Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Łukasz Kamykowski – Spojrzenie na Auschwitz. Polski punkt widzenia

Strona: 1

Łukasz Kamykowski

Spojrzenie na „Auschwitz”
– polski punkt widzenia


Poniższy tekst ma charakter osobistego świadectwa czy wspomnienia o tym, czym był i jest temat „Auschwitz” w moim życiu. Spośród wspomnień wybieram dwa obrazy i streszczenie dalszej historii spotkań z obozem. Spróbuję dodać do tego komentarz hermeneutyczny, wydobywający z tych obrazów bardziej ogólny sens.

Pierwsze wspomnienie: pamięć dziadka

Pierwsze wspomnienie sięga wczesnego dzieciństwa, takiego okresu, w którym człowiek zadaje pytanie, dlaczego inne dzieci mają dziadków i babcie, a my mamy tylko jedną „babunię”.
We Wszystkich Świętych i w Zaduszki chodziliśmy z rodzicami na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie są groby większości zmarłych z naszej rodziny. Był wśród nich także grób rodziców naszego taty i jego siostry; zapalaliśmy na nim świeczki i modliliśmy się za nich. Grobu drugiego dziadka nie było na cmentarzu. Mama prowadziła nas pod niewielki pomnik w kształcie czworobocznego słupa z kulą u góry, do którego były przymocowane metalowymi obręczami takie metalowe jakby wazy na zupę, tylko bardziej podłużne (mama mówiła: „urny”); były na nich różne bardzo trudne do przeczytania napisy: „Buchenwald”, „Dachau”, „Sachsenhausen”, „Ravensbrück”… Dokoła tego pomnika paliło się zawsze całe mnóstwo zniczy i świeczek i stało w milczeniu pełno ludzi ze spuszczonymi głowami, całkiem nieruchomych – tylko ich twarze migotały od światła lampek. Mama też dawała nam lampki do ręki i mówiła szeptem, żeby je zapalić i postawić obok innych, i bardzo się pomodlić za „Henka”, to znaczy za jej tatę, który był naszym dziadkiem, „bo on tego bardzo potrzebuje”.
Kiedy pytaliśmy (również szeptem), czy on tu jest, mama kręciła przecząco głową i pokazywała urnę z najdłuższym i najtrudniejszym napisem: „Auschwitz-Birkenau”. „On zginął w obozie, w Oświęcimiu” – odpowiadała; kiedyś (nie tutaj) miała nam opowiedzieć więcej, co to właściwie znaczy.
Z czasem rzeczywiście dowiedzieliśmy się od niej, jak którejś nocy podczas okupacji przyszło po niego gestapo; wyciągnęli go z łóżka i już go nigdy więcej nie widziała. Babunia (jej mama) poszła następnego dnia na Pomorską na gestapo. Powiedzieli jej, że został wywieziony do Oświęcimia. Potem, mniej więcej po miesiącu, przyszło z obozu zawiadomienie o jego śmierci1. Z czasem udało się im ustalić, że tamtej nocy zbierali wszystkich oficerów rezerwy Wojska Polskiego, którzy byli jeszcze na wolności.
Do tego, co pamiętam z dzieciństwa, należy jeszcze jedno istotne dopowiedzenie. W tamtych czasach wszystkie szkoły organizowały obowiązkowe wycieczki do Oświęcimia. Mama zawsze znalazła jakieś wytłumaczenie dla wychowawców i nigdy nie dała nam tam jechać z taką szkolną wycieczką; zresztą sama ani z nami nigdy się tam też nie wybrała: „to jest bez sensu”.
Pierwszy raz byłem więc w obozie dopiero jako student z duszpasterstwem akademickim od Świętej Anny z Krakowa, na nocnym czuwaniu przed dniem beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego. Brałem udział w modlitewnym czuwaniu, w nabożeństwie Drogi Krzyżowej wzdłuż drutów obozu, ale – wierny stanowisku mamy – odmówiłem „zwiedzania muzeum” następnego dnia.

Pierwszy komentarz

To, co opowiedziałem, tak jak sam pamiętam, to oczywiście tylko jednostkowy przykład tego, jak w Polsce pamięta się Oświęcim, z czym się on kojarzy średniemu pokoleniu. W różnych rodzinach wspomnienia będą różne. Można jednak pokusić się o uogólniający komentarz, zwracając uwagę na pewne cechy charakterystyczne tej minirelacji.

Wspomnienia rodzinne

W Polsce hasło wywoławcze „Oświęcim”2 przechodzi nieraz (powiedziałbym: często) przez samo serce rodzinnych wspomnień. Pierwsze skojarzenie Oświęcimia jest z kimś bliskim, kto tam zginął; ewentualnie – przeżył. Tak było przynajmniej do mojego pokolenia dzisiejszych pięćdziesięciolatków (i jeszcze trochę młodszych). Nasi rodzice sami dobrze wiedzieli, czym jest Oświęcim: sami chcieli to przekazać dzieciom; widzieli to jako swój trudny obowiązek, w którym jednak nikt nie miał prawa ich wyręczać. Taki przekaz stanowił fundament wszelkiej ewentualnej dalszej wiedzy o obozie. Miał on swoje niezaprzeczalne zalety, ale także swoje braki.
Przede wszystkim nikt w Polsce nie mógł wątpić o rzeczywistości Auschwitz, nawet jeśli nie dotarł nigdy na miejsce: brakowało w domach ludzi, którzy powinni byli w nich być, a ich nie było. Bo nie samo miejsce jest tu najbardziej istotne, lecz pamięć o konkretnych ludziach. Budowała ona podstawowy szacunek i uczyła powagi traktowania spraw związanych z Oświęcimiem. Nie wolno było mówić o obozie jakkolwiek; nie wolno też było mówić za dużo. W pamięci o zmarłych są rzeczy, które trzeba przemilczeć – zamordowani w nieludzkich warunkach mają do tego prawo jeszcze bardziej niż wszyscy inni zmarli. A oczy tych, którzy przeżyli, potwierdzały wymowę tej prawdy i zniechęcały do stawiania głupich pytań. Może zresztą nie tylko głupich; może i takich, które pozwoliłyby zobiektywizować rodzinne tradycje, zobaczyć je na szerszym tle, zobaczyć je oczyma innych. Zresztą warunki zewnętrzne, w jakich znajdowała się Polska, nie ułatwiały takiej konfrontacji.
Pewnie nie wszyscy reagowali tak radykalnie, jak moja mama, na przekształcenie byłego obozu w muzeum horroru; przekonanie czy odczucie, że „zwiedzanie” Oświęcimia profanuje tragedię milionów ludzi, nie należało jednak do rzadkości. Tego miejsca nie da się zwiedzać jak pamiątki przeszłości, nawet jak pól bitewnych związanych z chwałą poległych obrońców wolności narodowej. Może nie wystarczy też tylko chcieć wiedzieć, jak to naprawdę było. „To jest bez sensu”; tego, choćby nie wiem ile ustaleń się namnożyło, nie da się zrozumieć. Trzeba czego innego: trzeba się bardzo za nich modlić.

Kontekst wiary

Krąg światła rzucany przez setki lampek otaczających symboliczny pomnik ofiar hitlerowskich obozów na cmentarzu wyznacza ł od początku dla mnie i – myślę – dla większości Polaków jedyne możliwe miejsce spotkania z tamtą przeszłością. Temu, co się stało, można stawić w sensowny sposób czoła tylko w kontekście wiary. Wiara, choć w każdym ludzkim sercu chwiejna jak pojedynczy płomyk świecy na listopadowym wietrze, zbiera ludzi w krąg, który osłania ich światełka od wiatru i stwarza przestrzeń, w której się milczy o tym, o czym nie da się mówić, już nie samemu – lecz z Bogiem. A przez to i z tymi, którzy są u Boga. Wtedy milczy się już nie o zdarzeniach, których nic nie odwróci, lecz o nich – o bliskich i dalekich, którzy są w Jego ręku i dla Niego – żyją. Wtedy można zrezygnować ze zrozumienia wszystkiego, nie rezygnując z dalszego życia.

Ten podstawowy krąg światła rozświetlały dodatkowe światła świadectwa męczenników, którzy potwierdzali swym heroicznym wytrwaniem słuszność trwania w kręgu wiary. Mówiły o tym, że Bóg podtrzymuje i potwierdza tę postawę. Pierwszym, o którym rozchodziła się wieść z ust do ust (oficjalnym środkom przekazu w rękach komunistycznej władzy nie zależało na takiej propagandzie) był ojciec Maksymilian Kolbe. Jego ofiara za współwięźnia konkretyzowała nadzieję, że człowieczeństwo jest jeszcze możliwe i że trzeba go szukać i bronić właśnie na linii wiara – nadzieja – miłość. Było to ważne w czasach, kiedy terror, choć stosowany według innych reguł ideologicznych i słabnący z dziesięciolecia na dziesięciolecie, stanowił nieodłączny kontekst myślenia o własnym losie i własnym człowieczeństwie dla każdego, kto nie bał się myśleć. Dlatego ojciec Maksymilian (na długo zanim został przez Kościół oficjalnie beatyfikowany, a potem kanonizowany) stał się w Polsce podstawowym kluczem do pytania o Oświęcim. Dołączające się później wieści o innych bohaterach obozów: doktorze Korczaku, Stanisławie Leszczyńskiej, Edycie Stein, były przyjmowane według tego samego klucza, bez pytania o przynależność wyznaniową: chodziło o wiarę w Boga i w człowieka, o nadzieję dla człowieka.
Taka linia myślenia o Oświęcimiu była dla mnie jedyną możliwą do przyjęcia aż do końca lat siedemdziesiątych; jej ukoronowaniem jest inne przeżycie, które chcę tu wspomnieć.

 
Strona: 1 2

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies