Chrystusa, który musimy wziąć na siebie w imię wszystkich, (za: J. Machnacz, Człowiek religijny ..., s. 110), a w liście nr 129: ... ci, którzy rozumieli, ci musieli go [krzyż] wziąć w imię wszystkich (za: J. Machnacz, Człowiek..., s. 111).

    45 Teresa Renata od Ducha Świętego, Edyta..., s. 205.

    46 E. Stein, Wiedza Krzyża, przekł. I. J. Adamska OCD, Kraków 1999, s. 31.

    47 E. Stein, Wiedza..., Kraków 1994, s. 45.

    48 J. Machnacz, Człowiek..., s. 104.

  • ks. Wojciech Zyzak - Rola wiary w życiu i pismach św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein)

    Przedmiotem naszych analiz jest wiara w życiu i pismach Edyty Stein. W sposób oczywisty oba elementy muszą zostać uwzględnione razem, gdyż Święta pisała przeważnie o sprawach, które ją osobiście, żywo zajmowały. Dlatego w odróżnieniu od dotychczasowych opracowań doświadczenia religijnego Edyty Stein należy tu uwzględnić wszystkie pisma Autorki i ukazać problem wiary w bogatej różnorodności punktów widzenia, od biograficznego, poprzez filozoficzny i pedagogiczny, na teologicznym, zwłaszcza dogmatycznym i mistycznym skończywszy. Ta różnorodność ujęć płynie z szerokich zainteresowań Edyty Stein, które z kolei były uwarunkowane czynnikami biograficznymi. Niosąc w sobie dziedzictwo judaizmu i przechodząc światopoglądowy kryzys ateizmu, Święta przyjęła wiarę katolicką jako dar Bożej łaski. Oczywiście dostrzegała rolę religijnej matki i świadectwo ludzi wierzących, z którymi zetknęła się osobiście, lub przez lekturę. Zdawała sobie też sprawę z własnej uczciwości w dążeniu nie tylko do wiedzy, ale przede wszystkim do prawdy. Wysiłek intelektualny i praca naukowa, zwłaszcza w formie metody fenomenologicznej, obdarzyły ją szczególną otwartością na twórczy dialog w poszukiwaniu istoty rzeczy. Równie dobrze jednak negatywne przykłady przedstawicieli judaizmu i chrześcijaństwa mogłyby ją oddalić od religii, a szacunek dla bliźniego, wyrobienie etyczne i estetyczne, patriotyzm i umiłowanie mądrości mogłyby na stałe stać się namiastkami prawdziwej religijności i zatrzymać ją na drodze do wiary. Tymczasem w życiu Edyty Stein nastąpił radykalny przewrót, którego nie mogła inaczej zinterpretować, jak przez działanie samego Boga. Wydarzenia życia, na które nie miała wpływu, doprowadziły ją do wiary katolickiej. Odtąd wiara stała się treścią jej życia i temat wiary towarzyszył całej jej pracy pisarskiej.


    Edyta Stein od momentu nawrócenia zharmonizowała swoje życie z wymaganiami wiary. Treścią jej życia stało się z jednej strony karmienie swej wiary przez medytację Pisma świętego, liturgię i sakramenty, przez lekturę filozofów i teologów katolickich, zwłaszcza Tomasza z Akwinu i kardynała Newmana, oraz przez coraz głębsze wchodzenie w duchowość benedyktyńską i karmelitańską, z drugiej zaś strony dzielenie się wiarą i bronienie jej w korespondencji, w pracach naukowych a nawet w płynącym z miłości bliźniego kierownictwie duchowym. Tak rozwijane życie wiary stało się dla Świętej drogą do upewnienia się, co do woli Boga, który chciał ją mieć w Karmelu, by tam służąc Mu modlitwą i pracą przygotowała się na doświadczenie ciemnej nocy wiary, będącej wstępem do najwyższego aktu wiary, w postaci ochoczego przyjęcia Krzyża i męczeństwa. Ostatnie lata Świętej wypełniła miłość do „Wielkiej tajemnicy wiary" i do głównego znaku wiary chrześcijańskiej. Eucharystia i Krzyż stanowiły jej szkołę dochodzenia do pełni wiary. Wiara ta szczególnie w Karmelu miała wymiar apostolski. Teresa Benedykta pragnęła dzielić się swoją wiarą z każdym człowiekiem. Jednym z wymiarów tego dążenia była jej działalność pisarska.
    Od pierwszej publikacji możemy śledzić religijną ewolucję Edyty Stein. Najpierw jest to skupiona na teorii poznania fenomenologiczna analiza doświadczania religijnego. Z czasem jednak rozprawy naukowe zaczynają wykazywać osobiste wątki Autorki, zawierając jej odejście od idealizmu, refleksję nad własnym nawróceniem w formie fenomenologicznego badania aktu wiary i coraz mocniejsze zainteresowanie filozofią religii, pomagającą zrozumieć przeżyte doświadczenie schronienia w Bogu. Pragnienie zrozumienia własnych przeżyć skierowało Edytę Stein ku pismom autobiograficznym kardynała Newmana i ku filozoficznym rozprawom Tomasza z Akwinu. Nieunikniona konfrontacja tomizmu z fenomenologią zaowocowała zwrotem ku zainteresowaniom metafizycznym, skupionym na problemie bytu. Nadając swej filozofii wymiar chrześcijański Święta pragnęła w swych publikacjach i w pracy dydaktycznej jak najlepiej służyć sprawie wiary. Jej stałe zainteresowanie nauką o człowieku znalazło swój wyraz w scalającej wyniki filozoficznych i teologicznych badań antropologii, będącej podstawą jej pedagogiki chrześcijańskiej. W swej teorii wychowania w wierze, w której skupiła się zwłaszcza na problematyce kobiet, Święta korzystała również z bogatych doświadczeń kardynała Newmana. Jak długo mogła, pragnęła swą działalnością prowadzić wszystkich do Boga. Zewnętrzne, polityczno - społeczne okoliczności dały jej w ostatnim okresie życia okazję do pogłębienia swej duchowości w Karmelu, czego wyrazem jest szereg mniejszych dzieł z dziedziny duchowości, a przede wszystkim dwie ostatnie książki dotyczące mistycznego doświadczenia Boga, mianowicie komentarz do pism Areopagity i Jana od Krzyża. W tym sensie twórczość pisarska Świętej wiernie oddaje przemianę jej życia wewnętrznego i jej rozwój wiary.


    Edyta Stein widziała wiarę w kontekście pewnego dynamizmu, który stale dąży do wypełnienia, począwszy od naturalnego poznania Boga, poprzez wiarę, aż do osobistego, doświadczalnego poznania Boga w przeżyciu mistycznym, zapowiadającym już oglądanie Go w chwale. W tym sensie kwestia naturalnego poznania Boga, należąca do tak zwanych praeambula fidei stanowiła pierwszy stopień w tym procesie. Ponieważ możliwość naturalnego poznania Boga opiera się na filozoficznej postawie realizmu, obserwujemy w pismach Edyty Stein wzrastającą krytykę idealizmu, której konkretnym wyrazem było odrzucenie późniejszych teorii Edmunda Husserla i coraz mocniejsze przylgnięcie do realizmu Tomasza z Akwinu. Transcendentalny idealizm Husserla, odchodzący od pierwotnego powrotu do rzeczy i ujmujący rzeczywistość jako noemat noezy nie mógł stanowić podstawy do wiary w istnienie świata, który swymi jakościami odsyła do Stwórcy. Edyta Stein w swym umiarkowanym realizmie doszła do kompromisu, wymagającego tak mało idealizmu, ile jest konieczne, by osadzić poznanie w podmiocie i tak wiele realizmu, jak tylko możliwe, by zapewnić poznaniu materialną szerokość i głębię treści.


    W tym ujęciu zamiast sprzecznego z wiarą relatywizowania istnienia Boga mamy poznanie Jego istnienia z realnie istniejącego świata. To stanowiło główny, aposterioryczny element tak zwanych dowodów na istnienie Boga. Wychodząc ze skutków działania Bożego w świecie, jak i z przemijalności własnej podmiotowości Edyta Stein na drodze analogia entis udowadniała, że choć stworzenie i Stwórcę dzieli maior dissimilitudo, to jednocześnie łączy je pewne similitudo. W swych rozważaniach Edyta Stein oparła się również na nauce Soboru Watykańskiego I dotyczącej poznawalności istnienia Boga naturalnym światłem rozumu. W tym kontekście rozwijała również dowód ontologiczny, starający się wykazać istnienie Boga a priori. Jednak jej zdaniem wszystkie tak zwane dowody na istnienie Boga mogą człowieka jedynie przygotować, lub potwierdzić w jego wolnym akcie wiary, porównanym do skoku nad przepaścią. Człowiek obdarzony łaską wiary z łatwością rozpozna ślady Boga w świecie, nawet jeśli wskazują na najwyższą tajemnicę chrześcijańskiej wiary, czyli Trójcę Świętą. Tak też Edyta Stein szukała obrazu Trójjedynego Boga w całym stworzeniu, w świecie nieożywionym, wegetatywnym i sensytywnym, ale przede wszystkim w człowieku, skupiającym jako jedyne stworzenie elementy materialne, organiczne, animalne i duchowe. Jednak takie spostrzeganie śladów Trójjedynego Boga w stworzeniu zakłada już wiarę w objawioną prawdę.


    W oparciu o XIV Quaestio De veritate Tomasza z Akwinu Edyta Stein rozwijała teorię wiary jako cnoty (fides qua creditur), dalej jako prawdy objawionej, w którą należy wierzyć (fides quae creditur) a wreszcie jako aktu (credere). W aspekcie subiektywnym analizowała najpierw podmiot wiary, czyli ludzką osobę, jej duchowe życie zakorzenione w centrum duszy (Gemüt), gdzie wzajemna współpraca z rozumem i wolą stanowi podstawę przeżywania wiary. Szczególne znaczenie ma tu funkcjonowanie rozumu w jego podziale na intellectus agens i intellectus possibilis, umożliwiające poznanie racjonalne i intuicyjne. Choć Święta podkreślała w akcie wiary znaczenie woli i rozumu oświeconego łaską, to jednak zaliczała wiarę do aktów, w których wszystkie władze duszy zostają zaangażowane. Wiara stanowiła dla niej spotkanie z Kimś, a nie tylko rozumowe przyjęcie jakiejś prawdy. W fenomenologicznej analizie różnych form zajęcia stanowiska odróżniła wiarę w sensie intelektualnym (belief) od prawdziwej wiary w sensie religijnym (fides). W jej rozumieniu fides stanowi własny, prosty akt, którego korelatem jest Bóg. Taka wiara, w której wola skłania rozum do wierzenia, cechuje się pewnością przylgnięcia do Boga a nie pewnością ewidentności stanu rzeczy. Wiara jako jedność poznania, miłości i czynu może się kierować jedynie ku Bogu, który jako niezmienny, inaczej niż człowiek, gwarantuje pewność jej podstawy. Edyta Stein przyjmowała wprawdzie teoretyczną możliwość skierowania fides na człowieka w sensie absolutnym, ale ostatecznie z racji różnego stopnia realizacji tej absolutności w praktyce, odmawiała mu koniecznej niezmienności, charakterystycznej tylko dla Boga. Święta przykładała szczególną wagę do prawdy, że wiara nie jest tylko teoretycznym aktem, ale wymaga konsekwencji w całym życiu.
    Edyta Stein uważała wiarę za pewien habitus, za cnotę wlaną. Zgodnie z katechizmem pisała, że wiara jest nadprzyrodzoną cnotą, dzięki której wspierani łaską uważamy za prawdziwe to, co Bóg objawił, a Kościół naucza, nie z powodu wewnętrznej, materialnej prawdy rozumu, ale ze względu na autorytet objawiającego Boga. W tym sensie wiara będąc ciemnym światłem, jest poznaniem, choć nie jest zrozumieniem. Tak rozumiana wiara obejmuje wiarę w Boga (credere Deum), wiarę w to, co Bóg objawił (credere Deo) i zawierzenie Bogu, czyli pełne wiary oddanie się Mu (credere in Deum). Święta godząc ze sobą oparte na Liście do Hebrajczyków (11, 1) rozważania świętego Tomasza i definicję Soboru Watykańskiego I stwierdziła, że wiara stanowi habitus ducha, wraz z którym zaczyna się w nas życie wieczne i który skłania rozum, by zgodził się z tym, co się nie ukazuje. Czyli wiara jest zarazem spowodowanym łaską stanem ducha (habitus), czyniącym możliwe akty wiary, jak i przyjęciem prawd objawionych ze względu na wieczną zapłatę lub autorytet objawiającego Boga. Wiara jest zarazem łaską, czyli darmo udzielonym uczestnictwem w odkupieniu, jak i wolnym i dlatego zasługującym na nagrodę aktem. Wiara wraz z uczynkami daje człowiekowi udział w odkupieniu. W oparciu o naukę Soboru Trydenckiego oraz wypowiedzi świętego Augustyna i Tomasza z Akwinu Edyta Stein starała się znaleźć odpowiednią formułę, wyrażającą zarówno charakter łaski, jak i wolności w akcie wiary. Stwierdziła, że gotowość do przyjęcia łaski osiąga się siłą wolności, bo łaska i wolność są konstytutywnymi elementami wiary. Wprawdzie istnieją znaki czyniące wiarę wiarygodną, jednak nie są one dla rozumu zniewalające i dlatego wiara stanowi czyn posłuszeństwa w wolności. Tak ukazanej wierze przeciwstawiła Edyta Stein niewiarę, która w formie zaślepienia, jako skutek odrzucenia łaski, stanowi jej zdaniem drogę do potępienia. Święta zapewne na podstawie własnych doświadczeń pisała także o ludziach jeszcze niewierzących, którym nie potrafiła przypisać osobistej winy. Była jednak świadoma, że niewiara zawsze przez kogoś jest zawiniona.


    Tak rozumiana wiara ma również swój obiektywny aspekt w formie objawionej prawdy (fides quae creditur), zabezpieczonej w Piśmie świętym, Tradycji i Urzędzie Nauczycielskim Kościoła. W pismach Edyty Stein możemy odnaleźć wszystkie podstawowe loci theologici, czyli właśnie Pismo święte, Tradycję i oficjalne nauczanie Kościoła, jak również naukę ojców Kościoła, liturgię i prawo kościelne oraz wypowiedzi dawnych i współczesnych jej teologów. Dla Świętej Kościół był stróżem, obrońcą i nauczycielem wiary. Zdawała sobie sprawę z obowiązku wiary we wszystko to, co stanowi zapisane i przekazane ustnie słowo Boże, przedstawione do wierzenia przez Kościół jako przez Boga objawione. W tym sensie broniła z jednej strony bezwzględnej wierności wierze katolickiej a z drugiej strony różnorodności tradycji, w której wiara się wyraża. Przyjmowała za swoje orzeczenia Kościoła, który zwalczał błędy odnośnie rozumienia wiary, szczególnie modernizm i racjonalizm. Nie akceptowała zarówno przesadnie podkreślającego słabość rozumu i wyłączającego go z aktu wiary fenomenalizmu, który prowadził do irracjonalizmu, jak również skrajnego racjonalizmu, który w postaci błędów Frohschammera i hermezjan przeceniał naturalny rozum i nie stawiał mu żadnych granic. W tym sensie Święta broniła udziału rozumu w akcie wiary, zachowując jednak nienaruszoną wiarę w konieczność objawienia misteriów, do których rozum sam z siebie nigdy by nie doszedł. Spośród źródeł wiary szczególnie dużo miejsca poświęciła Edyta Stein Pismu świętemu. Zastanawiając się nad jego natchnionym charakterem dokonała precyzyjnych odróżnień doświadczalnego poznania Boga, objawienia, inspiracji i świadomości tych doświadczeń u autorów biblijnych. W całej jej twórczości możemy odnaleźć wpływy nauki Pisma świętego, które rozważała w jedności całej nauki, do której kluczem jest osoba Jezusa Chrystusa. Na uwagę zasługuje nie tylko użycie nauczania Pisma świętego w tekstach teologicznych, zwłaszcza dotyczących wiary, ale przede wszystkim argumentowanie nauczaniem biblijnym w dziełach filozoficznych. Miało to związek ze specyficznym rozumieniem filozofii chrześcijańskiej, które z kolei płynęło z odpowiednio rozumianej relacji rozumu do wiary.


    Jak widzieliśmy Edyta Stein odróżniała prawdy, które można poznać naturalnym rozumem od tych, które zawdzięczamy objawieniu. Jednak jej zdaniem między nimi nie może być sprzeczności, bo ten sam Bóg daje człowiekowi wiarę i światło rozumu. Rozum ma za zadanie udowadniać prawdę wiary i bronić jej, wiara zaś uwalnia rozum od błędu, umacnia go i doskonali. Na tej podstawie Edyta Stein starała się wypracować filozofię chrześcijańską, która byłaby nie tylko formalnie, ale także materialnie zależna od wiary. Dla niej wiara była ostatecznym kryterium prawdy i miarą wszelkich rezultatów badań filozoficznych. Tak więc wiara nie tylko oczyszcza i umacnia rozum, nie tylko koryguje jego wyniki, ale daje mu także nowe pojęcia i przez to stanowi źródło dla filozofii. Tylko w ten sposób zdaniem Świętej można dojść do stworzenia perfectum opus rationis. W tym celu Edyta Stein sięgała po klasyczne formuły świętego Anzelma: fides quaerens intellectum i credo ut intelligam. Dlatego filozofia w jej rozumieniu winna przygotować drogę wierze i służyć teologii przez swój aparat pojęciowo - metodyczny. W ten sposób filozofia znajduje dopełnienie w teologii i przez teologię, ale nie jako teologia. Wiara w wymiarze negatywnym koryguje błędy filozofii a w wymiarze pozytywnym dostarcza jej nowych zadań i tematów. Dlatego ujęcie roli wiary w filozofii Edyty Stein można określić jako intellectus quaerens fidem. Tu widziała Święta konieczność odejścia w pracy filozoficznej od wyłącznego zajmowania się teorią poznania i przejścia ku metafizyce, gdyż podstawą prawdziwej metafizyki i budowanego na niej światopoglądu jest wiara. Rolę wiary w pracy naukowej podkreśliła Edyta Stein w ramach rozwoju jej kolejnej pasji, jaką była pedagogika chrześcijańska. Podstawę jej widziała Święta w filozoficznej i teologicznej antropologii. W tej pracy można dostrzec wpływy wielkiego konwertyty Newmana, którego idee wychowania Autorka poznała dzięki podjętym przez nią tłumaczeniom.


    Wyżej przedstawiona relacja rozumu do wiary znalazła swą konkretyzację w konfrontacji systemu filozoficznego Edmunda Husserla i Tomasza z Akwinu. Celem Edyty Stein było dokonanie syntezy obu systemów w postawie wiary. Pomimo różnic w podejściu do wiary, które Święta ukazała krótko w określeniu filozofii Akwinity jako teocentrycznej a fenomenologii Husserla jako egocentrycznej, element jednoczący dostrzegła w metodzie, która zarówno w wypadku abstrakcji jak i intuicji pragnęła dotrzeć do jak najbardziej solidnego obrazu świata. Tak ujęta filozofia mogła służyć jako podstawa do budowy światopoglądu. Zdaniem Edyty Stein katolik na podstawie wiary buduje swój obraz świata i sposób ujmowania rzeczywistości. Chodziło jej jednak również o zbadanie, jaki wpływ na światopogląd epoki mieli znaczący przedstawiciele fenomenologii. Tak więc jej zdaniem w transcendentalnym idealizmie Husserla nie ma miejsca na Boga w rozumieniu chrześcijańskim. Doceniała jednak jego prostą, rzeczową i pokorną metodę pracy, dążącą do ujęcia istoty rzeczy. Metoda ta doprowadziła wielu, w tym również samą Świętą, do Kościoła katolickiego. U Maxa Schelera, przy całej krytyce niespójności jego filozofii, Edyta Stein doceniła jego oparty na przemyśleniach świętego Augustyna i pokrewny z tomizmem obraz świata, który pozwolił mu rozwinąć cenne myśli na polu filozofii religii, zwłaszcza w sferze wartości. Martinowi Heideggerowi zarzuciła Święta ubóstwienie człowieka i konsekwentne zaprzeczenie chrześcijańskiemu Bogu. W tym sensie dla dobra wiary przestrzegała ludzi, którzy nie przyswoili sobie gruntownie nauki Kościoła, przed sięganiem po światopoglądowe wyniki badań omówionych tu współczesnych jej filozofów. Tylko solidne przyswojenie sobie nauki wiary katolickiej daje jej zdaniem bezpieczeństwo wobec tych teorii.


    Edyta Stein zajmowała się nie tylko pedagogiką jako nauką, ale również w sposób praktyczny pisała o wychowaniu w wierze. W Bogu widziała najlepszego wychowawcę, który najlepiej zna człowieka i określa jego cel rozwoju. Niemniej jednak doceniała rolę ludzkich wychowawców, którzy jako causae secundae współpracują z Bogiem i pomagają człowiekowi w procesie samowychowania. Jej zdaniem Kościół dzięki powierzonemu mu przez Chrystusa urzędowi nauczania jest w pierwszej linii powołany i przygotowany do wychowania w wierze. Czyni to przez całokształt działalności duszpasterskiej i przez szkoły katolickie. Czasowo pierwszym podmiotem religijnego wychowania są jej zdaniem rodzice, którzy ponosząc odpowiedzialność za wiarę potomstwa, winni wspierać się w tym dziele nawzajem. Święta podkreślała szczególne predyspozycje do wychowywania w wierze kobiety, zwłaszcza matki. Jej zdaniem prawa Kościoła i rodziny winno wspierać państwo, tworząc instytucje umożliwiające zatknięcie się obywateli ze sferą religijną. Jednak w praktyce często dochodzi do konfliktów na linii państwo Kościół, czego najlepszym przykładem był Kulturkampf. Dla Świętej było jasne, że posłuszeństwo wierze i Kościołowi ma pierwszeństwo przed posłuszeństwem wobec władz państwowych. Dlatego stanowczo potępiała wszelkie próby państwa, by ograniczać Kościół w jego mandacie strzeżenia i przekazywania wiary. Zarówno państwo, jak i Kościół przyjmując odpowiedzialność za wychowanie młodego pokolenia dążą do organizowania szkół. Szkoły te mają wspierać rodziców a często nadrabiać ich zaniedbania na polu wychowania religijnego dzieci. Edyta Stein była zwolenniczką szkół konfesyjnych, które gwarantują jednolitość światopoglądu opartego na wierze. Określała nauczycieli jako elitarną jednostkę Kościoła świętego i wymagała od nich mocnej wiary, solidnej moralności, kompetencji, odpowiedniego przygotowania dogmatycznego oraz konsekwentnego życia wiarą, które przez to staje się wiarygodnym przykładem. Tacy nauczyciele mogą się podjąć wspierania rozwoju wiary w wychowankach. Święta pragnęła prowadzić do rozwoju całego człowieka, podkreślając jednak, że wychowanie religijne jest najważniejsze. Cel wychowania w wierze formułowała w różny sposób, jako chrystoformizację, czyli rozwój Chrystusa w człowieku, kształcenie obrazu Bożego, świętość i ostatecznie oglądanie Boga w wieczności. Świętej chodziło o to, by człowiek jako osoba, jako mężczyzna lub kobieta i jako indywidualna jednostka stał się tym, czym ma być zgodnie z Bożym planem. W tym celu człowiek winien sięgać po środki rozwijające jego wiarę, czyli po łaskę Bożą zawartą w sakramentach, po modlitwę liturgiczną i prywatną, po lekturę Pisma świętego i naukę religii, mającą na celu rozbudzenie żywej wiary. W tym procesie Święta podkreślała też znaczenie wszystkich innych szkolnych wysiłków, mających na celu kształcenie umysłu. One wszystkie mają jej zdaniem znaczenie dla życia wiary.


    Cała nauka Edyty Stein dotycząca wiary zmierza do ukazania roli tej cnoty wlanej w procesie zjednoczenia człowieka z Bogiem. Ostatni okres życia Świętej charakteryzuje wzmożone zainteresowanie mistyką, wyrażające się w studiowaniu pism Pseudodionizego Areopagity i Jana od Krzyża. Tu odkryła Teresa Benedykta rolę wiary jako środka do zjednoczenia z Bogiem. Wiara, która obok nadziei i miłości oczyszczających wolę i pamięć ma jednoczyć z Bogiem jako prawdą, oczyszczać rozum i dać siłę do stanowczego przylgnięcia do prawd objawionych niezależnie od braku zrozumienia, jest nazwana jedynym odpowiednim środkiem do zjednoczenia z Bogiem. Przyjęcie treści wiary jest już pierwszym krokiem w ciemną, czynną noc ducha. Na tej drodze dochodzi człowiek do progu życia mistycznego, czyli do stanu określanego w czasach Edyty Stein w nieco mylący sposób, jako kontemplacja nabyta. W oryginalnej interpretacji Święta zidentyfikowała ten stan z pełnym wiary oddaniem się Bogu jako credere in Deum. Na tej drodze zadaniem wiary jest uwalnianie człowieka od wszelkich naturalnych wyobrażeń dotyczących Boga, nawet, gdy pojawiają się w formie nadprzyrodzonych wizji będących Jego darem. Ponieważ Bóg w Chrystusie objawił całą prawdę, zadaniem człowieka jest wierzenie w to, co zostało objawione i przekazane Kościołowi. Dlatego należy wyrzec się wszelkich nadzwyczajnych darów jako dona gratis data, zarówno w sferze zmysłów zewnętrznych i wewnętrznych, jak i w sferze intelektualnej. Zalecając, zgodnie z nauką Jana od Krzyża uwalnianie się od tych nadprzyrodzonych zjawisk, Edyta Stein widziała potrzebę odmiennego postępowania względem doświadczeń, które stanowią element zjednoczenia. Stąd płynie na przykład różnica w traktowaniu słów sukcesywnych i formalnych w stosunku do słów substancjalnych czy uczuć duchowych. Święta ganiąc nadmierne przywiązanie do miejsc i przedmiotów kultu wskazywała na wiodącą rolę wiary w procesie zjednoczenia z Bogiem. Jej zdaniem, nie tylko rozum przez wiarę, ale i pamięć oraz wola muszą zostać oczyszczone przez cnoty wlane nadziei i miłości. Jednak cały wysiłek człowieka nie zdałby się na nic, gdyby Bóg nie oczyścił duszy w biernej nocy. Edyta Stein w oryginalnej analizie nocy kosmicznej i mistycznej, opierając się na tekstach Jana od Krzyża ukazała bolesne oczyszczenie w nocy zmysłów i ducha. Tu sam Bóg dokonuje przeobrażenia naturalnego poznania rozumu dzięki wierze, która będąc pewnym, ale ciemnym habitus ducha, przedkłada mu do wierzenia prawdy przekraczające jego naturalne światło. Im bardziej dusza postępuje w wierze, tym bardziej jednoczy się z Bogiem. Ten proces przechodzenia przez ciemną, mistyczną kontemplację jest bolesny. Święta porównywała go z ukrzyżowaniem i z cierpieniem czyśćca, gdyż tu Bóg sprawdza moc wiary duszy, czy wytrwa ona w niej pomimo braku zmysłowych i duchowych pociech.


    Wiara w ujęciu Edyty Stein znajduje swe wypełnienie w osobistym doświadczeniu Boga. W tym sensie już naturalne doświadczenie Boga znajduje swe wypełnienie w wierze, która z kolei dąży do osobistego spotkania z Nim. Tu dostrzegła Święta różnicę między kontemplacją a wiarą. Odczucie obecności Boga w kontemplacji stanowiło dla niej rdzeń doświadczenia mistycznego. Koresponduje to z podziałam Jana od Krzyża na zamieszkiwanie Boga przez swą istotę, przez łaskę i przez odczucie duchowe, identyfikowane w pismach Świętej z doświadczeniem mistycznym. W jej ujęciu łasce odpowiada wiara a odczuciu kontemplacja. Oczywiście cały ten proces jest dziełem łaski, bo zjednoczenie z Bogiem może się dokonać tylko w łasce uświęcającej. Jednak zdaniem Edyty Stein wiara jest drogą do zjednoczenia, a ciemne miłujące poznanie charakteryzuje kontemplację. Noc wiary ma być przewodniczką w rozkoszach czystej kontemplacji i zjednoczenia. Kontemplacja jako niewyraźne, ciemne i ogólne poznanie Boga różni się od wyraźnie poznawalnych i wyodrębnionych pojęć nadprzyrodzonych. Pojęcie ciemne i ogólne jest tylko jedno i jest nim kontemplacja, którą otrzymuje się przez wiarę. W tym sensie to bycie ogarniętym przez odczuwalnie obecnego Boga, lub bolesna rana miłości i pełne tęsknoty pożądanie Go, gdy się ukrywa, stanowi przełamanie, lub raczej dopełnienie życia wiary. Dlatego kontemplacja wlana różni się od kontemplacji nabytej, która oparta jest na jasnej nauce wiary. Poza tym wiara dotyczy w pierwszym rzędzie rozumu a kontemplacja serca i wraz z nim wszystkich władz duszy.


    Tu można najpełniej zrozumieć, że wiara musi zostać dopełniona pozostałymi cnotami wlanymi, zwłaszcza miłością. Wiara dążąca do osiągnięcia w kontemplacji własnej pełni musi być otwarta na te cnoty, by stanowić wejście w egzystencjalne zjednoczenie z Bogiem. Wiara musi zostać ożywiona miłością, gdyż tylko miłość jednoczy duszę z Bogiem. Tu dochodzi do najwyższej współpracy rozumu z wolą. W kontemplacji bowiem miłość oświeca rozum i rozpala wolę. Kontemplacja jest miłującym poznaniem Boga. Gdy to tajemne poznanie kontemplacji wpływa do rozumu, dusza staje się pełna światła. Kontemplacja odczuta jako miłość w woli i jako światło w rozumie jest mistyczną mądrością, która przez miłość zostaje wlana do duszy. Po ciemnej nocy jaśnieje żywy płomień miłości, który oświeca rozum i rozpala wolę. W tym sensie, zgodnie z nauką Edyty Stein, kontemplacja stanowi dopełnienie wiary przez miłość. Tu następuje widzenie Boga, rozkoszne przebóstwienie władz duszy, która staje się Bogiem przez uczestnictwo. To, co dokona się w świetle chwały w sposób doskonały, spełnia się już w tym życiu przez doskonale oświeconą wiarę. W zjednoczeniu z Trójcą Świętą Boża mądrość udziela rozumowi doskonałości a woli miłości. Jednak doskonałe oglądanie Boga i miłowanie Go możliwe jest dopiero w chwale wiecznej. Stąd nawet w szczęśliwości oblubieńczego zjednoczenia dusza nie jest wolna od cierpienia.


    Edyta Stein prowadząc przez wszystkie stopnie rozwoju wiary ukazywała jednocześnie przykłady świętych, którzy stanowią szczególny wzór dla wierzących. Obok męczenników, którzy oddali życie za wiarę znajdujemy w jej pismach życiorysy osób, które zaszły bardzo daleko na drodze życia mistycznego. Autorka ze szczególnym upodobaniem analizowała losy świętych kobiet, które na wzór Maryi zawierzyły swe życie Bogu. Nie wszystkie były mistyczkami, ale wszystkie w myśl zasady, że świętości nie mierzy się kontemplacją, ale cnotą, stanowiły doskonały wzór prawdziwego życia wiarą. Także życie z wiary świętej Teresy Benedykty od Krzyża wpisuje się w każdy z wymienionych tu wymiarów. Pomimo ożywionych dyskusji na temat jej śmierci możemy zgodnie z prawdą uznać ją za chrześcijańską męczennicę. Na podstawie całego jej życia można wnioskować, że przyjęła śmierć w postawie wiary. W tym sensie jej męczeńska śmierć stanowi istotny element uwierzytelnienia jej i naszej wiary. Przeżyta Ewangelia w wykonaniu Edyty Stein zawiera zgodę na świadectwo o sile Boga w ludzkiej słabości i wytrwanie pod Krzyżem jak Maryja. Wszystko to w północnej ciemności wiary i w miłości, która nie tylko mówi o całkowitym oddaniu się jako odpowiedzi na Boże powołanie, lecz stara się również tak żyć.


    Edyta Stein twórczo połączyła drogi filozoficznego myślenia i mistycznego pragnienia zjednoczenia z Bogiem. Zarówno jej głęboka analiza Trójcy Świętej jak i heroiczna miłość bliźniego mogą świadczyć o jej głębokim zjednoczeniu z Bogiem. To, że napisała Wiedzę Krzyża w dziesięć miesięcy świadczy, że długo przedtem zajmowała się zjednoczeniem z Bogiem w procesie refleksji i doświadczenia. Nawet pewne wewnętrzne przeżycia Świętej próbuje się interpretować jako mistyczne wizje. Edyta Stein wiedziała, że nie wszyscy chrześcijanie stają się mistykami, choć mają potencję do tego. Dlatego Święta mogłaby się zgodzić z Karlem Rahnerem, gdy pisał, że chrześcijanin w przyszłości albo będzie mistykiem, albo nie będzie chrześcijaninem. Teresa Benedykta uważała wprawdzie za możliwe rozumienie pism mistyków, bez bycia mistykiem, ale powoływała się jednocześnie na opinię R. Garrigou - Lagrange, który nieco inaczej niż Teresa Wielka i Jan od Krzyża twierdził, że życie mistyczne jest tylko rozwinięciem trzech cnót Boskich i wszyscy chrześcijanie są do niego powołani. Chodziło mu o to, co istotne, czyli o zjednoczenie z Bogiem, do którego prowadzi wiara, a nie o nadzwyczajne zjawiska. Fakt, że nie wielu do tego stanu dochodzi może być wyjaśniony przez stawiane przeszkody ze strony człowieka. Edyta Stein przyjmowała w tej sprawie pośrednie stanowisko, doceniając w doświadczeniu mistycznym zarówno wolność Boga, jak i człowieka. Podkreślała też konieczność uczynienia wszystkiego, co w ludzkiej mocy, by usunąć przeszkody stojące na drodze Bożego działania. Jednak jej zdaniem nawet święci Teresa i Jan podkreślali na pociechę dla tych, którzy nie otrzymali łask mistycznych, że decydujące jest zjednoczenie z Bogiem przez wolę.


    Dla Edyty Stein celem badań pozostawało stale szukanie osobistego spotkania z przedmiotem wiary, czyli z Bogiem. Właśnie w charakterze spotkania leży możliwość, że egzystencjalna tęsknota za bliskością osobowej prawdy, czyli Jezusa Chrystusa, w którą się wierzy w chrześcijańskiej dogmatyce, może osiągnąć swój cel w mistycznym zjednoczeniu miłości. To jest miejsce mistyki, na którym dążenie do poznania milczy i zmienia się w milczące pragnienie miłosnego zjednoczenia. Oczywiście we wszystkich tych przeżyciach Bóg pozostaje ukrytym Bogiem. Czyli można tu mówić tylko o pośrednim poznaniu, które jednak jest nadprzyrodzonym doświadczeniem i stąd różne od wiary. Takiego mistycznego poznania doświadczają nieliczni. Ta rzadkość i fakt, że nie każdy ma przeżycia religijne wskazują na aspekt wolności człowieka i Boga. Do ludzkiej wolności apelowała Święta pisząc, że sensem ludzkiego bytu jest zaślubienie w nim nieba i ziemi, Boga i stworzenia. W tym celu człowiek otrzymał dar wiary, by w wierze ufać, kochać, więcej wiedzieć, działać, wyznawać i przyjmować. Ojciec święty kanonizując Edytę Stein postawił ją na świeczniku, z którego winna oświetlać nasze życie, byśmy podobnie jak ona dali się prowadzić za rękę Panu i stale szukali prawdy, by znaleźć Boga.



    Oświęcim, Centrum Dialogu i Modlitwy, 9 sierpnia 2010r.
  • Jacek Dziedzina - Nasza krewna od Jezusa

    Jacek Dziedzina


    – Ciociu Edyto, dlaczego to robisz? – pytała siostrzenica przyszłej świętej, Żydówki, gdy ta przyjęła chrzest. Kilkadziesiąt lat później jest na kanonizacji Edyty Stein w Rzymie. Wciąż stara się zrozumieć.

    Siostrzenica świętej przez lata próbowała zmierzyć się z życiorysem swojej ciotki. Podobnie jak większość rodziny Steinów i krewnych nigdy nie potrafiła zrozumieć wyboru życiowego, jakiego dokonała 30-letnia siostra jej matki: najpierw chrzest w Kościele katolickim i wstąpienie do Karmelu. W niezwykłej książce „Ciocia Edyta. Żydowskie dziedzictwo katolickiej świętej” Batzdorff kreśli portret świętej z perspektywy jej żydowskiej rodziny. Dla części krewnych Edyta jest pomostem w dialogu z katolikami. A beatyfikacja w Kolonii i kanonizacja w Rzymie były okazją do wielkich spotkań rodzinnych.

    Urodzona w święto Jom Kippur, Dzień Pojednania, Edyta stała się de facto patronką odnowienia relacji rodzinnych pokoleń Steinów oraz dialogu chrześcijaństwa z judaizmem. Żydowscy krewni nie zgadzają się jednak na wyciąganie zbyt daleko idących wniosków z faktu ogłoszenia świętą jednej z nich: to nie jest droga dla wszystkich Żydów, mówią. I pytają: dlaczego Edyta została uznana za męczennicę Kościoła, choć zginęła w komorze gazowej w Auschwitz jako Żydówka, dzieląc los swoich braci i sióstr. Mają prawo stawiać takie pytania. 1 stycznia minie 90 lat od momentu chrztu Edyty Stein, jednej z najbardziej fascynujących postaci Kościoła XX w., patronki Europy.

    zobacz pełny artykuł w "Gosciu Niedzielnym..."

  • Manfred Deselaers - Edyta Stein widziana z Oświęcimia

    EDYTA STEIN WIDZIANA Z OŚWIĘCIMIA1

    “Przez Krzyż rozumiałam cierpienia Ludu Bożego,
    które się wówczas zaczęły.”

    Edyta Stein, siostra Teresa Benedykta od Krzyża, 1938

    Tytuł mojego wykładu brzmi: Edyta Stein, widziana z Oświęcimia. Najpierw chciałbym opowiedzieć, co to znaczy: widziana z Oświęcimia. Co nam to miejsce przekazuje? Następnie chciałbym zapytać, co może nam, w tym kontekście, powiedzieć Edyta Stein.

    I. WIDZIANA Z OŚWIĘCIMIA

    Oświęcim-Auschwitz – to nie tylko symbol, to jest także konkretna miejscowość, która opowiada historię. Dzieje przeszłości i dzieje teraźniejszości. Oświęcim-Auschwitz – to dzisiaj miasto liczące ponad 50.000 mieszkańców. To także ma swoje znaczenie, ale chcę się tutaj ograniczyć do zagadnień związanych z miejscem pamięci - Auschwitz-Birkenau.

    W czasach wojny do kompleksu obozowego Auschwitz należało ok. 40 km2 „obszaru interesów” i około 40 podobozów. Pierwszym był tzw. obóz macierzysty, drugim i największym obóz w Brzezince, gdzie zaczęło działać od 1943 roku zaplecze do masowej zagłady ludzi. Zagłada Żydów w ramach tzw. Endlösung (ostateczne rozwiązanie) rozpoczęła się w 1942 roku. Najpierw zagazowano ludzi w prowizorycznie zaadaptowanych do tego celu budynkach gospodarskich pozostałych po wysiedleniu miejscowych właścicieli. W jednym z nich, tzw. białym domku, została prawdopodobnie zagazowana w sierpniu 1942 Edyta Stein. Na początku lat 80-tych grupa polskich harcerzy postawiła na łące za ruinami „białego domku” krzyże i gwiazdy Dawida, aby podkreślić, że to leżące na uboczu miejsce, ma szczególne znaczenie, że jest czymś w rodzaju cmentarza. Odsłonięto także pamiątkową tablicę w miejscu, gdzie prawdopodobnie poniosła śmierć Edyta Stein.

    To miejsce do nas przemawia. Najpierw chciałbym tutaj wspomnieć o czymś, co stale pojawia się w prasie: o aktualnych napięciach związanych z traktowaniem Auschwitz.

    Obecne napięcia

    Elie Wiesel powiedział 7 lipca 1997 na uroczystości z okazji 50. rocznicy pogromu w Kielcach: „Panie Premierze (Cimoszewicz), był Pan łaskaw mi obiecać, że osobiście zajmie się Pan kilkunastoma krzyżami wzniesionymi w Birkenau, miejscu największego niewidzialnego żydowskiego cmentarza w historii, miejscu, gdzie nie powinno być symboli religijnych. Birkenau samo jest dość wymownym symbolem. Kominy, ruiny krematoriów. Nie powinno tam być nic więcej. Z całym należnym szacunkiem dla wszystkich religii i dla wszystkich wierzących, obecność krzyży na świętej ziemi pokrywającej niezliczone żydowskie ofiary w Birkenau była i pozostaje obelgą. Te żydowskie ofiary, przede wszystkim z Węgier, które zostały tam zagazowane i spalone, były najpobożniejszymi wśród pobożnych. Była wśród nich moja rodzina: dziadek, babcia, wujkowie, ciotki, kuzyni. Moja mała siostra. Nie ma żadnego uzasadnienia dla stawiania krzyży nad ich szczątkami. Ktokolwiek to uczynił, mógł być kierowany dobrymi intencjami, ale rezultat jest katastroficzny, jest bluźnierstwem.”2

    Słowa te wywołały w Polsce szok. Już następnego dnia biskup Gądecki, sekretarz Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem, wydał oświadczenie, którego główne przesłanie było następujące:” Na terenie obozu Auschwitz-Birkenau, poza ogromną większością Żydów, ginęli również chrześcijanie wielu narodów i miejsce to jest również cmentarzem chrześcijan, dla których znak krzyża stanowi zapowiedź zmartwychwstania. (...) Do przyszłości zatem nie należy eliminować jakichkolwiek znaków i symboli religijnych, ale edukowanie nowych pokoleń do poszanowania znaków i symboli swoich i innych wyznań, do zgodnego współistnienia obok siebie tego, co dla poszczególnego człowieka stanowi największą wartość.”3

    W grudniu 1997 r. usunięto krzyże, gwiazdy i tablicę pamiątkową – według opinii publicznej dosyć niespodziewanie i w sposób nieprzygotowany, jednak po uprzednich uzgodnieniach pomiędzy muzeum, ministerstwem i miejscowym biskupem. Po tym wydarzeniu gwałtownie wzrosło zaangażowanie tzw. „obrońców krzyża”, którzy stawiali dziesiątki nowych krzyży wokół tzw. krzyża papieskiego, który stoi na Żwirowisku obok byłego obozu w Oświęcimiu. Episkopat Polski w tej sprawie zajął następujące stanowisko: „Klęcząc przed ikoną Jasnogórskiej Pani, obejmujemy spojrzeniem krzyż stojący od kilkunastu lat na Żwirowisku i wyrażamy przekonanie, że pozostanie na swoim miejscu.... Znak krzyża był dla wielu ginących znakiem nadziei i poszukiwania sensu cierpienia....Krzyż, stojący w miejscu egzekucji 152 Polaków, zasługuje na szacunek tak samo jak symbole religijne tych wszystkich, którzy ginęli w obozie.... Równocześnie kategorycznie podkreślamy, że nikomu nie wolno nadużywać świętego znaku krzyża i obracać go przeciw Kościołowi w Polsce przez wywoływanie niepokojów i konfliktów. Oświadczamy, że akcja stawiania krzyży na Żwirowisku została podjęta bez zgody właściwego biskupa diecezjalnego, a nawet wbrew jego woli.... Samowolne stawianie krzyży na Żwirowisku nosi znamiona prowokacji i jest niezgodne z powagą należną temu szczególnemu miejscu.... Krzyż, który dla nas, chrześcijan, jest najwyższym znakiem miłości i ofiary, nigdy nie może służyć jako narzędzie walki przeciw komukolwiek.... Ufamy, że nowo postawione krzyże znajdą godnie miejsce w naszych parafiach i świątyniach.... Wiemy, że Kościół jest związany z narodem żydowskim szczególnymi znakami duchowego dziedzictwa.4 U chrześcijan i Żydów występuje jednak różna koncepcja sensu cierpienia. Z tym samym obozem zagłady wiążemy różne treści. Dla jednych jest on ‘golgotą naszych czasów’, dla innych jest on symbolem całkowitej zagłady, wyrażanej słowem ‘Szoah’. Wymaga to wzajemnego poszanowania naszej odrębności, a jednocześnie zobowiązuje do poszukiwania takich rozwiązań, które nie ranią i są do przyjęcia dla obydwu stron....Jesteśmy otwarci na dialog nad dalszym kształtem tego cmentarzyska naszych czasów, którym jest obóz Auschwitz-Birkenau.”5

    Chciałbym w tym miejscu poruszyć kwestię obaw żydowskich. Auschwitz, Shoah, oznacza dla wielu Żydów nie tylko katastrofę ostatnich dziesięcioleci, nie tylko owoc szalonego, rasistowskiego systemu ideologicznego, lecz także pewnego rodzaju kulminację nastrojów antyżydowskich w chrześcijańskiej Europie: chrześcijańska Europa chciała być chrześcijańska. Żydzi byli tymi, którzy powiedzieli „nie” Chrystusowi. W głębi swego serca chrześcijańska Europa chciała pozbyć się Żydów, przynajmniej w sensie religijnym, poprzez chrzest. Rasizm narodowych socjalistów był wprawdzie również anty-chrześcijański, ale z powodu głęboko tkwiącego anty-judaizmu mogło się udać Hitlerowi to, co mu się udało, a mianowicie zniszczenie europejskiego Żydostwa. Dlatego też ten cmentarz Żydów w Europie jest plamą na honorze chrześcijaństwa. E. Wiesel powiedział:„Roztropny chrześcijanin wie, że w Oświęcimiu nie zginął naród żydowski, lecz chrześcijaństwo”6 Rola chrześcijaństwa w odniesieniu do Oświęcimia – z tej perspektywy – powinna polegać na milczeniu, rachunku sumienia, nawróceniu się: nauczeniu się szacunku dla Żydów jako Żydów, a nie tylko dla Żydów, którzy stali się chrześcijanami (jak np. Edyta Stein). Skoro dla chrześcijaństwa ofiary Oświęcimia są reprezentowane przez Maksymiliana Kolbego i Edytę Stein, czyż nie interpretuje się w ten sposób tego miejsca upadku chrześcijaństwa jako miejsca zwycięstwa chrześcijaństwa? Czyż nie fałszuje się w ten sposób pamięci o Auschwitz? Czy z tej pamięci nie znikają znowu z Europy Żydzi jako Żydzi, jako nie-chrześcijanie? Czyż nie jest to przedłużanie Holocaustu innymi środkami?

    Nie ma tu miejsca, aby odpowiedzieć na te obawy. Ważne jest jednak, aby sobie uświadomić odmienność perspektywy. W odniesieniu do Auschwitz-Birkenau chodzi więc o to, aby traktować poważnie Żydów jako Żydów, również tak, jak oni sami siebie widzą.

    Z Brzezinki krzyże, gwiazdy i pamiątkowa tablica zostały zabrane, pozostały cztery kamienie, podobnie jak w wielu miejscach, gdzie leży tak dużo prochów. Napisane są na nich po polsku, angielsku, hebrajsku i w jidysz następujące słowa: „Pamięci mężczyzn, kobiet i dzieci, ofiar nazistowskiego ludobójstwa. Tutaj spoczywają ich prochy. Niechaj ich dusze spoczywają w pokoju.” Nowe krzyże w Oświęcimiu zostały przeniesione, pozostał przy obozie jedynie tzw. „krzyż papieski”. Problem symboli religijnych w Oświęcimiu jednak dalej rodzi napięcia i czeka na rozwiązanie.

    Groza historii.

    O czym opowiada ruina „białego domku”? Co się tam wydarzyło?

    Przeżyli tylko nieliczni, z pracującego w Birkenau tzw. Sonderkommando. Gideon Greif, współpracownik izraelskiego Instytutu Yad Vashem, próbował spotkać się z nimi wszystkimi, opublikował też książkę zawierającą wywiady z nimi. Opowiada w niej o Eliezerze Eisenschmidtcie, żyjącym dzisiaj a pobliżu Tel Avivu, który w zasadzie nie chciał rozmawiać na ten temat, a w końcu zgodził się na wywiad jedynie dla tego, by pomóc w przypomnieniu o tych wydarzeniach. Od grudnia 1942 do czasu uruchomienia krematorium w maju 1943 pracował w domach chłopskich przerobionych w prowizoryczne komory gazowe, gdzie w sierpniu 1942 została prawdopodobnie zagazowana Edyta Stein. Nowe Sonderkommando utworzono po tym, jak jego poprzednicy zostali wymordowani. W następujący sposób opisuje on swój pierwszy dzień w Sonderkommando (11.12.1942):

    „Podzielono nas na dwie grupy: Sonderkommando 1 i Sonderkommando 2. W każdej z grup było około 150 osób. Przy wychodzeniu, przy bramie zostaliśmy otoczeni przez esesmanów z psami, którzy zaprowadzili nas do lasu. Tam podzielono nas raz jeszcze: jedną grupę zatrudniono w pomieszczeniu z rzeczami, aby sortowała ubrania zamordowanych. Druga grupa miała zająć się spalaniem zwłok. Niemcy pytali: „Czy są wśród was fryzjerzy?” Kilku wystąpiło z szeregu i otrzymali nożyce. Potem pytali: „Kto z was jest dentystą?” Znowu kilku wystąpiło i otrzymali obcęgi dentystyczne. Resztę podzielono na sześcioosobowe grupy. Na przykład: sześciu ludzi musiało pchać taczki ze zwłokami, innych sześciu było tzw. „holowaczami”, którzy musieli przenieść zwłoki na taczki. Niemcy podzielili nas na takie grupy, zanim otwarto komory gazowe, nie wiedzieliśmy więc, o jaka „pracę” chodzi. Nie wiedziałem naturalnie, co będę ładować na taczki. Miałem już doświadczenie w pracy z taczkami – jeszcze z czasów, gdy w getcie pracowałem w tartaku. Lecz tam przewoziliśmy na taczkach deski, aby załadować je na prom.

    Zaprowadzono nas na podwórze, otwarto drzwi budynku, które służyło za komorę gazową – i zrobiło nam się ciemno przed oczami. Byliśmy całkowicie zaszokowani. Czegoś takiego nie spodziewaliśmy się nawet w naszych najstraszniejszych snach. Do dziś mam przed oczami widok tych otwartych drzwi. Stały tam nagie, pochylone zwłoki kobiety. Znieruchomieliśmy, jak słupy soli, nie rozumiejąc, co się tam wydarzyło. Zobaczyliśmy dalsze zwłoki w komorze gazowej.

    Kiedy zaczęliśmy wyciągać zwłoki, zobaczyliśmy, jak bardzo były ze sobą posplatane. Potem otrzymaliśmy nowe polecenie: „Holowacze” wchodzą w maskach gazowych do środka i wyciągają zwłoki.” – „Dentyści szukają złotych zębów, jeśli takie znajdą, wyrywają je obcęgami.” – „Fryzjerzy nożykami obcinają włosy.” „Holowacze” otrzymali polecenie ładowania zwłok na taczki i później zrzucania ich z taczek do wielkich dołów. Oprócz tego istniała jeszcze jedna grupa, tzw. „grupa palaczy”. Miała ona kontrolować ogień, w którym spalano zwłoki.

    Gdy słuchaliśmy tych strasznych poleceń, byliśmy okropnie przerażeni. Jak już wspomniałem, przydzielono mnie do grupy ładującej zwłoki na taczki. W pierwszej chwili nie odważyłem się dotknąć tych zwłok – coś takiego nie wydarzyło się jeszcze w moim życiu. Nie byłem oczywiście jedynym w grupie, który bał się tego dotknięcia zwłok. Pracę rozpocząłem dopiero po kilku silnych uderzeniach w plecy. Zrozumiałem wtedy, że nie mam wyjścia, nie mam możliwości odwrotu. Musiałem pogodzić się z tą myślą i moją sytuacją. Proszę nie rozumieć tego źle. Nie mieliśmy żadnego innego wyboru. Było to moje przeznaczenie. Gdyby na moim miejscu znalazł się ktoś inny, zrobiłby to samo.”7

    Cytuję to po to, by uzmysłowić, co mamy na myśli, mówiąc, że Edyta Stein została zagazowana w Oświęcimiu. – Właściwie można tylko milczeć...

    Ja żyję tam od kilku lat, rozmyślam nad tym, modlę się... A ludzie przychodzą, pytają, rozmawiają, poszukują. W drugiej części mojego wykładu, części głównej, chciałbym opowiedzieć o tym, co dla mnie znaczy Edyta Stein, widziana z tego miejsca, z Oświęcimia. Co ona może powiedzieć na ten temat? Czy wiedziała, co ją czekało?

     

    II. EDYTA STEIN I OŚWIĘCIM

    Edyta Stein – czy wiedziała, co ją czekało?

    Istnieje wiele śladów w biografii Edyty Stein, które wskazują na to, że przeczuwała, co ją czeka, jeśli nawet nie mogła dokładnie tego wiedzieć.

    Baronowa von Bodmann pisze w swych wspomnieniach: „Gdyby po I wojnie światowej Francuzi przestali okupować Palatynat, tego samego wieczoru przybyłby do Spiry przez most na Renie wśród dźwięku dzwonów nasze niemieckie wojska, [...] Panna Stein była bardzo poważna i stwierdziła: ‘Zobaczy Pani, teraz nastąpi prześladowanie Żydów, a następnie prześladowanie Kościoła’. Po prostu odjęło mi mowę.”8

    Edyta Stein opowiada o przypadkowej rozmowie z jakimś mężczyzną w 1933 roku, który „opowiadał o sprawozdaniach amerykańskich gazet o okrucieństwach na Żydach. [...] Ale teraz stało się dla mnie jasne, że Bóg znowu kładzie ciężką rękę na swoim narodzie i że los tego narodu jest również moim losem.”9

    Znany jest fakt, że już bardzo wcześnie napisała list do papieża, prosząc go o encyklikę. „Często później zastanawiałam się, czy on nie przypomina sobie czasem tego listu. W następnych latach, krok po kroku, spełniło się wszystko to, co kiedyś przepowiedziałam dla przyszłości katolików w Niemczech.”10

    Później w Karmelu napisała tekst, dialog Matki Urszuli ze św. Angelą:

    „Czym jest bezpieczeństwo?

    Gdzie jest pewność naszego losu?

    Widzimy przecież – i dobrze, że dane nam jest zobaczyć –,

    jak upadają budowle,

    które wydawały się być wzniesione na wieki.

    Pewne jest tylko Jedno: że Bóg jest

    i że Jego ręka podtrzymuje nas w życiu.

    Niech więc cały świat legnie w gruzach –

    My nie upadniemy, jeśli będziemy przed Nim trwali.”11

    W 1941 roku powiedziała przed swoją wspólnotą: „Nowy rok w ręku Pana – czy dożyjemy końca tego roku, nie wiemy.”12

    Słynny jest następujący cytat z końca 1941 roku: „Jestem ze wszystkiego zadowolona. Scientiam Crucis [wiedzę krzyża] zdobywa się tylko wtedy, gdy się samemu dogłębnie doświadczy krzyża. Od początku byłam o tym przeświadczona i powiedziałam z całego serca: Ave Crux, spes unica! [Bądź pozdrowiony Krzyżu, jedyna nadziejo].”13

    W 1942 roku, już w Holandii, mówiła przed siostrami o swej wdzięczności za przyjęcie do klasztoru w Echt. Zaraz jednak dodała: „A jednocześnie jestem pewna, że ‘nie mamy tu miasta trwałego’. Nie pragnę niczego innego nad to, aby wola Boża wypełniła się w stosunku do mnie. Od niej zależy, jak długo mnie tu pozostawią i co będzie potem.”14

    Oznacza to, ze już wtedy, gdy próbowała dostać się do klasztoru w Szwajcarii, wiedziała o gromadzących się chmurach. We wszystkich jej wypowiedziach przeważała gotowość przyjęcia tego, co ma przyjść i to, że powiedziała „tak” swojemu losowi. W liście z 1939 pisała do swej przełożonej zakonnej: „Swym listem Wielebna i Droga Matka chciała dodać mi otuchy. Wprawdzie ludzkiej pociechy nie ma...”15

    Co w związku z tym oznaczała dla Edyty Stein jej wiara?

    Ludzka pociecha nie była jej dana. Co w związku z tym oznaczała dla Edyty Stein jej wiara, i jaka rolę odgrywał krzyż? Droga do wiary i znaczenie, jakiego dla niej nabrał krzyż, były ściśle powiązane.

    Słynna jest historia, która wydarzyła się po I wojnie światowej – Edyta Stein nie była jeszcze wtedy katoliczką (w listopadzie 1917): Asystent na wydziale filozofii Adolf Reinach, którego uwielbiała w pierwszych latach studiów w Getyndze, poległ na wojnie. Edyta miała uporządkować jego spuściznę naukową i obawiała się odwiedzić wdowę po nim. Wydaje mi się, że trzeba zauważyć, że w jej życiu był to moment, kiedy nie tylko zrozumiała, co oznacza strata osobista, ale tez pojęła okropność wojny, która niszczy tak wielu wartościowych ludzi. W związku z tym była zdziwiona, że wdowa, pani Reinach, jako wierząca chrześcijanka, potrafiła się z tym tak pogodzić. Opowiadała: „Było to moje pierwsze spotkanie z Krzyżem i boską mocą, której udziela swym wiernym. Po raz pierwszy tak wyraźnie zobaczyłam Kościół zrodzony z cierpienia Odkupiciela w swym zwycięstwie nad śmiercią.”16

    Wiele lat później napisała dialog między matką Karmelu (we wspólnocie karmelu przeorysza zwana jest „matką”) i królową Esterą ze Starego Testamentu. Estera tam mówi m.in.: „Nadszedł dzień, kiedy na całym dziele stworzenia zrobiła się rysa. Wszystkie elementy wydawały się być w stanie wzburzenia, w południe noc okryła ziemię. Lecz w środku nocy ujrzeliśmy górę, jakby rozświetloną przez błyskawicę, na tej górze krzyż, na którym ktoś wisiał i krwawił z tysiąca ran; zapragnęliśmy napić się z tych mających moc uzdrawiania ran. Krzyż w nocy zniknął, lecz naszą noc przeniknęło nagle nowe światło, jakiego nigdy nie przeczuwaliśmy: słodkie, błogosławione światło. Wypływało ono z ran tego człowieka, który właśnie umarł na krzyżu: teraz stał pośrodku nas. On sam był światłem, którego oczekiwaliśmy od dawna, odbiciem Ojca i zbawieniem ludu. Rozłożył on szeroko ramiona i przemówił niebiańskim głosem: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy wiernie służyliście Ojcu, którzy żyjecie oczekiwaniem na Zbawiciela; zobaczcie, On jest z wami, On zabierze was do królestwa swojego Ojca, będącego od dawna waszym domem. Tego, co się teraz wydarzyło, nie da się wyrazić żadnymi słowami. My wszyscy, którzy dążyliśmy do zbawienia, my wszyscy byliśmy u celu – przy sercu Jezusa.”17

    A my możemy dodać: ...przy sercu Jezusa – u Ojca.

    To, co wydarzyło się w Trzeciej Rzeszy, rozumiała jako walkę między Chrystusem a Antychrystem. Prawdopodobnie w 1934 roku pisała: „Walka pomiędzy Chrystusem a Antychrystem nie rozstrzygnęła się jeszcze. W tej walce mają swoje miejsce wyznawcy Chrystusa. A głównym ich orężem jest Krzyż.”18

    W roku 1939 z okazji uroczystości podniesienia Krzyża, kiedy siostry odnawiają śluby, Edyta Stein napisała dla swojej wspólnoty specjalny tekst. "Ukrzyżowany spogląda na nas i pyta, czy wciąż jeszcze chcemy dotrzymać tego, co przyrzekaliśmy mu w godzinie łaski. Z pewnością ma powód, żeby nas pytać. Krzyż jest dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, znakiem, który budzi sprzeciw. Wyznawcy Antychrysta czynią mu więcej hańby, niż kiedyś Persowie, którzy go ukradli. Profanują wizerunki krzyża i robią wszystko, aby wyrwać krzyż z serc chrześcijan. Zbyt często im się to udawało, nawet wśród takich, jak my - którzy ślubowali nieść Krzyż Chrystusa. Dlatego Jezus przygląda nam się poważnie i badawczo, i pyta każdą z nas: Czy chcesz dochować wierności Ukrzyżowanemu? Dobrze się nad tym zastanów! Świat płonie, rozgorzała otwarta walka między Chrystusem a Antychrystem. Jeśli zdecydujesz się pójść za Chrystusem, może cię to kosztować życie. [...] Ramiona Ukrzyżowanego są otwarte, aby przyciągnąć cię do Jego serca. On pragnie twojego życia, aby podarować ci swoje.

    Ave Crux, Spes unica!

    Świat płonie. Pożar może dosięgnąć także naszego domu. Ponad wszystkimi płomieniami wznosi się jednak Krzyż. Nie mogą go zniszczyć. Jest to droga z ziemi do nieba. Kto pojmie Krzyż z wiarą, miłością i nadzieją, tego wzniesie on na łono Trójcy Przenajświętszej. Świat płonie. Czy spieszno ci, by ugasić ten pożar? Spójrz do góry na krzyż. Z otwartego serca wypływa krew Zbawiciela. Gasi ona płomienie piekła. Oczyść swe serce przez wierne wypełnianie ślubów, a strumień boskiej miłości wypełni twoje serce aż po brzegi, wyleje się użyźniając, wszystko aż do granic świata. Czy słyszysz jęki rannych na bitewnych polach Zachodu i Wschodu? [...] Możesz być na tych wszystkich frontach, we wszystkich miejscach pełnych boleści dzięki sile krzyża, wszędzie tam zaniesie cię jego miłosierna miłość, miłość płynąca z Bożego serca, wszędzie tam dotrze Jego drogocenna krew - łagodząca, uzdrawiająca i zbawcza."19

    Spotykamy się tu z ideą zastępstwa. Życie w Karmelu było dla Edyty Stein sposobem leczenia ran świata poprzez miłość w modlitwie.

    Ciemna noc

    W Wiedzy Krzyża znajdziemy następujące zdania: „Wiemy, już [...] , że przychodzi taka chwila, gdy człowiek [...] pogrąża się całkowicie w ciemności i pustce. Nie pozostaje mu nic, na czym mógłby się wesprzeć, jedynie - wiara. Ona stawia mu przed oczy Chrystusa: ubogiego, poniżonego, ukrzyżowanego, opuszczonego na krzyżu przez Ojca. W jego ubóstwie i opuszczeniu człowiek odnajduje siebie.”20

    Nie wiemy, czy wiara była Edycie Stein pomocna do końca piekła Brzezinki. Nie wiemy nawet, czy rzeczywiście przybyła do Oświęcimia. Są to tylko przypuszczenia. Na podstawie tego, czym przedtem żyła, wnioskujemy, że ze swoją wiarą poszła na śmierć, że ta wiara ją niosła. Lecz dla nas jest to tylko przypuszczenie, nie wiemy tego na pewno. Wymowne w pewnym sensie jest również milczenie Edyty Stein w Oświęcimiu.

    Chciałbym jeszcze raz spojrzec na to z innej strony. Elie Wiesel twierdzi, że w obozie Bóg stał z boku. Najsłynniejsze jest chyba stwierdzenie: „Nigdy nie zapomnę tamtej nocy, pierwszej nocy w obozie, która zmieniła moje życie w jedną długą noc, siedmiokrotnie przeklętą i siedem razy zapieczętowaną. Nigdy nie zapomnę dymu. Nigdy nie zapomne twarzyczek dzieci, których ciała w moich oczach unosiły się kłębami dymu ku cichemu, błekitnemu niebu. Nigdy nie zapomnę tych płomieni, które na zawsze pochłonęły moją wiarę. Nigdy nie zapomnę nocnej ciszy, która na wieki pozbawiła mnie chęci życia. Nigdy nie zapomne tamtych chwil, które zamordowały mego Boga i duszę i obróciły w proch moje marzenia. Nigdy tego nie zapomnę, nawet gdyby przyszło mi żyć tak długo, jak samemu Bogu. Nigdy.”21

    Wiara w Oświęcimiu jest zawsze wiarą pośród ciemnej nocy. Wiara zakwestinowana. Jeśli teraz przytoczę kilka tekstów Edyty Stein, to dlatego, że są to teksty, które pomagają mi jako drogowskazy, na których oprzeć mogę swoją własną wiarę, jak obietnicę, jednak bez pewności.

    Edyta pisała: Świat dostrzegalny zmysłami to oczywiście mocny, utrzymujący nas grunt, dom, w którym czujemy się u siebie, który nas żywi i zaopatruje we wszystko, co potrzebne; to źródło naszych radości i przyjemności. Jeśli zostanie nam odjęty, lub jeśli musimy go opuścić, wtedy czujemy się tak, jakby usuwano nam ziemię spod nóg i pogrążano w ciemnościach nocy; zdaje nam się, że toniemy i giniemy. Lecz nie! W rzeczywistości stajemy na drodze bardziej pewnej, chociaż niewątpliwie ciemnej i okrytej nocą: na drodze wiary. Lecz to droga prowadząca do celu: do zjednoczenia, lecz jest to droga nocna, bo w porównaniu z jasnym pojmowaniem naturalnego rozumu, wiara stanowi poznanie ciemne: pozwala coś poznać, lecz nie pozwala tego zobaczyć.”22 „Wiara jest ‘światłem ciemnym’. Pozwala nam coś zrozumieć, ale tylko po to, aby nas naprowadzić na coś, co dla nas pozostaje niepojęte. Ponieważ ostateczne przyczyna [Grund] wszelkiego jestestwa jest niezgłębiona, dlatego wszystko, co ujrzane z jej perspektywy, kieruje się ku ‘ciemnemu światłu’ wiary i tajemnicy.”23

    „Gdy zrozumie, że Chrystus w ostatecznym uniżeniu i unicestwieniu na krzyżu dokonał największego dzieła pojednania i złączenia ludzkości z Bogiem, zrozumie też, że i jego do zjednoczenia z Bogiem prowadzi ‘śmierć krzyżowa w żywym ciele, w tym co zmysłowe i duchowe’. Jak Jezus w śmiertelnym opuszczeniu oddał się w ręce niewidzialnego i niepojętego Ojca, podobnie dusza pogrąża się w nocy wiary, jedynej drodze do niepojętego Boga. Tak wchodzi w kontemplację mistyczną, w ów ‘promień ciemności’. Tajemną mądrość Bożą, poznanie ciemne i ogólne. Ono jedno odpowiada nieogarnionemu Bogu, który oślepia rozum i zdaje mu się być ciemnością. Ono przenika duszę tym mocniej, im bardziej jest wolna od wszystkich innych wrażeń. Poznanie to jest znacznie czystsze, wnikliwsze, bardziej duchowe i wewnętrzne aniżeli wszystko, co rozum zna z naturalnego życia ducha. Wznosi się ponad to, co czasowe, i stanowi rzeczywisty początek życia wiecznego w nas. Nie jest to już tylko przyjęcie usłyszanego orędzia wiary, ani jakiś ‘zwrot ku Bogu’, poznanemu ze słyszenia, lecz Jego wewnętrzne dotknięcie i doświadczenie. Posiada ono moc oderwania człowieka od wszystkich rzeczy stworzonych, wyniesienia go ponad niego samego i zanurzenie w miłości, która nie zna swego przedmiotu.”24

    W jednym z listów pisze, że ma nadzieję, kiedyś w wieczności, zobaczyć wszystko bardzo jasno i móc zrozumieć to, co teraz jest dla niej niepojętą tajemnicą. „Raduję się nadzieją przyszłego widzenia w jasności. Wiara w zakryte przed nami, tajemne dzieje dusz, winna nas wspierać wtedy zwłaszcza, gdy to, co widzimy na zewnątrz (u siebie czy u drugich) mogłoby nam odebrać odwagę.”25

    Nie zacytowałem tego po to, by przeciwstawiać jej słowa słowom Elie Wesela, lecz by opisać obszar, w którym się poruszam. Również Elie Wesel nie jest po prostu ateistą; ostatnie zdanie przytoczonego przeze mnie fragmentu brzmi: „Nigdy tego nie zapomnę, nawet gdyby przyszło mi żyć tak długo, jak samemu Bogu.”. „żyć tak długo, jak Bóg” – a więc Bóg żyje. To jest ukryte wyznanie wiary. Wiesel powiedział również, że nie można rozumieć Auschwitz poprzez Boga, ale też nie można rozumieć Auschwitz bez Boga.26

     

    Jak Edyta Stein widziała swój stosunek do narodu żydowskiego?

    Wiemy, że kochała swój naród. Wiemy, że denerwowało ją czasem, gdy w jej otoczeniu padały antyżydowskie uwagi. Napisała autobiograficzną historię swojej rodziny, aby pokazać, szczególnie młodzieży katolickiej, jak w rzeczywistości wygląda żydowskie życie, wbrew temu, co mówiła propaganda.27 Czuła się głęboko szczęśliwa, że Jezus pochodził z jej rodziny, że był z jej krwi.

    Pomimo to napisała w swoim testamencie: "Już dzisiaj z radością przyjmuję śmierć, jaką mi przeznaczył Bóg, posłuszna Jego świętej woli. Proszę Pana, aby moje życie i śmierć przyjął ku swojej chwale i uwielbieniu, za wszystkie prośby Najświętszego Serca Jezusowego, Maryi i Kościoła Świętego, szczególnie za utrzymanie, uświęcenie i doskonałość naszego świętego Zakonu - a mianowicie za Karmel w Kolonii i Echt, jako pokutę za niewiarę narodu żydowskiego; i aby Pan został przez ludzi przyjęty i królestwo Jego przybyło w chwale, na ratunek Niemiec i pokoju na świecie, ofiaruję także za moich krewnych, żyjących i zmarłych, i za wszystkich, których dał mi Bóg: aby nikt z nich nie został potępiony."28

    Co znaczy, że ofiaruje swoje życie, że chce je ofiarować "jako pokutę za niewiarę narodu żydowskiego"? We współczesnych tekstach o Edycie Stein, nie jest to przeważnie przywoływane. Wymienione są bowiem w nich trzy intencje ofiary: za jej naród, za Niemców i za pokój... I dzięki temu unika się nieporozumień. Jeśli jednak chcemy być szczerzy, musimy sobie zdać sprawę z tego, co rozumiemy poprzez kanonizację Edyty Stein, po to, aby jej wiara była dla nas wzorem. Co oznacza, że ona pokutuje za niewiarę narodu żydowskiego? Czy nie przebija przez to zabójczy, stary, antyżydowski stereotyp? Dlatego chciałbym tutaj poruszyć dokładnie ten problem i zapytać: jak rozumiała to Edyta? Żyła naturalnie przed II Soborem Watykańskim i dzisiaj sformułowałaby to być może inaczej. Ale powiedziała właśnie tak. Rozumiała te słowa tak, jak je powiedziała. A więc: jak je rozumiała?

    "niewiara"

    Najpierw słowo "niewiara". Przykładem żydowskiej niewiary w biografii Edyty Stein jest wiara jej żydowskiej matki.

    Wiemy, że dla matki było szokiem, głęboką zdradą, że jej ukochana córka przeszła na katolicyzm i następnie wstąpiła do Karmelu. Edyta pisała o tym: „Ostatnie tygodnie w domu i pożegnanie były oczywiście bardzo ciężkie. Mej matce nie można było niczego wytłumaczyć. Moja decyzja zdawała się jej twarda i niepojęta; mogłam odejść licząc jedynie na łaskę Bożą i na moc naszej modlitwy. Cierpienie łagodził nieco fakt, że Matka sama jest wierząca i zawsze jeszcze bardzo mężna.”29

    Wiemy również, że ilekroć Edyta przyjeżdżała do domu lub gdy matka pisała jej listy, omawianie tych problemów był bardzo trudne i pełne napięć. Matka atakowała ją, również wobec rodzeństwa.30

    Edyta, gdy przyjeżdżała w domu, chodziła zwykle do synagogi. Kiedyś jej matka celowo wybrała dłuższą drogę powrotną z synagogi do domu, by porozmawiać z Edytą. Spytała ją: „Można więc być pobożnym także wjudaizmie?” Edyta odpowiedziała: „Naturalnie; jeśli nie poznało się czegoś innego.” „Dlaczego?”, spytała matka, „to dlaczego to poznałaś?” - Potem jednak: „Nie chcę powiedzieć nic złego przeciw Niemu. Mógł być nawet dobrym człowiekiem. Ale dlaczego czynił się Bogiem?”31

    To jest właśnie kluczowy - religijny - problem między Żydami a chrześcijanami. Dlaczego uczynił się Bogiem?! Dla nas jest ważne, abyśmy rozumieli, że odrzucenie chrześcijaństwa przez matkę Edyty i wielu pobożnych Żydów wypływa z ich wierności własnemu rozumieniu Boga.

    Edyta pisała w jednym z listów: „Dlatego Mama nie mogła zrozumieć ani mojego nawrócenia, ani wstąpienia do zakonu [...] Ufność moją opieram tylko na przeświadczeniu, że Matka, która dziecięco zawierzyła Bogu, trwała w tym przez całe swe długie życie, a było to życie ofiarne.”32

    A także: „’Scimus, quoniam diligentibus Deum ...’ [Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. Rz, 8,28] będzie także udziałem mojej kochanej matki, ponieważ naprawdę kochała ‘swojego’ kochanego Boga (jak się często wyrażała) i jemu ufając, dużo ciężarów znosiła i dużo dobrego zrobiła”33

    Albo : „Byłam zawsze daleka od mniemania, że miłosierdzie Boże mogło być związane granicami widzialnego Kościoła.”34

    Kluczowy dla mnie tekst pochodzi z uroczystości ku czci Podwyższenia Krzyża w 1937 roku, roku w którym zmarła jej matka. W święto Podwyższenia Krzyża, jak już wcześniej wspomniałem, odbywało się w Karmelu odnowienie ślubów. „Gdy przyszła na mnie kolej, by odnowić śluby, poczułam, że moja Matka była przy mnie. Wyraźnie doświadczyłam jej bliskości.” Telegram z Wrocławia potwierdził, że jej Matka zmarła dokładnie w tym momencie. Było to dla Teresy Benedykty wielką pociechą. Później pojawiły się pogłoski, że jej matka nawróciła się przed śmiercią. Edyta pisze na ten temat: „Wiadomość o nawróceniu mojej Matki jest bezpodstawną pogłoską. Nie wiem, kto ją puścił w obieg. Matka do końca pozostała przy swej wierze. Ale ponieważ wiarę i ufność w Bogu zachowała od najwcześniejszego dzieciństwa aż do osiemdziesiątego siódmego roku życia, a w momencie ciężkiego zmagania się ze śmiercią, to zaufanie pozostawało w niej żywe, jestem pewna, że znalazła łaskawego Sędziego, i że w tej chwili jest moim najwierniejszym pomocnikiem, abym i ja doszła do mego celu.”35

    To jest zdanie o niesamowitej wymowie. Matka, ‘niewierząca’ (nieuznająca Chrystusa) Żydówka, jest teraz u Boga orędowniczką swojej chrześcijańskiej córki, orędowniczką tego, by jej córka osiągnęła cel, u którego ona już się znajduje, u Boga ojców. Żydowska matka jest dla Edyty najlepszą orędowniczką: Edyta zawsze rozumiała swoją drogę jako chrześcijanka, jako swoją drogę do ich wspólnego Boga.

    Pisząc o niewierze Żydów pragnęła, aby widzieli oni - podobnie jak ona sama - jak bardzo Bóg ich ukochał w Jezusie Chrystusie. Jeśli nie potrafią tego zobaczyć, lecz są wierni Bogu tak, jak jej matka, to jest to właśnie ich droga do celu.36 Słowo "niewiara" należy zatem rozumieć jedynie w tym kontekście - bez żadnego zarzutu o winie.

    "pokuta"

    Teraz drugie słowo: pokuta. Co Edyta Stein rozumnie przez pokutę za niewiarę?

    Edyta pisała: "Moja matka była silnym węzłem łączącym całą rodzinę, obecnie już cztery pokolenia. I jeszcze teraz troszczy się o utrzymanie tej ścisłej więzi [...] Dla nas, którzy ją przeżyjemy, nadchodzą coraz cięższe czasy. Przez całe moje życie muszę ponosić za nich odpowiedzialność".37

    Wiedziała, że w jej rodzinie właśnie ona przejęła rolę swojej matki. Pokuta zatem, jestem o tym głęboko przekonany, to inne określenie miłości matczynej. Była to bardzo dynamiczna i trudna rodzina. Matka, na mocy swojej wiary, ofiarowała swoje życie za nią. Tam, gdzie nie potrafiła już konkretnie pomóc, modliła się do Boga i ręczyła przed Bogiem za swoje dzieci. I błagała Go - tak ja to rozumiem - "Moje dzieci wybrały tyle różnych dróg. Jeżeli są winne, nie policz im ich winy, lecz policz mi to wszystko!" – Sądzę, że takie błaganie jest prastarą potrzebą kochającej matki. ‘Nie policz im ich winy, policz ją mnie. Biorę na siebie ich winę’.

    Wstawianie się u Boga za swoim rodzeństwem rozumiała teraz Edyta jako swoje zadanie w odniesieniu do jej rodziny, a także w odniesieniu do całego narodu. Była również przekonana o tym, że jej matka w niebie dalej wstawia się za swoimi dziećmi. Pisała: "W Dzień Zaduszny będziemy wzajemnie [z bratem Arno] pamiętać w modlitwach o naszej Matce. Ta pamięć jest dla mnie zawsze wielką pociechą. Jestem do głębi przekonana, że moja Matka ma teraz możność pomóc swym dzieciom w ich wielkim ucisku."38

    Jej zadaniem było teraz wstawianie się u Boga w intencji innych i nieustająca miłość wobec nich. Pisała: "Ufam, że moja Matka troszczę się o nią [siostra Róża] w niebie i że Pan również i za nich wszystkich przyjął moje życie. Myślę nieustannie o królowej Esterze, która dlatego została wzięta ze swego narodu, aby wstawić się za nim przed Królem. Jestem bardzo ubogą, bezsilną i małą Esterą, ale Król, który mnie wybrał, jest nieskończenie potężny i miłosierny. I to jest wielką pociechą."39

    Karmel, sens Karmelu rozumiała jako takie wstawianie się u Boga - za naród. Prorok Eliasz na Górze Karmel wstawił się u Boga za ludem. „’Na życie Pana, Boga Izraela, któremu służę...’ (3 Krl 17,1). Stać przed obliczem żywego Boga – oto nasze zadanie.”40 „Zakonna legenda opowiada, że Matka Boża chętnie przebywała u pustelników na Górze Karmel. Doskonale rozumiemy, że przyciągało ją to miejsce, w którym z dawien dawna okazywano jej cześć i gdzie święty prorok [Elija] żył tym samym, czym ona, gdy przebywała na ziemi: uwolniona od wszelkiego, co ziemskie, czcząca Boga, kochająca Go z całego serca, błagająca o łaski dla grzesznego ludu i zadość czyniąca za ten lud, zawsze gotowa jako Pańska służebnica na każde Jego skinienie – wszystko to było jej życiem”41 Tak widziała rolę Karmelu i swoją własną rolę w Karmelu. „Oto zasadnicza idea życia zakonnego, przede wszystkim życia karmelitańskiego: przez dobrowolne i ochotne podjęcie cierpienia wstawiać się za grzesznikami i współpracować w odkupieniu ludzkości.”42

    Krzyż i Żydzi

    Jak Edyta Stein rozumiała w tym kontekście krzyż? Dla niej jest jasne, że krzyż był w jej życiu przeznaczeniem narodu żydowskiego w czasie prześladowań. Będąc w odwiedzinach w Karmelu w Kolonii - Lindenthal w czasie godziny modlitw w Wielkim Poście w 1933 roku pisała: „Rozmawiałam ze Zbawicielem i powiedziałam Mu, że wiem, iż to Jego Krzyż zostaje teraz włożony na naród żydowski. Ogół tego nie rozumie, ale ci, co rozumieją, ci muszą w imieniu wszystkich z gotowością wziąć go na siebie. Chcę to uczynić, niech mi tylko wskaże jak. Gdy nabożeństwo się skończyło, miałam wewnętrzną pewność, że zostałam wysłuchana. Ale na czym ma polegać to dźwiganie krzyża, tego jeszcze nie wiedziałam.”43

    Później napisała, że dokładnie w tym momencie wybrała swoje imię zakonne. „Muszę Matce powiedzieć, że moje imię zakonne wniosłam już do postulatu [1933]. Otrzymałam dokładnie takie, o jakie prosiłam. Przez Krzyż rozumiałam cierpienia Ludu Bożego, które się wówczas zaczęły. Uważałam, że ci, którzy rozumieją, iż to jest Krzyż Chrystusowy, w imię reszty winni wziąć go na siebie. Dziś [1938] wiem o wiele lepiej, co to znaczy być poślubioną Bogu w znaku Krzyża. Jednakże w całej pełni nie zgłębi się tego, gdyż jest to tajemnicą.”44

    Zakończenie

    Edyta jest dla mnie drogowskazem z powodu swej autentyczności, swej jednoznacznej miłości do swojego narodu, wewnętrznej gotowości pójścia przeznaczoną jej drogą, z powodu czystości swej chrześcijańskiej wiary, która prowadzi ją w sposób radykalny i bez cienia wątpliwości, kochająco i solidarnie do dzielenia losu Żydów. Dla mnie ucieleśnia ona w Oświęcimiu jedność wiary chrześcijańskiej i miłości do narodu żydowskiego.

    Gdy czasem oprowadzam po tym miejscu pamięci, wstrząsa mną szczególnie pomieszczenie z wielką ilością włosów, i to, że muszę opowiadać, że ludzi w Oświęcimiu traktowano tylko jako materiał. Z włosów robiono tkaniny, ze złotych zębów sztabki złota, z popiołów nawóz na pola. Nie było śladu czci dla zmarłych. Nie było śladu czci dla żyjących. Co się tam stało z człowiekiem? Jak dzisiaj postrzegamy człowieka? Edyta przez ostatnie lata swojego życia, pracując jako nauczycielka, intensywnie zajmowała się problemem obrazu człowieka (antropologią).45 Bardzo potrzebujemy tej walki o człowieka, o godność człowieka. Nie zajmowałem się tym teraz dokładniej, uważam jednak, że bardzo ważny tutaj był wkład Edyty Stein.

    Ważne jest pytanie: Jak wyznajemy dzisiaj, po Auschwitz, w odniesieniu do Auschwitz, naszą wiarę? Samo wyznanie wiary musi być wyrazem respektu dla innego. Oba te aspekty: posiadać tożsamość, ale posiadać ją w ten sposób, że traktuje się innego poważnie, są podstawowym założeniem każdego dialogu. W kontekście dialogu chrześcijańsko-żydowskiego mamy rozumieć, że dla Żydów droga do Boga prowadzi jedynie poprzez wierność wobec tajemnicy swojego powołania, wobec przymierza Boga ze swoim wybranym ludem.46

    I tutaj Edyta Stein służy mi pomocą; gdyż jednocześnie ze swoim chrześcijańskim wyznaniem wiary prowadzi nas jako chrześcijan do Oświęcimia, gdzie jednak została zamordowana jako Żydówka. Już sam fakt, że nie znamy żadnych szczegółów jej śmierci w Oświęcimiu-Brzezince, zmusza nas do rozumienia losu Edyty w związku z anonimową śmiercią rzeszy zamordowanych Żydów. Podczas Mszy św. kanonizacyjnej 11 października 1998 Papież Jan Paweł II powiedział: „Gdy będziemy odtąd obchodzić co roku wspomnienie nowej świętej, musimy także pamiętać o Szoah, straszliwym planie wyniszczenia całego narodu, którego ofiarą padły miliony naszych żydowskich braci i sióstr. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad nimi i niech ich obdarzy pokojem (por. Lb 6, 25-26).”

    Chciałbym zakończyć pewną relacją z 1942 roku. Pan Wielek, który spotkał Edytę Stein w obozie w Westerbork, opisał następujące wydarzenie: Edyta prosiła go, żeby napisał list: „’Proszę napisać do Echt, żeby przysłano nam różańce’, prosiła. Do dziś pamiętam, jak osobliwa wydała mi się ta sytuacja: żydowska rada z żydowskiego obozu w Westerbork zwraca się do klasztoru w Echt, z taką prośbą... Rozmawiałem o tym z Teresą Benedyktą, i ona powiedziała wtedy: ‘Świat składa się z przeciwieństw. Czasem dobrze jest, że one są. Niwelowanie różnic może oznaczać zafałszowanie, a to nie jest dobrze. Z tych wszystkich kontrastów i tak nic nie pozostanie. Pozostanie tylko wielka miłość. Jak mogłoby być inaczej...’”47

    Przełożyła Marta Krzanowska

    ____________________________

    Przypisy:

    1. Na podstawie wykładu wygłoszonego w Kościele Pamięci pw. Marii Królowej Męczenników, Berlin, dn. 12.10.1998r. z okazji kanonizacji Edyty Stein.

    2. Por. MAQOM, Biuletyn Informacyjny Instytutu Dialogu Katolicko-Judaistycznego w Warszawie, nr 2, 1996, str. 62-66.

    3. Tamże.

    4. „Pamiętamy” – Dokument Watykański Komisji ds. Kontaktów religijnych z Judaizmem.

    5. Oświadczenie Rady Episkopatu Polski w sprawie krzyży w Oświęcimiu z dn. 26.08.1998.

    6. Por. B. Peterson, Theologie nach Auschwitz? Berlin 1996, str. 53. Tłum, własne.

    7. Tłum. własne, Gideon Greif, Wir weinten tränenlos..., Köln, Weimar, Wien: Böhlau, 1995, str. 176-178.

    8. Tłum. własne, Edith Stein Werke [Dzieła Edyty Stein] I-XVII, Herder: Freiburg, 1950-1994 (w dalszym ciągu cyt. jako ESW). ESW X, str. 65.

    9. S. Teresa Renata od Ducha Św., Edyta Stein, Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, Filozof i karmelitanka, str. 105

    10. Tłum. własne, T.R. Posselt, Edith Stein. Eine Frau unseres Jahrhunderts. Freiburg: Herder, 1963, str.131.

    11. Tłum. własne, ESW XI, str. 157.

    12. Tłum. własne, ESW XI, str. 150

    13. Edyta Stein, Z własnej głębi – Tom I: Listy – grudzień 1941, Kraków 1979.

    14. Listy – 16.04.1939

    15. Listy – 3.01.1939.

    16. S. Teresa Renata od Ducha Św., Edyta Stein, Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, Filozof i Karmelitanka. W: ESW X, str.39

    17. Tłum. Własne, ESW XI, str.169.

    18. Tłum. własne, ESW XI, str. 122.

    19. Tłum. własne, ESW XI, str. 124nn.

    20. Edyta Stein, Wiedza Krzyża, Kraków 1994, str.138.

    21. Elie Wiesel, Noc. Oświęcim 1992, str. 39

    22. Edyta Stein, Wiedza Krzyża, Kraków 1994, str. 60.

    23. Edyta Stein, Byt skończony a byt wieczny, Kraków 1995, str.57.

    24. Edyta Stein, Wiedza krzyża, Kraków 1994, str. 107.

    25. Listy – 16.05.1941.

    26. Por. B. Petersen, str. 42

    27. Por. ESW VII, "Aus dem Leben einer jüdischen Familie" [Z życia żydowskiej rodziny].

    28. Tłum. własne, ESW X, str. 148n.

    29. Listy - 31.10.1933.

    30. Listy – 04.06.1934

    31. S. Teresa Renata od Ducha Sw., Edyta Stein, Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, Filozof i karmelitanka, str.116.

    32. Listy - 19.07.1936.

    33. Listy - 13.09.1936.

    34. Listy - 23.03.1938.

    35. Listy - 4.10.1936.

    36. Por. modlitwa Ojca św. Jana Pawła II w intencji żydowskiego narodu: “... Pamiętaj o nowych pokoleniach, o młodzieży i dzieciach, aby niezmiennie wierne Tobie trwały w tym, co stanowi szczególną tajemnicą ich powołania.”

    37. Listy - 13.09.1936.

    38. Listy - 31.10.1938.

    39. Listy - 31.10.1938.

    40. Tłum. własne, ESW IX, str. 2

    41. Tłum. własne, ESW IX, str. 4

    42. Listy – 26.12.1932.

    43. S. Teresa Renata od Ducha Sw., Edyta Stein, Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, Filozof i karmelitanka, str.106.

    44. Listy - 9.12.1938.

    45. Por. ESW XVI „Der Aufbau der menschlichen Person“ {Struktura osoby ludzkiej} i XVII „Was ist der Mensch?“ {Kim jest człowiek?}.

    46. Patrz modlitwa Ojca św. Jana Pawła II w intencji żydowskiego narodu: „...Pamiętaj o nowych pokoleniach, o młodzieży i dzieciach, aby niezmiennie wierne Tobie trwały w tym, co stanowi szczególną tajemnicą ich powołania.”

    47. Tłum. własne, ESW X, str. 177.

  • S. Maria Lucyna od Krzyża OCD i ks. Henryk Seweryniak: Dwa karmele - Kolonia i Betlejem, dwie karmelitanki - Żydówka Edith Stein i Arabka Mariam Baouardy

    S. Maria Lucyna od Krzyża OCD
    w 1987 roku wstąpiła do karmelu w Dysie k. Lublina; w roku 2000 do karmelu w Betlejem.

    Ks. Henryk Seweryniak
    jest wykładowcą teologii fundamentalnej, religiologii, teologii ekumenicznej w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku.

    Autorzy są rodzeństwem.

     

    Medytacja z okazji 69-lecia śmierci Edyty Stein, św. Teresy Benedyktej od Krzyża
    w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, 9 sierpnia 2011r.

     

     

    MEDYTACJA PSALMU 22

    „POZOSTANIE TYLKO WIELKA MIŁOŚĆ.
    JAK MOGŁOBY BYĆ INACZEJ..”

    E. Stein

     

     

    Dwa karmele - Kolonia i Betlejem, dwie karmelitanki: Żydówka Edith Stein i Arabka Mariam Baouardy

     

    Kiedy zabieraliśmy do wspólnej pracy, mieliśmy jedną myśl: wspólnie zanurzyć się w słowie Bożym Psalmu 22 i spróbować zrozumieć, poprzez ten Psalm, przesłanie życia i męczeńskiej śmierci św. Teresy Benedykty. W toku naszej pracy, niejako na marginesie, pojawiła się jednak kwestia: Siostra Teresa Benedykta byłą Żydówką, czuła się Żydówką, jako Żydówka poniosła męczeństwo. Ale jaki był jej stosunek do Ziemi Świętej? W toku poszukiwań, prowadzonych przez s. Lucynę w tej sprawie, okazało się, że karmel w Kolonii pozostawał w początkowych latach 30. w żywym kontakcie z karmelem betlejemskim.

     

     

    PDF całości medytacji do pobrania tutaj >>

Contact


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Education Department: education@cdim.pl
Reception: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realization: Wdesk
2017 © Centre for Dialogue and Prayer in Oświęcim Polityka cookies
close
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies