Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Listy od byłych więźniów

  • Józef Kołodziej


    Borzęcin, listopad 2005r.

    Droga młodzieży Mojej ukochanej Ojczyzny Polski, Niemiec i całego świata!

    Błogosławieni pokój czyniący

    60-ta rocznica zakończenia drugiej wojny światowej, wywołanej przez Hitlera- przywódcę niemieckiej III Rzeszy, a także rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i innych obozów. Każda z tych rocznic jest rocznicą niezwykłą. Kto spojrzy na bezmiar cierpień, na morze wylanej krwi i łez, kto wsłucha się w echo odgłosów burzonych miast, palonych wsi wie, że świat długo jeszcze musi leczyć się z ran zadanych ludzkości podczas tej największej ludobójczej pożogi wojennej.

    Długo jeszcze będzie trwać w pamięci/ także przyszłych pokoleń/ żałoba po stracie zamordowanych około 54 milionów istnień ludzkich/ żołnierzy, osób cywilnych, kobiet i niewinnych dzieci/ z 16 państw świata. Taki los człowiek zgotował człowiekowi. Jedni polegli w opętańczej wojnie na frontach, inni zostali zamordowani w obozach koncentracyjnych, zbudowanych przez hitlerowców – fabrykach śmierci, gęsto rozsianych w Polsce i w Europie, inni ginęli w czasie bombardowania, od wybuchu pocisków, rozstrzeliwani na miejscu.

    Wielu przeżyło, ale pozostali na zawsze okaleczeni na ciele i niejednokrotnie na duszy.

    Na temat niewyobrażalnych rozmiarów ludobójczej zbrodni, dokonanej na wielu narodach świata podczas drugiej wojny światowej zapisano już wiele ton papieru, wypowiedziano wiele słów. Dobrze, że pamięć trwa.

    Do wielkiego wołania świata: „Nigdy więcej wojny...” pragnę i ja dołączyć swój skromny głos.

    Jak wielu innych mam do tego święte prawo, gdyż wojna zabrała mi najpiękniejsze lata życia i zostawiła swoje bolesne piętno w Mojej duszy.

    W 21 roku życia zamknęła się za mną brama ziemskiego piekła obozu koncentracyjnego Auschwitz, tylko dlatego, że byłem synem polskiej ziemi, a więc przestałem mieć prawo do życia.

    Oświęcim – realium przerastające ludzkie granice i ludzkie słowa, którego nikt nie potrafi odtworzyć, ale słuchajcie Młodzi przyjaciele skąpych zeznań Nas, już niewielu żyjących, których dobry Bóg jeszcze posłał do życia, abyśmy dali świadectwo prawdzie.

    Rzeczywistość obozu śmierci Auschwitz- Birkenau urągająca napisowi na bramie wjazdowej „Arbeit macht Frei” zaplanowana była na „likwidację” milionów mężczyzn, kobiet i dzieci, to planowane odczłowieczenie w nieludzkich torturach.

    Bezustannie „pracujące” na rzecz Hitlera komory gazowe i krematoria dymiące dniem i nocą.

    Duszący fetor palonych zwłok i rozkładających się ciał/ często jeszcze za życia/.

    Kacety- kacety – miejsca tortór. Bunkry śmierci głodowej.

    Tysiące skazańców- cieni ludzkich / nie ludzi/, bez imienia, bez nazwiska, tysiące numerów w pasiakach.

    Bandy rozwścieczonych oprawców wloką za sobą przemoc i upodlenie człowieka. Dla mocniejszych więźniów katorżnicza, wyniszczająca praca w nieludzkich warunkach, słabsi- bezpośrednio do komór gazowych. Przenikliwe zimno, głód, strach i nienawiść.

    Miejscem spoczynku barłogi przeżarte przez panoszące się wszędzie robactwo.

    Splugawiony obraz CZŁOWIEKA – dzieła stworzonego przez Boga.

    Drodzy młodzi przyjaciele

    Cieszy mnie fakt, że w Imię Boże jednoczycie się, aby zapobiec złu na świecie. Waszym pragnieniem jest by zamazać grzechy tych, którzy w 1939 roku podpalili świat i wywołali pożogę drugiej wojny światowej, aby nad tym światem zapanować.

    Ale grzechy może odpuszczać tylko Bóg, a my tylko możemy w Imię Jego przebaczać.

    Kochani – w swoich mądrych przemyśleniach i wypowiedziach zadajecie nam -  oświęcimskim niedobitkom szereg pytań i próśb o wskazania na Waszą drogę życia i przyszłość świata.

    Spróbujcie w duchu uklęknąć na ogromnej mogile cierpienia ludzkiego – na największym cmentarzu świata – obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau i wszystkich obozów w Europie i wsłuchajcie się uważnie w głośny krzyk milczenia śmierci, uświęconej wcześniej kaźnią i golgotą cierpienia ludzkiego.

    Usłyszycie i zrozumiecie wtedy wielką prawdę, że Bóg dopuszczając gehennę drugiej wojny światowej do końca uszanował raz daną człowiekowi wolną wolę, ale także uświadomił ludzkości, że człowiekowi nie wolno stać wyżej Stwórcy. Mówi również Bóg, że zło można tylko dobrem zwyciężać.

    Może dlatego na oczach całego świata / jak jasną pochodnię/ podniósł wysoko postać zamęczonego w bunkrze głodowym świętego Maksymiliana Marię Kolbego.

    Proście tego wielkiego orędownika przed Bogiem, aby nauczył Was bezwarunkowej miłości Boga i każdego człowieka – nawet swojego oprawcy. Zapatrzcie się w Jego bój o miłość i pokój, a Jego ostateczny tryumf zagości w Waszych sercach i na całym świecie. Według polskiego przysłowia: „Bez Boga ani do proga” musicie Bogu bezgranicznie zaufać i usilnie Go prosić, abyście Wy mogli Jego Bożą miłością zwyciężać zło na świecie.

    My więźniowie – skazańcy, tak jak Pan Nasz Jezus Chrystus przebaczający z wyżyn Golgoty, też przebaczyliśmy swoim katom i oprawcom, nie żywimy do nich nienawiści, ale żal i pamięć przeszłości trwa w Nas jak blizny po ranach.

    Gdy będziecie Bogiem silni to nigdy nie dopuścicie do odrodzenia się faszyzmu – potwora zaprzedanego złym mocom.

    Tak więc, Wy młodzi – przyszłość narodów i świata, musicie dzień po dniu walczyć o miłość, co osiągniecie przez ciągłe i bez reszty przebaczenie sobie wzajemnie, a wtedy nigdy nie dojdzie do powtórzenia się tej niechlubnej historii.

    Z serdecznym pozdrowieniem
    więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz,
    a także więzień obozu w Buchenwaldzie

    Józef Kołodziej

    32-825 Borzęcin 47 a
    Małopolska

  • Max Mannheimer

    Kilka odpowiedzi na pytania młodzieży:

     


    Siłę do przeżycia dawała mi zdrowa chęć życia, która była wzmacniana poprzez optymizm mojego jedynego ocalałego brata. Przy pierwszym porannym apelu w Brzezince chciałem się rzucić w zwątpieniu na druty elektryczne. Naturalnie miałem nadzieję i wierzyłem, że zostanę uwolniony. Dlatego czyniło się wszystko i wszystkim ryzykowało. Łzy po wyzwoleniu leciały po trosze ze słabości (37 kg) i radości bycia uwolnionym.

    W obozie straciłem wiarę w Boga. Coś we mnie pękło, ale bez wyrzutów w stosunku do Boga. Pojawiały się pytania, ciągle nowe – bez uzyskania odpowiedzi czy wyjaśnienia. Religijne przepisy i obrządki nie miały więcej sensu ani miejsca – w obozie jak również w późniejszym moim życiu. Dopiero teraz w starszym wieku poszukuje znów kontaktu z Bogiem.

    Parę lat po wyzwoleniu miałem ogromne problemy psychiczne, które rozpoczęły się depresją, a skończyły totalnym załamaniem i leczeniem klinicznym. Stało się to cezurą w moim życiu. Wcześniej wracałem myślami tylko do przeszłości. Wszystko konfrontowałem z doświadczeniami obozowymi. Wszystkie daty urodzin moich krewnych były wciąż obecne. Dziś obchodziłaby urodziny moja mama, moja siostra, mój brat, mój ojciec... nie można się od tego uwolnić, nie można wymazać. Moje myśli o zamordowanych krewnych przybrały nową formę. Przez te wszystkie lata stało się to mniej obciążające, patrzę również w przyszłość: moje dzieci i wnuki znajdują się w centrum.

    O moich przeżyciach mogłem dopiero rozmawiać w roku 1986 i to z dużymi problemami. Od 1990 roku mogę o tym swobodnie opowiadać. Pomogli mi przy tym uczniowie swoimi pytaniami. Poprzez rozmowy z psychoterapeutką od lat funkcjonuje lepiej z moją przeszłością.

    Sprawcy? Sprawców nie ma w moich myślach, są dla mnie w przeważającej części anonimowi.

    Po wyzwoleniu obracałem się tylko w kręgu przyjaciół i byłych Więźniów a unikałem innych kontaktów. Strach był wciąż towarzyszem i również świadomość bycia Żydem. W prawdzie przysięgałem nie przestąpić progu ziemi niemieckiej. Nie czułem nienawiści, różnicowałem, nie czułem również nienawiści do Niemiec. Poślubiłem Niemkę i powróciłem z Czechosłowacji i żyję w Niemczech.

    Co chciałbym dziś przekazać lub powiedzieć młodzieży:

    Wzmacniajcie demokrację, bądźcie czujni w obliczu ruchów rasistowskich, nietolerancji i nienawiści do obcokrajowców.

    Max Mannheimer

    Hubertusweg 32
    D-85540 Haar

  • Halina Birenbaum

    Halina Birenbaum

     

    Pamiętam ich miłość wzajemną, ich upragnienie życia

     

    Do Młodzieży w 60 rocznicę wyzwolenia z Auschwitz

     

    Tak wiele myśli, uczuć i słów ciśnie się do serca i na usta Dziś, w tą wielką rocznicę wyzwolenia obozu śmierci Auschwitz! Tyle jest wciąż jeszcze do przekazania światu, zbadania, wyjaśniania! Niezliczone wspomnienia, doświadczenia ludzkie znad krawędzi śmierci, które są już dla nowych pokoleń daleką, niepojętą przeszłością, historią...

     

    Symboliczna już, zastraszająca nazwa „Auschwitz” w obecnym świecie aktualnych problemów i przeróżnych konfliktów, coraz mniej potrafi powiedzieć ludzkości, jaką w sobie mieści treść - ile straconego życia, ile cierpień daremnych, męczeństwa, zadanych śmierci. I tak trudno jest pogodzić się z faktem, że czas oraz niewiedza mogą zatrzeć ślady o nich, zrozumienie oraz podjęcie koniecznych, wynikających z nich wniosków na przyszłość.

     

    Odchodzą niestety Ci, którzy te męki przeżyli, zapamiętali na zawsze i wszystkimi siłami starali się zadokumentować, by utrwalić w pamięci ludzkiej i przestrzec przed możliwością ich powtórzenia. Przychodzą na świat i wzrastają nowe pokolenia, dla których te dzieje są niewyobrażalne zupełnie, dalekie, jakby nie dotyczące je. Zwłaszcza, że są one tak koszmarnie tragiczne, a od smutków i tragedii chciałoby się raczej uciekać niż się w nich zagłębiać...

     

    Jednak nie da się to, i nie wolno! Wykreślić trudne fakty z pamięci zbiorowej i jednostki jest po prostu niebezpiecznie. Bez przeszłości nie ma przyszłości.

     

    Ja miałam dziesięć lat, gdy wybuchła wojna we wrześniu 1939 a trzynaście lat, gdy zostałam zawleczona do Auschwitz-Birkenau po wyprowadzeniu z komory gazowej na Majdanku, w której przypadkowo zabrakło Niemcom gazu.

     

    Matka nauczyła mnie w getcie warszawskim, w czasie łapanek na wywózkę do obozów zagłady, że mam podawać, iż ukończyłam siedemnaście lat, bo dzieci żydowskie, starców i chorych nie wpuszczają do obozu - odsyłają natychmiast do komór gazowych i do krematoriów na spalenie. Ocalałam cudem przebywszy cztery obozy śmierci. Cała moja bliska i dalsza rodzina oprócz jednego brata została zgładzona w komorach gazowych Treblinki, Majdanka i Auschwitz.

     

    Na moim lewym pod ramieniu wyryty jest numer - oświęcimski dowód osobisty... Do dziś nie zatarła się w nim żadna cyfra. Ani najmniejszy okruch wspomnienia z tych lat panoszącego się i panującego wszechwładnie szatańskiego zła.

     

    W ciągu tych wszystkich lat od mojego wyzwolenia nie przestaję opowiadać o tym, czego doświadczyłam wtedy, czego byłam świadkiem. I w ciągu całego mojego życia niosę w sobie obraz moich straconych bliskich, matki, ojca, brata, bratowej oraz towarzyszy losu w getcie i obozach, ich cierpienia nieludzkie i śmierć, które są wyryte w mojej duszy jak ten numer wytatuowany na pod ramieniu.

     

    Pamiętam ich miłość wzajemną, czepianie się najbardziej nikłych iskier nadziei na możliwość przetrwania, zachowania swego człowieczeństwa w warunkach piekła na ziemi, uratowania swych najdroższych. Ich wiarę w lepszy świat, upragnienie życia - i resztkami sił, umierającymi oczyma przekazywane błagania o pamięć o nich, że kiedyś tu byli wśród nas ludzi i tak bardzo pragnęli być, istnieć na tym świecie.

     

    Nie było im dane doczekać spełnienia - doczekania wolności. Ale jako jedna z nich, choć szczęśliwsza, bo dożyłam i tej wielkiej rocznicy, pragnę przekazać to błaganie o pamięć i lepszy, sprawiedliwszy świat.

     

    Nie można odwrócić wyroków losu, przywrócić do życia zamęczonych w Auschwitz i innych obozach zagłady, ale z pewnością można pamiętać o nich i starać się by ludzkie wartości, humanizm nie dał się zwyciężyć przez zło. A zwłaszcza jest do tego zdolna na pewno młodzież, będąca wszak przyszłością świata. Przed młodzieżą jeszcze długie lata do działania, i siły.

  • Józef Krzepina

    Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

    Z dużym zainteresowaniem przeczytałem przesłane pod moim adresem wydawnictwo „Pragniemy pamiętać o tym, co się wydarzyło...”. Zachowanie w pamięci tego, co sprowadziło niewypowiedzianą tragedię milionów ludzi, to dla nas byłych więźniów hitlerowskich więzień i obozów koncentracyjnych ważny cel naszego życia. Nie jest nam łatwo odtwarzać naszych strasznych przeżyć, ale czujemy się zobowiązani wobec tych, którym nie dane było doczekać wolności, pragniemy zapobiec powtórzeniu się potwornych zbrodni wobec ludzkości.

    Uczestniczyłem w wielu spotkaniach z młodzieżą w Polsce i w Niemczech. Jestem pełen uznania dla tych młodych ludzi, którzy z dużym zaangażowaniem nie tylko uczestniczą w tych spotkaniach, ale często przekazują co usłyszeli dalej. Piszą artykuły do miejscowej prasy, mówią o tym na lekcjach historii czy religii, opisują w gazetkach ściennych.

    Nasza wałbrzyska grupa już 13 lat, z inicjatywy Kolbe - Werku, utrzymuje żywe kontakty z nauczycielami i uczniami gimnazjum im. Jacka Steinbergera w Bad Kissingen. W jednym z licznych artykułów w tamtejszej prasie nazwali spotkania z nami „żywą lekcją historii”. Każdego roku przyjeżdża do nas grupa nauczycieli i uczniów. Są oni zakwaterowani u byłych więźniarek i byłych więźniów, odwiedzają z nami obłożnie chorych, uczestniczą w spotkaniu z byłymi więźniami i uczniami II Liceum w Wałbrzychu. Nasi przedstawiciele uczestniczą w spotkaniach z nauczycielami i uczniami w Bad Kissingen.

    Frauke Brünning, Mirjam Laux Hadamar w Niemczech piszą: Jesteśmy w pełni świadomi, że tego cierpienia przysporzyli Wam Niemcy. Tak młodzi przyjaciele, ale pragnę Was zapewnić, że my nie obciążamy ani Was, ani wszystkich Niemców za popełnione straszliwe zbrodnie, bo my nie uznajemy zbiorowej odpowiedzialności. W pełni akceptujemy to, co napisał w swej książce Viktor E. Frankl, profesor Neurologii i Psychologii Uniwersytetu w Wiedniu. W książce wydanej w języku niemieckim pt.: „... trotzdem Ja zum Leben sagen. Ein Psychologe erlebt das Konzentrationslager” stwierdza on: „Na całej kuli ziemskiej żyją tylko dwie rasy ludzi, tylko te dwie i żadne inne, rasa ludzi dobrych i rasa ludzi niedobrych (unanständig). Obie rasy są powszechnie rozprzestrzenione. Obie rasy przenikają do wszystkich grup społecznych. Żadne społeczeństwo nie składa się wyłącznie z jednej czy drugiej rasy”.

    Z nadzieją i wiarą dajemy Wam szansę i wierzymy, że ją wykorzystacie i zrobicie wszystko, by już „Nigdy więcej”.

    Odpowiedź na pytanie Jeleny Bublov, Astrid Prokop, Manuela Mayer z Hollabrunn rozpoczynam słowami Abrahama Lincolna: „Nienawiść do nikogo ale miłosierdzie (współczucie) dla wszystkich.”. Nie dopuśćcie do tego, by nienawiść znalazła miejsce w Waszych młodych sercach. Kochajcie ludzi bez względu na kolor ich skóry, rasę, wierzenie czy zapatrywania polityczne. Dbajcie o miejsca martyrologii narodów, bo to one zastąpią nas w przekazywaniu prawdy, do czego zdolne są dyktatury czarne czy czerwone. Nie tylko Oświęcim był swego rodzaju fabryką śmierci. Były nią też inne miejsca jak Sachsenhausen, Dachau, Stutthof, Buchenwald, Majdanek, Treblinka i wiele, wiele innych. Opieka nad tymi miejscami, niemymi świadkami zbrodni popełnianych przez zbirów faszystowskich, to moim zdaniem, ważne zadanie dla młodego pokolenia. Ale nie tylko dbałość o należyty stan tych miejsc. Istotne jest, by miejsca te były odwiedzane, by młode pokolenie zapoznawało się z obłędną, zbrodniczą ideologią „Herrenvolku”. Uważam, że w każdym miejscu kaźni winna być przedstawiona historia powstania obozów koncentracyjnych. Wiele osób zdałoby sobie sprawę, że pierwsze obozy koncentracyjne jak Esterwegen, Sachsenhausen, Dachau, Ravensbrück, Buchenwald budowane były w Niemczech, zaraz po objęciu władzy przez Hitlera. Pierwszymi ofiarami w tych obozach były niemieckie kobiety, dzieci, mężczyźni. Wielu z nas – byłych więźniów i byłych więźniarek - opisywało swoje przeżycia i przesyłało do obozów koncentracyjnych, w których byli więzieni. Zwiedzający dany obóz mogą więc poznawać część strasznej prawdy, część, bo całej prawdy o tym, co działo się w tych obozach, nikt nie jest w stanie przedstawić.

    Przeciwstawiajcie się wszelkim formom odradzającego się faszyzmu.

    Wierzymy, że wyciągniecie odpowiednie wnioski z przeżyć naszego starszego pokolenia. Wierzymy, że będziecie mądrzejsi od nas, czego Wam z całego serca życzę.

    Bądźcie zawsze pogodni i serdeczni.

    Józef Krzepina

    Więzienie gestapo w Kielcach

    Majdanek nr 152
    Sachsenhausen nr 68329
    Uczestnik „marszu śmierci’

    ul. Blankowa 46.A/19
    58-314 Wałbrzych

  • Maria Sołtys

    Wałbrzych, 11.04.2005 r.

    Moja refleksja

    Bardzo trudno wracamy do tamtych wspomnień, tych strasznych lat wojny, okupacji hitlerowskiej i obozów zagłady, które były rozsiane po kraju.

    Jako dziecko musiałam przejść wraz z matką obozy: w Zwierzyńcu, Zamościu, w Lublinie przy ul. Krochmalnej oraz obóz zagłady na Majdanku. Winą była wojna i to, że byliśmy Polakami mieszkającymi na terenach Lubelszczyzny, gdzie Niemcy szczególnie mścili się na ludności za działalność partyzantów, którzy tam bardzo aktywnie działali, często oddając swoje młode życie w obronie kraju i społeczeństwa, które tam zamieszkiwało. Były to ogromne zrywy wśród Polaków, to był patriotyzm w obronie Ojczyzny, który dziś bardzo sobie cenimy.

    Chcielibyśmy dziś, by młodzi ludzie zerwali z nienawiścią, wrogością, ceniąc i szanując każdego człowieka obojętnie kim on jest, biały czy czarny, widząc w nim człowieka, brata, podając każdemu braterską dłoń w potrzebie z miłością i zrozumieniem.

    Bardzo cenię obecne spotkania młodzieżowe – modlitewne ludzi młodych, gdzie przenika zrozumienie, miłość, pomoc najbiedniejszym, których jest tak dużo na świecie, mimo takiego dobrobytu, by dzielić się i wspierać biednych, chorych przez pracę w wolontariatach.

    Jest bardzo smutne i przykre, że tak mało jest publikowanych przeżyć byłych więźniów, którym Bóg pozwolił przeżyć, doczekać wolności. Dobrze, że żyją jeszcze świadkowie tych strasznych cierpień i przeżyć, o których dowiedziała się Ewelina Matyjasik w rozmowie z byłymi więźniami: z Panią Haliną Birenbaum oraz z Panem Smoleniem. Jak cenne jest życie mogą to przekazać dziś młodym ludzie, którzy przeżyli tragedie tamtych lat, dzieląc się z młodymi, by już nigdy nie dochodziło do zniewolenia, obozów zagłady, wojny.

    Jest bardzo ważne dziś to, że uczniowie niemieccy mają poczucie przynależności do narodu, który sprawił tyle zła, cierpień w różnych narodach. To oni chcą się kontaktować ze świadkami tamtych strasznych wydarzeń, odwiedzać miejsca kaźni, pamięci, by już nikt nie musiał przeżywać tego o czym wspomina Katarina Hartwig i Anja Lindig z Jeny w Niemczech. Są oni pełni podziwu, że więźniowie byli chcą im przekazać swoje przeżycia, które oni z wielkim skupieniem słuchają, czynią to więźniowie otwarcie, bez żalu do uczniów niemieckich, by oni kiedyś mogli to przekazać następnym pokoleniom co spowodował faszyzm, żeby w przyszłości ludzkość mogła uniknąć podobnych katastrof o czym wspominają Verena Muckenhuber, Iness Reer, Andrea Hagendorfer z Hollabrunn z Austrii.

    Młodzi ludzie pytają nas, świadków tych strasznych wydarzeń co dawało nam siły w przeżyciu obozów koncentracyjnych – na pewno nasza głęboka wiara w Boga, że nas nie opuści, że kiedyś skończy się ta gehenna, dodawał każdego dnia sił do przetrwania, do wolności. Dobry Bóg był i jest naszym najlepszym Ojcem i opiekunem, który doprowadził do upadku zła jakie Hitler spowodował. O to pytali Katrin Groiss, Daniela Lazenofer, Sylwia Rapp z Hollabrunn w Austrii.

    Otóż czas leczy rany, trudno żyć całe życie w nienawiści. Jeszcze 15 – 20 lat temu niemiecka mowa usłyszana na ulicy czy w pociągu wywoływała nie płacz ale szloch. Musiało upłynąć wiele lat, byśmy mogli opowiadać o swoich przeżyciach, choć nie są to wspomnienia obojętne, często ze łzami w oczach to przekazuję Nicole Zach, Natalya Vonić, Daniela Eder z Hollabrunn w Austrii, które pytają o naszą reakcję. Pfeiffer z Hollabrunn z Austrii pyta, czy odczuwaliśmy nienawiść do sprawców strasznych przeżyć, trudno ich było otaczać miłością, byli to szatani w ludzkich postaciach. Trudno nienawidzić Niemców, którzy również byli jako naród mordowani przez oprawców, są to również ludzie, którym należy przebaczyć, żyć w zgodzie i przyjaźni o to pytała Christina Steffen z Montabaur w Niemczech. Świat jest mały i wszyscy musimy się szanować, wspierać by już nigdy i nigdzie nie dochodziło do strasznych wojen, morderstw, komór gazowych. To jest przesłanie do młodych ludzi.

    Tamtych strasznych przeżyć nie sposób zapomnieć, można tylko wybaczyć.

    Maria Sołtys

    ul. Hetmańska 78/3
    Wałbrzych, 58-314

    Tak bym przekazała swoje przesłanie do ludzi młodych, uczniów, którzy nie mogą tego przeczytać w podręcznikach jak wspominają Nicole Lach, Daniela Lazenhofer, Sylwia Rapp z Hollabrunn z Austrii.
  • Zbigniew Damasiewicz

    Brzesko, 21.03.2005 r.

     

    Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

    Nim Państwu będę starał się odpowiedzieć na postawione nam pytania, chciałbym w pierwszej kolejności przesłać moje własne odczucia i moich koleżanek i kolegów, jak sprawę Auschwitz Birkenau widzimy w pewnym dystansie czasu.

    Ustosunkowując się do broszurki i poruszanych w niej zagadnień związanych z pobytem w obozach koncentracyjnych otrzymanej z Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu i Maximilian Kolbe Werk z Freiburga z dnia 18.01.2005 z okazji 60-lecia wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, chciałbym w pierwszej kolejności przedstawić się zainteresowanym.

    Nazywam się Zbigniew Damasiewicz, zostałem aresztowany dnia 3 maja 1940 roku przez gestapo krakowskie w Brzesku, a następnie przewieziony do więzienia w Tarnowie. Do KL Auschwitz trafiłem 14 czerwca 1940 roku i otrzymałem nr 260. W Auschwitz przebywałem do sierpnia 1944 roku, skąd karnie z bloku 11 zostałem przetransportowany do KL Sachsenhausen i tam otrzymałem nr 94113, następnie przewieziono mnie do KL Natzweiler / Komando Kochendorf i tam otrzymałem nr 33587. W kwietniu 1945 roku zostałem odtransportowany do Dachau – otrzymałem nr 150112. W dniu 29 kwietnia 1945 roku zostałem przez armię USA oswobodzony. Nadmieniam, że w dniu aresztowania miałem 17 lat i 5 miesięcy, na pewno nie więcej niż niejeden z zadających nam bardzo ciekawe pytania. W tym wieku człowiek pragnie wiedzieć prawdę o interesujących go problemach. Na zadane nam pytania chciałbym możliwie wyczerpująco odpowiedzieć. Kiedy patrzymy na pola największej bitwy narodów o wolność i godność człowieka, na bezkresne tereny Auschwitz-Birkenau, stale staje przed nami dramatyczne pytanie: Co sprawiło, że możliwa się stała tak wielka tragedia? Gdzie szukać jej przyczyn i początków?

    W okresie powstania systemów totalitarnych uwidocznił się prąd, który nazywano „scjentyzmem” – ubóstwiano rozum. Prąd ten miał jako boga rozum, który był najwyższym autorytetem. Nieważny był Bóg, nieważna miłość, uczucie, życzliwość, miłosierdzie, przyjaźń. Zrezygnowano z Dekalogu, uznawano przemoc i siłę i w ten sposób wychowywano młodzież.

    Starotestamentowa bitwa Dawida z Goliatem rozegrała się tak naprawdę nie na kartach Starego Testamentu, lecz na ogromnych polach Auschwitz-Birkenau. Tam bezbronny więzień straszliwego łagru zagłady, nękany potwornością głodu, chorób i przemocy, stanął oko w oko z drugim człowiekiem, uzbrojonym w niewyobrażalną wprost potęgę, i tu był ten niewłaściwy krok. Rozmawiając z polskimi nauczycielkami, więźniarkami KL Auschwitz– Birkenau, które obserwowały zachowanie młodych SS-manów, mówiły w następujący sposób: Trzeba absolutnie inaczej wychowywać młodzież, inaczej – czyli oprzeć wychowanie na innych niż hitlerowskie wzorcach moralnych na innym przesłaniu, na innym widzeniu świata. Człowiek powinien szanować drugiego człowieka w oparciu o Boga i Dekalog, co na pewno zaowocuje prawidłowym wychowaniem naszych pokoleń.

    Odpowiadając na pytania Anny Wonsack z Hunfelden z Niemiec, powiedziałbym następująco: Mój stosunek do Pana Boga jest pełen wiary i miłości, dzięki Opatrzności Bożej przeżyłem to piekło na ziemi. Uważam i twierdzę, że wiara jest podstawą w moim życiu, bo Bóg krzyżami doświadcza tych, których ukochał, a przez boleść kształtuje i pogłębia ich dusze.

    Odpowiadając na pytanie pani Katrin Groiss, Daniela Lazenhofer, Sylvii Rapp z Hollabrunn, że siłę w przeżyciu KL dodawał nam Pan – uzasadnienie jak wyżej.

    Odpowiadając na pytanie Pani Katariny Hartwig i Ani Lindig, powiedziałbym następująco: Nigdy nie wierzyłem, że przeżyję obóz, wiedząc jak z nami postępują SS-mani i władze obozu. Traktowano nas jak bydło, a w szczególny sposób niszczył nas głód, choroby, wybiórki po apelu, które dla wielu kończyły się w komorach gazowych. Gazowano więźniów, u których stwierdzono, że są chorzy na tyfus plamisty i inne choroby. Ja przechodziłem taką jedną wybiórkę ponieważ byłem tak zwanym tyfuśnikiem, selekcję prowadził lekarz Hauptsturmführer Entress - ponieważ byłem po okresie rekonwalescencji – pozostawił mnie przy życiu, a około 1 tysiąca więźniów zagazowano.

    Jednak wola Niebios była mi przychylna – przeżyłem 4 obozy, a wyzwoliły mnie wojska USA w Dachau. Wyzwolenie odbyło się w dość dziwny sposób, ponieważ front znajdował się ponad 35 kilometrów od obozu. Odbiła nas grupa szturmowa wojsk USA, a odbijając obóz, zabroniła nam z obozu wychodzić z uwagi na cofające się jednostki wojsk niemieckich, które mogły nas, więźniów likwidować. Strażnikami naszymi byli teraz żołnierze USA. W nocy przez obóz przelatywały pociski artyleryjskie, słychać było warkot wozów pancernych itp.. Świt następnego ranka uzmysłowił nam, że jesteśmy wolni. Po wyzwoleniu zmarło nas ponad 5 tysięcy z wyczerpania, głodu i chorób. Do obozu wjechały jednostki sanitarne, lekarze wojsk z USA – z kapelanem na czele, odbyły się modły dziękczynne za nasze ocalenie i w tym uczestniczyłem, byłem niezmiernie rad i uszczęśliwiony z ocalenia.

    Odpowiadając na pytanie Państwa Katrin Groiss, Daniela Lazenhofer i Sylvii Rapp, odpowiedziałbym następująco: Tych wspomnień nie można wymazać z naszej pamięci, one żyją dalej w nas, zwłaszcza nocami w postaci koszmarnych snów. Aby o tym zapomnieć, staraliśmy się przebywać w otoczeniu, które nie miało nic wspólnego z obozami i na ten temat nie prowadziliśmy rozmów. Natomiast w gronie kolegów tematem nr 1 był obóz, choćbyśmy nawet nie mieli zamiaru na ten temat prowadzić rozmów.

    Odpowiadając na pytanie Pana Pfeiffer z Hollabrunn i Pani Christiny Steffen z Montabaur, muszę przyznać, że nigdy nie odczuwałem nienawiści, ani w okresie wyzwolenia, ani też w okresach późniejszych do Niemców. Polacy – naród chrześcijański – nigdy nie czują nienawiści do innych narodów, które wyrządziły im krzywdy, nawet takie, jak w II wojnie światowej. Jedno mi po tym okresie pozostało – to, że nie mogę słuchać języka niemieckiego, bo wydaje mi się, że ktoś biegnie za mną z „knypplem”.

    Odpowiadając na pytania Pani Angeli Hartwig z Jeny, proszę odnieść się do mojego wstępu - ocena młodych SS-manów przez polskie nauczycielki. Uważam, że Narody Europy winny powrócić do swych korzeni, z których wyrosły, tj. chrześcijaństwa, oznacza to bowiem niebywałą siłą. Jest rzeczą tragiczną, że gwałtownemu rozwojowi techniki towarzyszy upadek człowieka ku coraz większemu barbarzyństwu i bestialstwu. Winniśmy się włączyć w nurt odradzającego się chrześcijaństwa w Europie, w przeciwnym razie doprowadzimy do nowych Auschwitz – Birkenau.

    Zbigniew Damasiewicz

    ul. Kościuszki 60a

    32-800 Brzesko

  • Danuta Pancerz

    W skrócie postaram się opisać gehennę mojego dzieciństwa

    Jak Niemcy wkroczyli do Polski, to zaczęły się pogromy. W czwartym pogromie zginęli Rodzice, brat i cała rodzina - razem zginęło 30 osób. Ja zostałam sama. Gestapowcy wzięli mnie do Getta, pracowałam przymusowo w Arbeitslager w Kopalni Wosku Ziemnego jako topiarka i przy wywożeniu iłu. Była to bardzo ciężka praca. Życie w Getcie było życiem w ciągłym strachu i głodzie, byłam 2 lata w Getcie. Pewnego dnia zaczęli Niemcy wywozić samochodami na rozstrzelanie. Słychać było strzały i krzyk ludzi. Mnie się udało, uciekłam, szukali mnie Niemcy długo.

    Przeżyłam dzięki pomocy dobrych ludzi.

    Odpowiadam na pytania:

    1. Byłam bardzo młoda i chciałam żyć.

    2. Boga się wspominało co chwila i wspomina zwłaszcza, gdy człowiek potrzebuje pomocy.
    Widzieliśmy w Telewizji, jak w 60 rocznicę w Auschwitz modlili się ludzie różnej narodowości.

    3. Jeśli chodzi o Niemców, nie wszyscy byli źli. W każdej narodowości są różni ludzie, ale Ci w Auschwitz to byli sadyści, to nie do pomyślenia, żeby się tak znęcać nad ludźmi. Pisząc o tym, co przeżyłam, ręce mi się trzęsą.

    Dziękuję tym ludziom, którzy pamiętają o Oświęcimiu
    a szczególnie Panu Prezesowi naszego Związku Kolbego – Panu Krzepinie.

    serdecznie pozdrawiam

    Danuta Pancerz

    ul. Przemysłowa 2/10
    58-300 Wałbrzych

  • Marta Baruk

    Moje wspomnienia z obozów koncentracyjnych


    W dniu 9 sierpnia 1944 roku zostałam wypędzona z Warszawy wraz z wieloma innymi Warszawiakami i wywieziona do podwarszawskiej miejscowości Pruszków. Tam szykowano transporty do różnych miejscowości. Ja trafiłam transportem wprost do Oświęcimia. Nie będę opisywała w jakich warunkach i jak się z nami obchodzono. Od pierwszego momentu naszej ewakuacji, to było po prostu piekło.

    Kiedy nas wyładowano w Brzezince z pociągu, ludzie zaczęli strasznie płakać. Spytałam – czemu tak płaczecie? Odpowiedź - dziecko to ty nie wiesz gdzie nas przywieziono! Popatrz na te dymiące kominy. To krematoria, w których palą ludzi. Strach mnie przeszył, że dopiero z jednego piekła uszłam z życiem, a tu przywieziono mnie do drugiego. Ludzie strasznie płakali, obejmując się i ściskając, dodając sobie nawzajem otuchy. Tą otuchą żyłyśmy co dzień, która przez dorosłych była ciągle podsycana i to ona pozwoliła nam przeżyć koszmar obozów koncentracyjnych. Wiara w to, że ujdziemy z życiem była w nas bardzo silna.

    Pytacie drogie panie z Niemiec, czy wierzyliśmy, że będziemy znów żyć na wolności i jak zareagowaliśmy na wyzwolenie? Wiara w to, że przeżyjemy była w nas zachwiana. Byliśmy bardzo wychudzeni i wycieńczeni pracą ponad siły. W obozie w Neustadt–Glewe prowadzono nas do lasu z kilofami i łopatami, gdzie przygotowywaliśmy okopy, od świtu do nocy o kromeczce chleba i wodnej zupy bez odrobiny soli. Posiłek ten spożywaliśmy dopiero wieczorem. Życie nasze ledwo że się w nas tliło. Jeśli chodzi o wyzwolenie, to przyjęłyśmy bez entuzjazmu. Najpilniejszą sprawą było się najeść. Pozostałe sprawy zeszły na plan dalszy.

    Pani Ania Wonsack z Niemiec pyta o nasz stosunek do Boga. Ja osobiście utraciłam wiarę w Boga, a z rozmów z koleżankami i kolegami wiem, że także tę wiarę stracili. W modlitwie „Ojcze Nasz” są słowa „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, a tego chleba nie było, a jeśli nawet był, to tak znikoma ilość, jakby się nic nie jadło.

    Pyta pani, czy wiara jest podporą, fundamentem, na którym można budować dalsze życie? Odpowiadam stanowczo nie! Byłam kiedyś bardzo religijną osobą, ale w miarę upływu lat i doświadczeń życiowych zrozumiałam, że ta wiara do niczego nie prowadzi. Trzeba po prostu być człowiekiem i umieć pracować nad swoimi słabościami i być przyjaznym dla drugiego człowieka, bez względu na jego przynależność religijną czy państwową. Hitler - to człowiek opętany, który z błogosławieństwem papieża ziszczał swe haniebne plany. A czyż nie krzyczał po zamachu na jego życie w Reichstagu „Jestem nieśmiertelny!”,  a przecież naród niemiecki też uznaje religię i Boga, dlaczego wobec tego postawili Hitlera ponad niego?

    Po wyzwoleniu, jako nieletnia, nie miałam czasu myśleć nad gehenną obozową. Starałam się żyć każdym dniem z radością i tak jest po dziś dzień. Zmorą moją były i są sny o tamtych latach.

    Ćwierć wieku trzeba było, żebym mogła opowiedzieć o gehennie obozowej. Po każdej prelekcji jestem znerwicowana i bardzo boli mnie głowa, a stan taki trwa parę dni. Trudno dzisiaj mówić o nienawiści, gdyż z tych oprawców mało kto żyje, ale w tamtych okropnych czasach serca nasze były przepełnione nienawiścią za śmierć tylu niewinnych ludzi. Oprawcami w obozach koncentracyjnych byli wyselekcjonowani ludzie o charakterze sadystów i homoteopatów.

    Długich lat trzeba było, żeby zmienić swój stosunek do narodu niemieckiego. Dzisiaj, to nie ci sami ludzie! Przyjaźni, serdeczni, uśmiechnięci. Chętnie nawiązujący z nami kontakty i pomagający w niesieniu pomocy poprzez Stowarzyszenie Maksymiliana Kolbe-Werk. Nie sposób wyliczać wszystkiego z czego korzystamy, bo potrzeby są ogromne ze względu na nasz wiek i schorzenia. Prosimy naród niemiecki o dalszą współpracę z Kolbe-Werk. To organizacja, która cieszy się ogromnym zaufaniem.

    Wszyscy na świecie żyjący pragną żyć w pokoju, a tu ciągle wojny. Giną niewinni ludzie. Czyż nie wystarczy, że na skutek żywiołów, katastrof i chorób codziennie umierają miliony? Przyczyną wojen jest chęć bogacenia się, mściwość i religie, a także brak tolerancji. Pozostaje mi tylko zaapelować do narodów świata o mądrych przywódców, którzy umieją rozumnie myśleć i przewidywać skutki podejmowanych decyzji. Nie osiągać celów przez własne widzimisię, ale zawsze mieć na uwadze dobro wszystkich narodów.

    Niech nigdy, ale to nigdy(!) w żadnym państwie świata nie powtórzy się ogromny cmentarz bez grobów, jaki jest w Oświęcimiu – Brzezince!

    Marta Baruk – Elżbieciak

    ul. Kuczkowskiego 5/1
    Wałbrzych, 58-309

  • Marian Majerowicz

    Ja Marian Majerowicz, były więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, o numerze obozowym 157715 wytatuowanym na  lewym ramieniu, w miarę sił i zdrowia będę mówił o zbrodniczej machinie zagłady rozpętanej w okresie II Wojny Światowej.

    Minęło sześćdziesiąt lat od tych tragicznych wydarzeń, świat nadal zbyt mało wie, zbyt mało pamięta. Dlatego my, byli więźniowie obozów koncentracyjnych, Gett, winniśmy nieść żywą pamięć tragicznych dni, jako świadkowie zagłady narodu żydowskiego.

    Jestem żywym świadkiem smutnej i zarazem tragicznej historii. Moim obowiązkiem jest podzielić się moim przeżyciem.

    Rodzina składająca się z pięciorga osób; (rodziców i trojga dzieci – chłopców, najmłodsze trzyletnie dziecko) w miesiącu czerwcu 1943r. po likwidacji getta w Zawierciu, wywiezieni zostali w nieludzkich warunkach do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Na rampie w Oświęcimiu następuje selekcja. Matka nie chce oddać dziecka i w tym samym dniu zostali uśmierceni i spaleni w krematorium. Po likwidacji Getta, ja z grupą wybranych osób  pozostajemy w Zawierciu, zakwaterowani w nieczynnej fabryce, gdzie pracujemy przy segregacji sprzętu i użytej odzieży wojskowej, sprowadzonej z frontu wschodniego. Po dwóch miesiącach ja i moi współtowarzysze zostaliśmy załadowani do podstawionych wagonów i wywiezieni do Oświęcimia. Tu spotykamy Ojca, którego trudno było poznać. W dniu 18 stycznia 1944 roku w trakcie jednej z selekcji numer obozowy Ojca zostaje spisany. Po pożegnaniu się w dniu 21 stycznia 1944r. ojciec ginie zagazowany i spalony w krematorium. Pod koniec stycznia 1944r. ja dostaje się z grupą 150 więźniów do pod obozu K. L. Auschwitz Guntengrube - Jaworzno, to jest około 30k od Oświęcimia. W obozie tym zastaliśmy 150 czeskich Żydów. Część więźniów pracowała w b. ciężkich warunkach – w kopalni węgla; część druga przy budowie drugiego obozu.

    W dniu 18 stycznia 1945 roku następuje likwidacja obozu. Ja i pozostali więźniowie zostaliśmy załadowani do otwartych wagonów-węglarek, w potwornym wówczas mrozie i przywiezieni do Oświęcimia. Tu utworzony został transport, około 1200 osób i rozpoczyna się tak zwany „marsz śmierci”.

    Trudno jest opisać, w jak tragicznych warunkach współwięźniowie ginęli, gnani na bezdrożach, bez jedzenia i picia, bici i maltretowani, a potem zastrzeleni i wyrzuceni do rowów.

    Wyzwolenia moje nastąpiło dokładnie 9 maja 1945 roku a terenie Czech. Z transportu pozostało 160 osób.

    Wspomnienie, które opisałem, jest maleńkim fragmentem tylko moich przeżyć. Dla normalnego człowieka trudno jest pojąć, w jakich warunkach ginęli ludzie. Tego w żaden sposób nie można opowiedzieć, opisać, sfilmować.

    Dla Żydów Auschwitz to największe obok Treblinki i Majdanka oraz innych mniejszych obozów – cmentarzysko, gdzie trudno doszukać się prochów najbliższych.

    Ludzie ginęli w komorach gazowych oraz od kul i uderzeń kija tylko dlatego, że byli Żydami. „Lekarz” Józef Menele, kierujący w obozie selekcją decydował wskazaniem palca, kto może jeszcze żyć, a kto musi zginąć.

    Auschwitz stał się symbolem Holocaustu i o tym świat nie może zapomnieć. Musimy o tym głośno mówić młodzieży, dla której obóz oświęcimski jest już tylko muzeum. Należy młodym uświadomić, że to ludzie sprawili taki los. Było to owocem nienawiści, nietolerancji, a więc tego wszystkiego, co przedstawiał sobą niemiecki faszyzm.

    Marian Majerowicz

    Stowarzyszenie Żydów Kombatantów -
    oddział Warszawski
    Pl. Grzybowski 12/16
    00 194 Warszawa

  • Leokadia Słopiecka

    Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

     


    Od kolegi Krzepiny otrzymałam wydawnictwo Centrum związane z 60. rocznicą wyzwolenia obozu Auschwitz, by ustosunkować się do zawartych tam wypowiedzi młodych Polaków i Niemców, dotyczących okupacji hitlerowskiej i naszej młodości. Zastanawiałam się długo o czym mam pisać. Czy o tym, że sadyści spod znaku swastyki chełpili się tym, który z nich więcej niewinnych ofiar uśmiercił lub prześcigali się w wymyślaniu najbardziej wyrafinowanych tortur? Nasza młodość to morze łez, tortur, strumienie niewinnej krwi i stosy trupów. Nikt, kto nie był więziony w obozach koncentracyjnych, nie jest w stanie zrozumieć, czym te obozy były. Były to nie tylko obozy śmierci, lecz także swego rodzaju laboratoria, w których stosowano okrutne metody doświadczalne jak na królikach czy szczurach. Tego, co działo się w obozach koncentracyjnych, nie jest w stanie nikt opisać, nie odda tego żaden film, ludzki rozum nie jest w stanie tego ogarnąć.

    Katarina Groiss, Daniela Lazenhofer, Sylwia Rapp z Hollabrunn w Austrii, pytacie co dodawało nam sił w przeżyciu obozu koncentracyjnego. Mnie oderwano od matczynej piersi w chwili aresztowania 4-miesięczne dziecko i rzucono na zaśnieżone podwórko. Ból, którego nie da się opisać, a który odczuwam jeszcze do dziś. Byłam młoda, chciałam żyć by wrócić do mego maleństwa, do mojej rodziny. Wiara w zwycięstwo nad faszyzmem i miłość do moich najbliższych to były czynniki, które dodawały mi sił do przetrwania.

    Anna Wonsack z Hünfelden w Niemczech interesuje się sprawą stosunku do Boga. Aniu, ja nie mogę się modlić, nie umiem. Mam żal do Boga, że do takich strasznych okrucieństw dopuścił. Nie mogę już wierzyć w jego miłość i dobroć. Wciąż zadaję pytanie: dlaczego? Do dziś jednak nie udało mi się znaleźć na nie odpowiedzi.

    Katarina Hartwig i Ania Lindig z Jeny w Niemczech pytają o reakcje na wyzwolenie. W pierwszej chwili nieopisana radość, że nasza nadzieja na wyzwolenie spełniła się, że nareszcie urwano łeb krwiożerczej hydrze. Pragnęłam najeść się do syta, zobaczyć czy moje dziecko żyje, uściskać tych najbliższych, którym udało się przeżyć i potem już spokojnie umrzeć. To były moje pierwsze życzenia, zresztą niedotrzymane, bo potem chciałam nadal żyć. Gdy zostaliśmy wyzwoleni z tego piekła na ziemi to mieliśmy za sobą maltretowanie, poniżanie, nieopisany głód, pracę ponad siły, zimno przenikające do szpiku kości i inne metody znęcania się. W obozie patrzyliśmy każdego dnia śmierci w oczy, żyliśmy z trupami, oddychaliśmy odorem palonych ciał. Do dziś prześladują mnie koszmary tamtych dni. Zamordowano mi ojca i siostrę. Odnalazłam dziecko chore na krzywicę, z dużym brzuszkiem, biegunką i z wytrzeszczonymi oczyma, z litości wychowywanie przez mieszkańców wsi. Moje serce przepełnione było wtedy nienawiścią. Myślałam, że bez niej nie będę potrafiła dalej żyć. Na szczęście stało się inaczej. Za sprawą działaczy Kolbe-Werku, zaczęłam odzyskiwać wiarę w dobroć ludzką. Ich serdeczność oraz szczere współczucie sprawiły, że przyjęłam wyciągniętą rękę. Od lat jestem społeczną działaczką Kolbe–Werku. Współdziałam w kontaktach między byłymi więźniarkami a młodzieżą w Polsce i w Niemczech. Po nienawiści w sercu nie pozostało nawet śladu, z czego się bardzo cieszę.

    Nicole Zach, Natalya Vonić, Daniela Eder z Hollabrunn w Austrii pytają, jak wiele czasu musiało upłynąć, zanim byliśmy w stanie opowiadać o naszych przeżyciach. Drodzy przyjaciele, mnie do dziś jest bardzo trudno mówić o tym co przeżywałam. Nie jestem w stanie, chociaż bardzo pragnęłabym zapomnieć. Jednak tak jak ja, tak i moje współtowarzyszki niedoli obozowej, zdajemy sobie sprawę, że nie wolno nam milczeć, że musimy o bestialstwie, cierpieniach, śmierci milionów ofiar w tym także niemieckich ofiar, głośno i wciąż mówić. Cieszymy się bardzo, gdy młodzi ludzie interesują się przyczynami i skutkami tragedii II. wojny światowej. My, byłe więźniarki i byli więźniowie, należymy do tych, którzy niezmordowanie przypominają o tej bardzo mrocznej przeszłości, ale nie dlatego by budzić nienawiść, lecz dlatego, by nie dopuścić do powtórzenia się obozów koncentracyjnych. Szczególną wagę przykładamy do kontaktów z przedstawicielami młodego pokolenia. W ich rękach spoczywa przyszłość. Nasze obustronne, serdeczne kontakty z nauczycielami i uczniami gimnazjum z Bad Kissingen, nawiązane za pośrednictwem Kolbe- Werku trwają już 13 lat. Dlatego ja, była więźniarka obozu koncentracyjnego Ravensbrück nr 33 804 u schyłku mojego życia apeluję do młodych ludzi, by za wszelka cenę nie dopuścili do tego, by w okrutny sposób mordowano dzieci, kobiety, mężczyzn. Pragnę też z całego serca podziękować tym młodym, którzy angażują się w poznawanie naszych przeżyć, bo wierzę, że będziecie działaczami na rzecz przyjaźni i pokoju między narodami . Serdecznie pozdrawiam działaczki i działaczy Kolbe–Werku, nauczycieli i uczniów gimnazjum w Bad Kissingen, bo to oni wraz z innymi organizacjami i szkołami tworzą szeroki krąg budowniczych gmachu pojednania i pokoju.

    Nigdy więcej wojny i związanych z nią tragedii!

    Leokadia Słopiecka

    ul. Poznańska 2
    PL-58-303 Wałbrzych

  • Irena Zbyszyńska

    Osobom, które przeżyły koszmar holocaustu powrót do tych tragicznych wspomnień jest ciągle torturą psychiczną trudną do wyrażenia słowami.

    Jak mogło do tego dojść? W sposób tak nieludzki naruszyć normy moralne, prawo istoty ludzkiej do życia, istnienia. Pytanie dzisiaj wydaje się czysto retoryczne. Bo jak na nie odpowiedzieć? Można obarczyć winą nazistów, reżimy totalitarne, destrukcyjne, represyjne. Wiemy dobrze, jak świetnie sobie radzą z przeoraniem ludzkich umysłów swoimi obłędnymi teoriami. Naród niemiecki szczycący się słusznie wielką ilością znakomitych uczonych w wielu dziedzinach, nie składał się przecież wyłącznie z sympatyków narodowego socjalizmu. Paraliżował strach. Hitlerowski reżim potrafił jak inne reżimy karać przykładnie swoich przeciwników. Ale kraje wolne, demokratyczne patrzyły na zagładę naszego narodu i nie było wielu sprawiedliwych wśród nich. A przecież istniały może ograniczone środki nacisku, formy protestu przeciwko wynaturzonym programom unicestwienia milionów istnień ludzkich, realizowanym bezkarnie przez hitlerowców.

    Czy tego wymagały tragiczne cele poprawności politycznej? Odmówiono Nam prawa do istnienia, ba, nawet do uronienia łzy na grobach naszych bliskich, ginęli bezimiennie „numerowani”. Z głębi naszych umęczonych serc wyrywa się od dawna zduszony krzyk. Nigdy więcej nie dopuścić, aby taki obłąkany scenariusz miał się powtórzyć gdziekolwiek i w stosunku do kogokolwiek. Skuteczną barierą musi być przekazanie młodym pokoleniom, bagażu naszych tragicznych doświadczeń wraz z gorącym apelem, aby działali szeroko, jak jest to możliwe w kierunku oczyszczenia umysłów ludzkich z bakcyla nietolerancji, nienawiści.


    Szacunek dla istoty ludzkiej, dobro, pomoc potrzebującym, przesłania, które tak pięknie głosił nieodżałowany nasz Papież- Jan Paweł II.

    Kontakty, które miałam okazję nawiązać z młodzieżą niemiecką napawają optymizmem, rokują pozytywnie. Zaangażowanie tych młodych ludzi wrażliwych w dochodzeniu wiedzy, prawdy o tych strasznych czasach pogardy jest wspaniałe. Rozwijać i  wprzęgnąć w tę działalność ludzi światłych, autorytety moralne, duchownych różnych wyznań; ale moim zdaniem rolę pierwszoplanową mają tutaj rodzice, pedagodzy. To oni mają przemożny wpływ na kształtowanie umysłów ludzkich w duchu tolerancji, zbliżenia rodziny ludzkiej. Myślę też, że rządy państw demokratycznych mają obowiązek wypracowania środków prawnych, aby osoby i ośrodki szerzące destrukcyjne, judzące hasła, były karane. Wydaje się, że takie kary są już w Niemczech stosowane. Zachętą do osiągnięcia celu szerokiego pojednania i poprawy stosunków międzyludzkich, choć niełatwe, są możliwe do realizacji. Jest to naszym, ofiar holocaustu, obowiązkiem wobec milionów ofiar.

    Ja osobiście zostałam wraz z rodziną liczącą 6 osób zamknięta w łódzkim getcie, od jego powstania do likwidacji pracując wraz z innymi dziećmi przy renowacji i pruciu mundurów niemieckich. Z całej rodziny ocalałam ja i brat mój, uwolniony z obozu Oświęcim, obecnie mieszkający w U.S.A.

    Irena Zbyszyńska

    Stowarzyszenie Żydów Kombatantów -
    oddział Warszawski
    Pl. Grzybowski 12/16
    00 194 Warszawa

  • Stefania Bajer

    Poznań, dn. 4 marca 2005 r.

    Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

    Dziękuję za list, który otrzymałam z okazji 60-lecia wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau. Wzruszyło mnie bardzo to, że jest tyle młodzieży, która interesuje się sprawami obozów koncentracyjnych i która chce robić wszystko, żeby te czasy już nigdy się nie powtórzyły. Dlatego postanowiłam parę słów napisać od siebie.

    Na wstępie chciałabym przedstawić się. Moje nazwisko: Stefania Bajer z domu Gałęska ur. 23 czerwca 1927 r. w Lesznie Wielkopolskim.

    Jestem więźniarką polityczną obozów koncentracyjnych: Ravensbrück Nr 56384, Neuengamme Nr 6362 – podobóz Salzgitter–Bad i Bergen-Belsen. W czasie wojny od 1939 r. mieszkałam w Warszawie. Sytuacja była tam bardzo napięta. Łapanki ludzi na ulicach, wywózki na roboty przymusowe do Rzeszy, rozstrzeliwania, aresztowania, terror, Polacy zaczęli się buntować. Powstały podziemne organizacje, zaczęto wydawać nielegalne gazetki, w lasach rozszerzała się partyzantka. Chciałam wraz ze szkolnymi koleżankami robić też coś przeciw okupantowi. Wiosną 1942 r. wraz z 2–ma koleżankami wstąpiłyśmy do nielegalnej organizacji harcerskiej „Szare Szeregi”. Od jesieni do 1942 r. zostałyśmy przekazane do podziemnej organizacji AK, gdzie zaczęłyśmy szkolenia jako łączniczki. Krótko przed Powstaniem Warszawskim złożyłyśmy przysięgę wojskową. W czasie powstania byłyśmy zmobilizowane na placówce łączności w Dzielnicy Warszawa-Ochota, przy ul Filtrowej 43. Powołanie na ochocie zostało krwawo i szybko stłumione przez brygadę Kamińskiego, która była na usługach SS. Przy pacyfikacji dn. 11 sierpnia 1944 r. dostałyśmy rozkaz opuszczenia Warszawy razem z ludnością cywilną, ponieważ jako Powstańcy zostałybyśmy od razu rozstrzelane. I tak przez Zieleniak i obóz w Pruszkowie trafiłyśmy do obozu koncentracyjnego Ravensbrück.

    Dużo na pewno nasłuchaliście się już o okropnościach obozów. O szoku jakim było odebranie wszystkich osobistych rzeczy, utracie nazwiska i nadanie numeru, przebranie w obozowe rzeczy.

    Drodzy Przyjaciele! Pytacie, co nam pomogło przeżyć ten trudny okres. Otóż nasza młodość (miałyśmy wtedy po 17 lat), nasza przyjaźń, wzajemna pomoc i wsparcie, nadzieja, że wojna szybko się skończy. Starałyśmy się na ile to było możliwe trzymać razem, instynktownie czując, że to nam pozwoli łatwiej przetrwać. Wiara w Boga i Jego sprawiedliwość też była ważna.

    Chciałabym Wam opowiedzieć takie zdarzenie. W połowie września 1944 r. przyjechali do Ravensbrück Niemcy ubrani po cywilnemu. Nasz blok musiał stanąć do apelu i po 5 podchodzić do stołu, gdzie siedzieli cywile razem z SS-manami. Oglądali nas, nasze ręce i nogi zupełnie jak na targu niewolników. Muszę tu zaznaczyć, że ja wyglądałam z naszej trójki najmizerniej. Potem wpisywali, albo nie wpisywali nasze numery na listę. Nie wiedziałyśmy po co to było. Czy na transport w niewiadome, czy na rozstrzelanie. Numery moich przyjaciółek zostały zapisane, a mój numer nie. Zrozpaczone, że nas rozdzielą przezwyciężyłam strach i wpisującemu zameldowałam nienajlepszą niemczyzną, że proszę o wpisanie mojego numeru na listę bo chcę dzielić los moich przyjaciółek. On popatrzył na mnie, nie powiedział nic, ale widziałam, że mój numer wpisał. Co nim kierowało w tym momencie nie raz się zastanawiałam. Mnie chciało się płakać ze szczęścia, że nie zostałam rozłączona. Jak się okazało po paru dniach zapisane numery około 300 kobiet zostały wysłane do obozu Neuengamme podobóz Salzgitter-Bad do pracy w fabryce amunicji. Tam ciężko pracując przy maszynach, w początkach kwietnia 1945 r. zostałyśmy ewakuowane. Załadowali nas w bydlęce odkryte wagony. Cały pociąg składał się z więźniów różnych obozów koncentracyjnych. Na stacji kolejowej w Celle pociąg zatrzymał się. W tym czasie zostaliśmy zbombardowani przez samoloty alianckie. Jak opisuje niemiecki historyk M. Bertram transport liczył około 4000 więźniów z czego po zbombardowaniu zostało przy życiu około 1100. Tych ocalałych więźniów pędzili SS-mani przez 3 dni pieszo, bez jedzenia i picia, bocznymi drogami do KZ Bergen-Belsen. Kto nie mógł dalej iść i się ociągał został rozstrzelany. Byłam już tak słaba i zmęczona, że było mi zupełnie obojętne czy mi odbiorą życie. I tu musze podkreślić, że dzięki pomocy moich przyjaciółek, które (chociaż same też goniły resztkami sił) dopingowały mnie do dalszej drogi i podtrzymywały w marszu – doszłam. 15 kwietnia 1945 r. zostałyśmy oswobodzone przez Anglików.

    Nasza przyjaźń przetrwała do dziś.

    Pytacie jak nam się potoczyło życie na wolności. Otóż zaraz po zakończeniu wojny starałam się wymazać ten okres pobytu w obozie z pamięci. Nie rozmawiałam i nie myślałam o nim. Nieraz wracały koszmary w snach. Po przebudzeniu jednak cieszyłam się, że to już minęło Cieszyłam się, że moje dzieci mają lepsze, szczęśliwsze dzieciństwo, bez wspomnień o okrucieństwach wojny.

    Dopiero po latach, kiedy znowu zaczęły odradzać się te same demony nazizmu, nietolerancji antysemityzmu, zdałam sobie sprawę, że nie powinno się dalej milczeć. Musimy o tym przypominać ku przestrodze. Żeby różni rewizjoniści i odradzający się nazizm wiedział, że są jeszcze świadkowie tamtej historii i żeby ta przeszłość już nigdy się nie powtórzyła.

    Młodym zaś, kiedy na początku 3-go Tysiąclecia stara Europa się jednoczy, kiedy otworzyły się granice, kiedy dzięki nowoczesnym środkom komunikacji zmniejszają się odległości chciałabym przekazać:

    spotykajcie się, żeby się lepiej poznać, rozmawiajcie ze sobą, żeby się lepiej rozumieć, uczcie się szanować innych nawet jeśli ich wygląd i sposób myślenia są inne od Waszych, a dzięki temu, żebyście nie musieli przeżywać dramatu naszego pokolenia.

    W kościele w Niepokalanowie jest ufundowana tablica przez żyjących, a poświęcona św. M. M. Kolbe i wszystkim, którzy ginęli w latach 1939 – 1945. Pozwólcie, że zakończę wyrytymi na niej słowami:

    „ O pamięć nie o zemstę, proszą nasze cienie,
    los nasz dla Was przestrogą ma być nie legendą.
    Jeżeli ludzie zamilkną, głazy wołać będą.”

    Serdecznie pozdrawiam,

    Stefania Bajer 

  • Albert Bebel

     

     

    Wałbrzych, 1.03.2005

    W maju br. będziemy obchodzić 60-tą rocznicę zakończenia II wojny światowej i wyzwolenia obozów koncentracyjnych i więzień hitlerowskich. Jestem jednym z tych, którzy się doczekali wyzwolenia i pragnę Wam przekazać droga młodzieży kilka refleksji i wspomnień z tamtego okresu. Pochodzę z rodziny emigrantów, którzy w latach 1920 – 1925 musieli wyjechać z Polski do Francji za pracą i chlebem.

    W 1940 roku po napadzie Niemiec hitlerowskich na Francję, biorę czynny udział w walce z okupantem w polskim ruchu oporu na terenie północnej Francji (okręg Lens) – przechowywanie broni i partyzantów w naszym mieszkaniu, sabotaż w kopalni, drukowanie materiałów propagandowych i ich rozprowadzenie, pomoc ofiarom represji gestapo i policji francuskiej itd.. We wrześniu 1942 zostaję aresztowany przez policję francuską i po torturach oddany w ręce gestapo w Arras na dokończenie śledztwa. W marcu 1943 zostaję skazany przez niemiecki sąd wojskowy na 5 lat więzienia i deportowany do Niemiec, gdzie przebywam w więzieniach: Anrath bei Krefeld, Hagen, Wolfenbuttel do 11.04.1945 dzień wyzwolenia przez wojska amerykańskie – wówczas wycieńczony przebywałem w więziennym lazarecie a następnie w szpitalu miejskim w Wolfenbuttel. Dzięki pomocy wojsk alianckich 17.05.1945 wróciłem do Francji i wówczas dowiedziałem się, że moja matka również została aresztowana i deportowana do Ravensbrück skąd wróciła dopiero w sierpniu 1945, a mój ojczym Kania Bronisław został stracony na gilotynie w 1943 za działalność w partyzantce.

    Do Polski przybyłem w 1951 r. wraz z żoną i synem.

    Pragnę podkreślić, że mój pobyt w więzieniach hitlerowskich w Anrath i Hagen był brutalny, ale ten ostatni w Wolfenbuttel był straszny. Już o 4-tej rano dowożono nas do fabryki zbrojeniowej, gdzie warunki pracy były niewolnicze i katorżnicze, a głód nigdy nie ustępował, zakradałem się pod kuchnię wartowniczą, gdzie dożywiałem się z odpadów, ażeby  przetrwać. Dowożono nas również do Brunszwiku, gdzie pod lufami karabinów byliśmy zmuszani do odgruzowania miasta, co w każdej chwili groziło nam śmiercią z powodu bombowych niewypałów. Bywało, że powrót do więzienia odbywał się pieszo w kolumnie, wówczas towarzyszyły nam wrogie okrzyki ze strony mieszkańców miasta i rzucanie w nas kamieniami. Jednak wśród pracowników zakładu i dozorców znalazł się człowiek o ludzkim obliczu, nazywał się Albert Beichal mieszkaniec Wolfenbuttel, uczestnik I wojny światowej, który przez dłuższy okres, ukradkiem podrzucał mi kawałek suchego chleba lub „obierki” z kartofli, które po zapakowaniu w puszce od konserwy i wsadzeniu do pieca po kilku minutach skonsumowałem (bez soli i żadnej przyprawy, świnia by tego nie jadła bez otrąb). Miałem wówczas 18 lat po wyzwoleniu ważyłem 45 kg. Można by dużo opisywać, ale pamięć jest zawodna, mam 80 lat i jestem inwalidą wojennym. Za wyrządzone mi krzywdy i mojej rodzinie przez faszyzm niemiecki nie czuję nienawiści do narodu niemieckiego, gdyż wśród nich byli uczciwi ludzie, patrioci, antyfaszyści, którzy walczyli i ginęli za słuszną sprawę i godność człowieka.

    Inicjatywa młodzieży polskiej i niemieckiej w przekazywaniu prawdy historycznej o naszych przeżyciach z okresu II wojny światowej w obozach koncentracyjnych i więzieniach jest bardzo cenna i należy się im duże uznanie i podziękowanie, gdyż z każdym rokiem nieubłaganie odchodzą żywi świadkowie tych tragicznych wydarzeń.

    Z poważaniem

    Albert Bebel

    ul. Olimpijska 1/1
    Wałbrzych, 58-301

    Stowarzyszenie imieniem M. Kolbego w Wałbrzychu

  • Norbert Widok

    Poznań, dnia 28.02.2005 r.

    Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

    Odpowiadając na list z dnia 18.1. br. i ustosunkowując się do tematu pragniemy pamiętać o tym co się wydarzyło. Z okazji 60-lecia wyzwolenia obozów, pragnę przekazać moje uwagi i spostrzeżenia.

    Jestem więźniem, który spędził w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych ponad 67 miesięcy. Aresztowany w połowie września 1939 r. za udział w obronie kraju, powołany do służb porządkowych, później jako uczeń gimnazjum, który w ramach obowiązkowego szkolenia tzw. P.W. /przysposobienie wojskowe/ wcielony do oddziałów samoobrony. Powyższe było powodem aresztowania i osadzenia w różnych więzieniach i obozach koncentracyjnych. Doznałem tam różnych upokorzeń i poniżenia godności ludzkiej do czego niechętnie myślami wracam, gdyż koszmar tych przeżyć nie daje mi spokoju.

    W czasie mego długiego pobytu były różne okresy kiedy nie chciało się żyć, lecz tylko silna wiara i ufność w Boga, głównie w opiekę Matki Bożej dało mi siłę przetrwania i doczekania wolności. Dodatkowym czynnikiem było to, że znałem język niemiecki, byłem młodym, zdrowym i wysportowanym.

    W tym ponad pięcioletnim okresie znalazłem się w różnych sytuacjach, ponieważ byłem w różnych okolicznościach i różnym otoczeniu ludzi i miejsc. Niechętnie wracam do tamtych czasów, ale dziś po dokładnym przemyśleniu uważam za bardzo ważne przekazanie pewnych refleksji - wrażeń okresu II wojny światowej młodemu pokoleniu.

    Zdaję sobie sprawę, że historię tworzą ludzie i w zależności kto ją tworzy i komu ona ma służyć tak jest przedstawiana.

    Uważam za słuszne, aby żyjący świadkowie mieli możność przekazać prawdziwe fakty – prawdziwą historię młodzieży. Nie pozostało nas dużo żyjących i mogących coś odpowiedzieć.

    Dopiero od paru lat mamy możność się wypowiadać, gdyż uprzednio był to temat tabu. Miałem możliwość spotkania się z młodzieżą polską i niemiecką. Różne odczucia mną targają. Jedno mogę powiedzieć – wszystko zależy od człowieka.

    Ludzie kształtują poprzez prowadzoną politykę socjalną, gospodarczą, narodową byt i życie. Mamy tego z ostatnich lat dobitne przykłady. Rasizm, przemoc, fanatyzm do niczego dobrego nie prowadzą.

    Dlatego ważnym jest, aby zastanowić się nad przeszłością, bo to jest najlepsza lekcja życiowa i aby nie być zmuszonym do przeżycia tego jeszcze raz – trzeba wracać do historii. Należy pamiętać, kto nie wraca do przeszłości skazany jest na doznanie krzywd i poniżenia godności ludzkiej. Dla tych, którzy jeszcze żyją i pamiętają te czasy ważnym jest, aby w miarę sił przekazali historię prawdziwą w oparciu o fakty. Fakty dość często przez niektórych ludzi jest fałszowana.

    Dziś po 60 latach zainteresowanie historią okresu II wojny światowej trochę wzrosło.

    Świadczy to, że społeczeństwo świata zmierza w kierunku zrozumienia wzajemnego i tolerancji religijnej i narodowej. Droga ta jako jedyna może doprowadzić do pojednania narodów co jest nakazem chwili i przyszłości, abyśmy mogli żyć w spokoju, bez nienawiści, arogancji i wzajemnego poszanowania.

    Wszyscy razem musimy pamiętać o przeszłości i dążyć do miłości i przyjaźni, czego ja jako długoletni więzień wszystkim ludziom dobrej woli życzę.

    Norbert Widok

    Polski Zwiąyek Byłych  Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więźień i Oboyów Koncentracyjnych

    Zarząd Okręgu Poznań

    Aleja Niepodległości 16/18

    priw.:
    Ul. Laskowska 106
    62-051 Wiry

  • Maria Mielińska

    Odpowiadam na pytania Młodzieży

     


    Aresztowana byłam dnia 8 marca 1944 r. przez gestapo jako małolatka 16-letnia. W tym dniu była pacyfikacja tej miejscowości, więc starszych ludzi wystrzelali a młodych na samochody i do więzienia, tą miejscowość spalili zabudowania doszczętnie.

    Ja byłam uwięziona w Radomsku i w tym więzieniu zaczęły się tortury przesłuchań przez Gestapo. Była to męka nieludzka, jakie używali metody. Po tygodniu transportowali więźniarki z Pawiaka, więc z tego więzienia nas - kobiety dokoptowali do tego transportu w wagonach bydlęcych. Były to straszne warunki: głodne i chłodne... trwało to 2 tygodnie, kiedy nas przywieźli do Ravensbrück. Kiedy przekroczyliśmy bramę tego obozu zaczęło się piekło na tej ziemi. SS-manki zachowywały się jak bestie: biły, kopały jak któraś z nas nie umiała stanąć w szeregu. Ja płakałam, że się urodziłam na skazanie tego okrucieństwa, nie mogłam się znaleźć w tych warunkach... bicie bez zdania racji, nie dość, że ludzie wyglądali jak szkielety, to oni mieli przyjemność dobijać.

    Jedzenie było obrzydliwe: brukiew suszona gorszka z piachem; chleb mieszany z mąką kasztanową... ale z głodu jadło się, bo nie było nic innego.

    W Ravensbrück byłam siedem tygodni. W tym czasie byłam poddawana eksperymentowi - wstrzykiwano mi biały płyn do pochwy do dziś mi nieznany. Bardzo gorączkowałam i dostawałam silne bóle brzucha było bardzo bolesne. Ten eksperyment przeprowadzał mężczyzna wojskowy w mundurze SS-mana. Przez 2 tygodnie stawałyśmy rozebrane do naga w rewirze i robili badania i zdjęcia. Po siedmiu tygodniach wywieźli nas - młodych do Neubrandenburg, do bardzo ciężkiej pracy, budować w lesie nowy lagier. Praca była bardzo ciężka przy cemencie i cegłach, pchać wózki trzeba było pod takie duże górki, że nieraz oczy wychodziły z tego obciążenia, a nie wolno było odpoczywać, bo Auzierka zaraz biła do nieprzytomności. Każdy dzień był piekłem. Apele odbywały się codziennie po 2 godziny rano i wieczór. W tym czasie trzeba było stać nieruchomo.

    Pytacie skąd czerpaliśmy siłę do dalszego życia? Nie wszyscy mogli to przeżyć, dużo woleli zakończyć życie na drutach elektrycznych.

    Czy odczuwaliśmy nienawiść do oprawców? Bardzo wielką. Brakuje mi słów, żeby ich nazwać, kim oni byli - bestie bez granic. Ja nie mam żalu do niemieckiego narodu. Oni są niewinni tego bestialstwa. To Hitler wybrał tych ludzi do takiej morderczej roboty. Czy nienawidziłam później Niemców? – ja osobiście mam dużo kontaktów z obywatelami niemieckimi i bardzo ich cenię, że się interesują okropną historią i jak mogą, to idą z pomocą dla nas. Bardzo dużo okazują nam serca, chcą po prostu nagradzać za popełnione krzywdy rodaków, starego pokolenia.

    Mam nadzieję, że to się już nie powtórzy i że te bestie nie istnieją.

    Maria Mielińska

    ul. Piłsudskiego 7/2
    58-160 Świebodzice

    z domu Zafoń
    ur. 29.09.1926 r.
    od marca 1944 r.
    do maja 1945 r. Ravensbrück – Neubrandenburg, nr obozowy 30953

Strona: 1 2

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies