Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Joanna Barcik – „A my mamy Kolbego.” Polskie myślenie religijne wobec Auschwitz

Strona: 2


Świadectwa zatem są bardzo różnorodne, chciałabym jednak wydobyć z nich pewne cechy charakterystyczne dla polskiego religijnego sposobu interpretacji symbolu „Auschwitz”. Należy przy tym od razu zauważyć, że Polacy mają – jak napisał ks. Łukasz Kamykowski – własną tradycję obozu oświęcimskiego i mieli ją zanim jeszcze szeroka opinia publiczna dowiedziała się o związku Auschwitz z zagładą Żydów (Kamykowski, 2003, s. 105-115, zob. również: Horoszewicz, 1992, s. 37-88). Stanisław Kłodziński, sam były więzień Oświęcimia, bliski współpracownik prof. Kępińskiego, z którym wspólnie badał byłych więźniów, w artykule, którego już tytuł jest znaczący Auschwitz – symbol ofiar wielu narodów, sanktuarium Polaków pisze:

„Jest rzeczą ogólnie znaną, że były obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau – to symbol wszystkich hitlerowskich obozów koncentracyjnych, wszystkich tego typu miejsc zagłady. A cóż znaczy tytułowe stwierdzenie, ze jest on również sanktuarium Polaków? Co to znaczy w ustach polskich byłych więźniów obozu oświęcimskiego, którzy w czasie, gdy owo piekło na ziemi było czynne, nie dzielili się między sobą według narodowości, do dziś zaś uważają, iż było to miejsce bezprzykładnej w dziejach ludzkości, masowej zagłady ludzi? Rzecz oczywista, że Oświęcim jest przede wszystkim symbolem straszliwej zagłady Żydów (choć inne obozy, jak: Sobibór, Treblinka, Bełżec czy Chełm nad Nerem były miejscem wyłącznej zagłady Żydów)” (Kłodziński, 1990, s. 37).


Pierwsza cecha charakterystyczna polskiego myślenia po Auschwitz to przeniesienie problemu na płaszczyznę antropologiczną. Polacy, w przeciwieństwie do myślicieli żydowskich, w zasadzie nie pytają o odpowiedzialność Boga. Wyjątek stanowi tu Karol Ludwik Koniński, który odważa się postawić wprost takie pytania, jakie stawiały współwięźniarki Zofii Kossak: dlaczego dopuszcza zło, skoro mógłby mu przeszkodzić.

„Śmieszna i naiwna teodycea: Bóg używa zła jako swego środka, jako stymulanta dla dobra – jak gdyby Bóg wszechmocny nie mógł dobrem stymulować dobra! I naiwna teodycea, że Bóg „dopuszcza zło” – jak gdyby jakiekolwiek dopuszczanie ze strony kogoś, kto by przeszkodzić mógł, nie było pozytywnym aktem chcenia, ażeby tak właśnie było, a nie inaczej! Jeśli więc Bóg jest Absolutem Bytu, to bez ogródek: Bóg chce zła” (Koniński, 1962, s. 72).


Krytyka teodycei nie oznacza jednak dla Konińskiego porzucenia wiary religijnej, przeciwnie, zachęca do mężnego jej podjęcia bez fałszywych podpórek intelektualnych.

„Świat  w złem  leży’  –  tak,  ale  tej  nauki  nie  potrzeba  od  chrześcijaństwa akurat; do chrześcijaństwa należy odpowiedź: czemu świat w złym leży? Chrystianizm odpowiada albo Tajemnicą – albo płaską teodyceą, albo demoniczną teodyceą. Ażeby mimo to pozostać przy chrześcijaństwie, a pesymizmu nie darować, nie sprzedać go tanio, trzeba co dzień – poprzez pesymizm – dowiercać się świdrem nagiej wiary i uporczywej nadziei, wiercić na drugą stronę, niemą stronę, zakrytą stronę” (Koniński, 1987, s. 170).


Tymczasem większość myślicieli polskich postrzega Auschwitz raczej jako wynik tego, że człowiek odwrócił się od Boga. Nie chodzi jednak o karę boską, a raczej coś w rodzaju „naturalnej konsekwencji” nierealizowania przykazania miłości. Tak, jakby prawdziwa była dysjunkcja: albo przykazanie miłości albo absolutne zło. Jeśli nie idziemy za naukami Jezusa, kończy się to zorganizowanym ludobójstwem. To przekonanie daje się zauważyć na różnych poziomach: świadectw więźniów, ale także u teologów i filozofów. Czytamy u ks. Henryka Malaka, byłego więźnia obozów w Sztutowie, Sachsenhausen i Dachau:

„Wola broni się rozpaczliwie przed pytaniem: Dlaczego tak? Męką jest przerażająca bolesna świadomość i rozpaczliwa pewność odpowiedzi: Wszystko to za to… za to, żeśmy nie umieli wcielić w życie najważniejszego przykazania Jego, przykazania miłości. Za to, żeśmy zadowalali się słowami, wygłaszanymi z kaznodziejskim patosem, a nie zdobyli się na to, by pójść na szańce walki, wszczętej o sprawiedliwość, o miłosierdzie, o praktykowanie miłości” (Malak, 1961, s. 68-69).


Ks. Majdański pyta: „Człowiek, to znaczy kto – absolut?” i konstatuje, że  do takich tragedii jak Auschwitz dochodzi, gdy człowiek postrzega siebie w oderwaniu od Boga – wtedy niektórzy stają się absolutami (nadludzie) mogącymi więzić i wykorzystywać podludzi, włączając w tę operację szybko rozwijającą się technikę (Majdański, 1999, s. 13).
Niekiedy to przeniesienie problemu na płaszczyznę antropologiczną uzasadnione jest przekonaniem, że pytanie o odpowiedzialność Boga w Auschwitz miałoby w tle obraz Boga, którego obowiązkiem jest zaspokajanie naszych potrzeb. U Leszka Kołakowskiego czytamy:

„Czasem pytamy retorycznie: Gdzie był Bóg w Oświęcimiu, na Kołymie, podczas ludobójstwa, tortur, wojen, podczas wszystkich tych potworności? Dlaczego nic nie robił? To jednak źle postawione pytanie. Pomijając fakt, że monstrualne krzywdy, jakie ludzie wyrządzali ludziom, nieobce były żadnemu okresowi w historii, że ludobójstwo, krwawe łaźnie i tortury istniały zawsze, że zło – zło w nas – nigdy nie zaprzestało swej pracy, w tego rodzaju pytaniu przemycamy koncepcję Boga, którego obowiązkiem jest stale chronić gatunek ludzki przed jego własnym złem za pomocą cudów i zapewnić mu szczęście pomimo ran, jakie sam sobie zadaje. Lecz Bóg, który funkcjonuje jako magiczna siła służąca naszym doraźnym potrzebom, nie był w istocie nigdy Bogiem wiary chrześcijańskiej czy Bogiem jakiejkolwiek wielkiej religii, nawet jeśli religijność ludowa często karmi się tego rodzaju wyobrażeniami” (Kołakowski, 2009, s. 66-67).


Z nieco innego powodu ta cecha polskiego myślenia religijnego dochodzi do głosu u Józefa Tischnera zainspirowanego w tej kwestii filozofią E. Levinasa. Tischnerowi, jak i Levinasowi, chodzi przede wszystkim o to, by pytając o Boga nie zwolnić z odpowiedzialności człowieka:

„Czy Bóg w Oświęcimiu milczał? Bóg nie milczał. Przemówił głosem umęczonych i zabijanych. Zachodzi głębokie pokrewieństwo między twarzami ofiar naszych czasów a twarzą Ukrzyżowanego” (Tischner, 2005, s. 124).


Zamiast zatem pytać, gdzie był Bóg, kiedy mordowano ludzi Auschwitz, powinniśmy postawić pytanie o obecność i odpowiedzialność człowieka. Związane jest to ze swoistym „ateizmem” (używając języka Levinasa) – odrzuceniem wyobrażenia Boga, który miałby być reżyserem świata, ponoszącym bezpośrednią odpowiedzialność za wszystkie ludzkie działania, traktującym ludzi jak marionetki.

Związana z tym jest druga cecha charakterystyczna religijnej perspektywy polskiej, którą nazwałabym pedagogiczną: skoro Auschwitz to klęska człowieka oderwanego od Boga, to trzeba wychować Nowego Człowieka – w łączności, w głębokiej relacji z Bogiem. To najbardziej charakterystyczny rys myślenia ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu oazowego i Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Za wzór antropologiczny Blachnicki stawia Maryję Niepokalaną, która także ma swoje miejsce w myśleniu po Auschwitz, jak i w całej polskiej historii. Blachnickiego jednak denerwuje polska kwietystyczna maryjność, pragnie oczyścić ją z taniego sentymentalizmu. Niepokalana to przede wszystkim najdoskonalsze urzeczywistnienie idei osoby, która – za Gaudium et spes – posiada siebie w dawaniu siebie. Wydaje się, że ten rys pedagogiczny to specyficzny sposób wzięcia na siebie odpowiedzialności. Zofia Kossak będzie widzieć również konieczność wsparcia w tym procesie wychowawczym Niemców (Kossak, 1958, s. 113).
To, co uderza chyba najmocniej, kiedy czyta się dzisiaj świadectwa byłych więźniów, to fakt, że Auschwitz ma dla nich dwa oblicza: jednocześnie jest miejscem najstraszniejszego zła, ale także wyzwaniem do tego, by pozostać człowiekiem: „Można by powiedzieć, że obozy to jeden wrzask. I jakże oni chcieli nienawidzieć! Można by powiedzieć, że obozy to miejsce skondensowanej nienawiści. Czy można powiedzieć o obozach coś jeszcze więcej? – Trzeba. Wprawdzie trudniej już widzieć gorszą rzeczywistość stworzoną przez człowieka, ale nie należy poprzestawać na ogólnikach. Nade wszystko zaś koniecznie trzeba powiedzieć o tym, że to jeszcze niecała rzeczywistość. To tylko jakiś jej cień: obozy były tym złem, w którym brak dobra wołał o nie bardzo skutecznie: „Zło dobrem…” pisze ks. Majdański, były więzień Dachau (Majdański, 1999, s. 55), a ks. Ignacy Jeż: „Dopiero na Sądzie Ostatecznym będzie można spojrzeć na Bożą Wagę, by móc stwierdzić, co tam przeważyło – dobro czy zło – czego było więcej – światła czy ciemności” (Jeż, 1993, s.12-13).
Stąd też charakterystyczne, że w tekstach byłych więźniów często pojawiają się określenia nie tylko „piekło”, ale również: „łaska”, „rekolekcje narodowe”, „uniwersytet”, „zwycięstwo”. Pobyt w obozie to okazja do realizacji wartości, to zadanie. Ks. prof. Konstanty Michalski widzi to bardzo wyraźnie:

„Na polu bitwy zderza się młot z młotem, maszyna z maszyną, czołg z czołgiem, a w więzieniach i obozach zderza się młot z kowadłem. Kowadło nie może być z kruchego, łamliwego żelaziwa, gdyż inaczej pod ciosem młota rozbije się w drzazgi. W obozach było się kowadłem, a oprawca był młotem. Ciosy bywały mocne, straszne i dobrze wymierzone. W kowadle dygotały czasem wszystkie jego drobiny składowe, a jednak nie wolno im było się rozchodzić, musiała się coraz silniej skupiać i wydzielać z siebie nieszlachetny żużel” (Michalski, 1945, s. 2).

Jan Paweł II w odniesieniu do osoby Maksymiliana Kolbego używa wręcz określenia „zwycięstwo”:

„W tym miejscu straszliwej kaźni, która przyniosła śmierć czterem milionom ludzi z różnych narodów, o. Maksymilian Kolbe odniósł duchowe zwycięstwo, podobne do zwycięstwa samego Chrystusa, oddając się dobrowolnie na śmierć w bunkrze głodu – za brata” (Jan Paweł II, 1979),

a Stefan kardynał Wyszyński jeszcze mocniej:

„Właściwie to Ojciec Maksymilian Maria Kolbe wśród zmagających się potęg świata wygrał wojnę! Wtedy, gdy zmagały się potężne moce, nie dające się ogarnąć ani powstrzymać, gdy do głosu doszła nienawiść, której nie można było przezwyciężyć większą jeszcze nienawiścią – bo zda się, że większej już być nie mogło! – pozostał jeden wybór: nienawiść przezwyciężyć większą jeszcze miłością” (Wyszyński, 2001, s. 249-251).

Heroiczne akty dobroci w obozie, męczeństwo, każą postawić pytanie o źródło takich czynów Krzysztofowi Michalskiemu.

 

„Zdolność do odpowiedzi dobrem na zło nie pasuje do innych zdolności człowieka; jej mobilizacja wymaga zaparcia się siebie, przerywa dotychczasowy życiorys. Wymaga więc wysiłku – i to wysiłku, którego możliwego sukcesu nie potrafimy ocenić, czy raczej: wysiłku, który – jeśli podstawą oceny jest to, co wiem o sobie, jaki jestem – musi być próżny. Mogę mieć tylko nadzieję – nie racjonalnie uzasadnione oczekiwanie – że potrafię odpowiedzieć dobrem na zło. […] Czy potrafilibyśmy zrozumieć te biblijne teksty, czy potrafilibyśmy odkryć w sobie tę „boską perspektywę” i tym samym dobroć tego, co jest, mimo wszystko – gdyby wśród nas nie zdarzał się czasem ktoś, kto potrafi tak żyć, ktoś z innego świata? Ktoś, kto widzi tylko dobro, także w gównie i w błocie, kto reaguje tylko dobrem, wszystko jedno, co mu się zdarza?” (Michalski, 2014, s. 170-171).

 
Tym, co pozwala popatrzeć na innych, nawet na oprawców, jak na tych, którzy są dziećmi Bożymi, jest jakiś nadmiar dobra we mnie. To Michalski nazywa „boską perspektywą”, która możliwa jest jedynie na gruncie głębokiego doświadczenia chrześcijańskiego. A zatem pytania stawiane po Auschwitz, widać to wyraźnie na gruncie polskim, to nie tylko pytania o zło, ale i o dobro, które nie przestaje być możliwe. Ks. Konrad Szweda, były więzień Auschwitz i Dachau, uzyskanie tej boskiej perspektywy widzi jako rezultat włączenia własnego cierpienia w ofiarę Jezusa:

 
Strona: 1 2 3

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies