Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Michel de Goedt – Shoah i męka Chrystusa

Strona: 1

o. Michel de Goedt OCD

Czy istnieje punkt wspólny między Shoah i męką Chrystusa?
Czy można mówić o „teologii Odkupienia po Auschwitz”?


Nota wstępna
Doświadczenie pokazało mi, iż pewna straszna pomyłka mogłaby zafałszować moje skromne badania; jeden Chrystus byłby równy sześciu milionom ofiar Shoah. Moje rozumowanie jest następujące: skoro w ewangelicznych opisach męki Pańskiej dostrzegano treści antyżydowskie i antysemickie, które byłyby zbieżne z podstawami ideologii nazistowskiej, spróbowałem wykazać, że opisy te pozwalają nam odkryć w Jezusie z Nazaretu brata „w cierpieniu” „tych z jego ciała”, którzy zostali „zalani” przez gwałtowny przypływ nazizmu.

 Wstęp
Podtytuł tego artykułu może zostać odebrany jako prowokujący czy mylący. Wydarzenie, wyjątkowe w swej nieludzkości, jest tak dalece sprzeczne z naturą człowieka, iż wydaje się być wywołane przez czynnik jakiejś nieznanej natury, której mroczność wymyka się rozumowi. Wydarzenie tej miary może nas doprowadzić do zmodyfikowania, poprawienia, a nawet sformułowania od podstaw istoty wiary chrześcijańskiej, co można za św. Pawłem przedstawić następująco: Chrystus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia – właśnie na tym polega wypełnianie się Pisma, a dokładniej – Jezus u końca swej misji zamyka wypełnianie się Pisma. W Jeruzalem ogłoszona została Dobra Nowina o przyjściu królestwa Bożego w Jezusie, uczynionym przez Ojca Chrystusem w dniu zmartwychwstania. Z Jeruzalem Dobra Nowina rozprzestrzeniła się na cały świat. Trudno sobie wyobrazić, by Ewangelia miała być formułowana w zupełnie nowy sposób – inaczej w ciągu dwóch tysięcy lat musiałaby być zniekształcona lub zafałszowana. Równie dobrze można by było stwierdzić, że Duch Święty nie został wlany w serca apostołów i wierzących, i że Chrystus nie dotrzymał swojej obietnicy pozostania ze swym ludem aż do skończenia świata. Złudna okaza łaby się cudowna płodność Ewangelii. Słowem, jeśli doświadczenie daje nam pewność, że historia ludzkości, historia Kościoła zakorzenionego w tejże historii, wreszcie historia teologii związana z tą podwójną historią często dawały teologom okazję powrotu na nowo do tego dzieła, to ów historyczny rozwój wiary wspólnej chrześcijanom nigdy nie był odczytywany inaczej, jak poprzez pryzmat wewnętrznie spójnej, żywej tradycji.
Oto okoliczności, w jakich teolog może i, naszym skromnym zdaniem, powinien na nowo przemyśleć niektóre fundamentalne aspekty tego, co stanowi istotę owej wspólnej wiary – Odkupienia:
1 – przez wieki kazania chrześcijańskie, liturgia, nauczanie wiernych przenosiły stereotypy antyżydowskie, jeśli nie otwarcie antysemickie. To ciężkie dziedzictwo spowodowało u wiernych i ich duszpasterzy odrętwienie duchowe, jeśli nie wręcz niepohamowaną nienawiść. Owa pseudotradycja chrześcijańska przyczyniła się – w trudnym, rzecz jasna, do sprecyzowania stopniu – do tego, że Shoah stało się możliwe; nie przeciwstawiła się mu, stając się niejednokrotnie pożywką dla potwornej nikczemności czy małoduszności.
2 w judaizmie nie brakuje głosów mówiących, że na twarzy milionów żydowskich ofiar można dostrzec rysy tajemniczego Sługi Jahwe, który pojawia się w Księdze Izajasza (40-55): „Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarz zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy go za nic” (Iz 53, 3). Ten fragment z Księgi Izajasza jest wielokrotnie cytowany w Nowym Testamencie: synoptycy przywołują go w opisie męki Pańskiej, pokazując w Jezusie obecność Sługi Jahwe.
3 – potężny instynkt wiary pozwolił wielu chrześcijanom uniknąć tego ponurego dziedzictwa, o którym była mowa powyżej, pozwolił im również oddawać swoje życie, albo ryzykować je, by ratować braci Żydów. Ci „sprawiedliwi” zasługują na skromny hołd w postaci refleksji nad tym „instynktem”, który umożliwił im rozpoznanie drogi prawdy i życia, nawet kiedy prowadziła ona przez śmierć.

 Czy możliwe jest porównanie cierpień Shoah i męki Chrystusa?
„Okoliczność” 2 zawiodłaby nas w ślepy zaułek: do porównywania dwóch „mężów boleści” – tego o twarzy milionów ofiar Shoah z tym o twarzy umęczonego Jezusa. Takie porównanie doprowadziłoby nas do wniosku, iż wypełnienie Pisma mocniej objawia się w owym pierwszym „mężu boleści”, niż w drugim. Warto się jednak nad nim zatrzymać, gdyż pozwala to na sformułowanie pewnej niezwykle ważnej uwagi teologicznej. Uwaga ta może się wydać zaskakująca, tak dalece sprzeciwia się pseudoteologicznym uproszczeniom, podczas gdy po prostu chciałaby być zgodna z prawdą o przyjściu Zbawiciela w grzesznym ciele, prawdą, którą teolog może spróbować sformułować w świetle Ewangelii.
W pierwszej zapowiedzi męki Jezus „wskazuje” swoim uczniom (Mt 16, 21), „mówi” im (Łk 9, 22), „poucza” ich (Mk 8, 31), „że Syn Człowieczy (albo: „On”) musi wiele cierpieć” (Mt 16, 21). Ogromne cierpienie Chrystusa jest przedmiotem owego apokaliptycznego „musi” (déî), odsyłającego nas do planu zbawienia, który – u początków zakryty – na końcu czasów ma być objawiony, ogłoszony i wypełniony. Wyklucza to zredukowanie cierpienia jedynie do aspektu fizycznego. U św. Mateusza Syn Człowieczy musi cierpieć „od starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie”; u św. Marka, jak i u św. Łukasza, „polla patheîn” jest powiązane bezpośrednio z odrzuceniem przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie – ogrom i intensywność cierpienia Chrystusa przedstawione są jako wywodzące się z bólu odrzucenia oraz tego, co ono oznacza i co powoduje. Ewangeliści nie mówią wprost o cierpieniu fizycznym, jest ono nieobecne nawet w opisach męki, choć oczywiście jest w nich zawarte.
Zapytując siebie, czy ból męki Chrystusa był większy niż wszystkie inne cierpienia, św. Tomasz z Akwinu odpowiada twierdząco1. Autor Sumy teologicznej wykorzystuje całą chrystologię, by określić dziedziny, których dotyczy ta twierdząca odpowiedź i uściślić sposób, w jaki się przejawia. Już pierwsza wątpliwość domaga się wyjaśnienia: istnieją przecież męczennicy, którzy znieśli o wiele większe (graviores) cierpienia fizyczne niż Chrystus. Ad primum bierze to pod uwagę, by wykazać, że to inne przyczyny, a nie cierpienie fizyczne sprawiają, że ból Chrystusa przewyższa wszelkie inne cierpienie. Przytłaczająca świadomość niezawinionego cierpienia rodzi wewnętrzny ból: to smutek, który dotyka istoty o wiele głębiej, niż cierpienie fizyczne (którego św. Tomasz nie umniejsza – stwierdzenia zawarte w artykule omawiającym ból ukrzyżowania zdradzają kontemplacyjne zainteresowanie cierpieniami Zbawiciela). Nie biorąc nawet pod uwagę tekstu św. Tomasza możemy stwierdzić, że Chrystus jest tak dogłębnie zraniony w swej miłości do Ojca i swych braci – ludzi, że jest smutny aż do śmierci (por. Mt 26, 38; Mk 14, 34). Chrystus przytłoczony jest smutkiem widząc, jak grzechy świata znieważają Jego Ojca, a stworzenie urąga obrazowi Boga. W straszliwej walce smutek ten, owo pełne strachu i trwogi zranienie miłości, jest przekazywane Ojcu (por. Łk 22, 39-46) w modlitwie. To wołanie o pomoc, które Chrystus kieruje do swojego Ojca – by ocalił od śmierci Jego i wszystkich Jego braci – przekracza bramy śmierci; wysłuchanie prośby to wywyższenie w chwale w ranek zmartwychwstania (por. Hbr 5,7-10). Czytelnikowi żydowskiemu rozważanie bólu Chrystusa może wydać się zbędne, a nawet nie do przyjęcia. Pozwoli nam jednak w dalszej części artykułu podywagować na temat identyczności zniewagi, uczynionej Bogu przez ukrzyżowanie i przez Shoah.
Pomimo sformułowanego powyżej zastrzeżenia możemy pokusić się o zestawienie męki Chrystusa z cierpieniami Shoah. Na wstępie zaznaczmy, że owo ustępstwo, o którym była mowa w cytowanym artykule Sumy św. Tomasza, odnosiłoby się obecnie również do cierpień poszczególnych – o ile nie wszystkich – więźniów Birkenau i Treblinki (żeby wymienić tylko te dwa obozy). Cierpienia owe przewyższały męki, które znosił Chrystus. Tak rozszerzone ustępstwo byłoby jednak ogromnym uproszczeniem, gdybyśmy zapomnieli, że cierpienia fizyczne w obozach śmierci były jedynie „rozpalonym żelazem”, naznaczającym ludzi niewypowiedzianym cierpieniem moralnym: cierpieniem poniżenia, sprowadzenia do stanu pod-człowieka, całkowitej dehumanizacji. Chrystusa ubiczowano – a było to cierpienie okrutne – lecz nie bito Go bestialsko aż do śmierci po to, by Go wyzuć z ludzkiej godności. Wyszydzony, cierniem ukoronowany, trzymający w prawicy trzcinę jako prześmiewcze berło, nazywany jest jednak ludzkim imieniem – „Król Żydowski”; to pozdrowienie, choć ironiczne, nie odczłowiecza Jezusa. Po cóż starano się wyzuć Żydów z godności przed ich unicestwieniem i dlaczego próbowano zatrzeć wszelkie ślady ich zagłady? Chodziło o utwierdzenie się w przekonaniu, że Żydzi nie są narodem wybranym przez Boga. W kogo mierzono, kiedy próbowano Żydów „odkreować”, wykluczyć ze stworzenia, a nawet z pamięci stworzenia? Jakiż to nienawistny gniew zaciekle dążył do wymazania znaku Boga? Jakie Imię trzeba było usunąć niszcząc tych, którzy nosili je zapisane w swym ciele? Widzimy, że rozszerzone w ten sposób pytanie, którego postawienie wydawało się nie na miejscu, prowadzi nas do sedna naszego tematu.
 


Strona: 1 2 3

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies