Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu

Henryk Seweryniak – Teologia po Auschwitz. Perspektywa polska

Strona: 1

Henryk Seweryniak

Teologia po Auschwitz
 - perspektywa polska

 
[pozwól]
żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła
(Z. Herbert, Modlitwa Pana Cogito Podróżnika)

Wstęp – trzy pamięci

Pamięć osobista
Od 2001 roku niemal co rok jestem w Izraelu. I niemal co rok jadę z betlejemskiego karmelu do jerozolimskiego Yad Vashem, a potem już na piechotę wędruję na Wzgórze Herzla, na groby Icchaaka i Lei Rabinów, Nahuma i Rywki Sokołowów. Ci ostatni pochodzili z Wyszogrodu i Makowa Mazowieckiego, bliskich mi mazowieckich miasteczek. Nie byli wcale przyjaciółmi „katolickiej” Polski. Pewnie się dziwią, że przychodzę na ich grób, kładę kamień, odmawiam zdrowaśkę. Kiedyś może nawet powiedzieliby – filosemita. Na początku tego roku pojechałem do Yad Vashem z grupą polskich księży. Wzięliśmy udział w dwutygodniowym seminarium, poświęconym Zagładzie. Jak napisał jeden z nas, ks. Henryk Romanik z Koszalina, niezwykle wrażliwy promotor pamięci i dialogu polsko-żydowskiego na Pomorzu, byliśmy tam traktowani jako szczególny rodzaj nauczycieli, z naturalnym autorytetem w środowisku duszpasterskim i akademickim. Nasi izraelscy gospodarze pragnęli przekazać nam, czego uczą młodzież, przybywającą do tego strasznego i zarazem niezwykłego miejsca, co przyswajają przewodnikom klas licealnych, nawiedzających Auschwitz, Treblinkę, Majdanek i Bełżec, ale także Leżajsk i krakowski Kazimierz. A uczą ich, żeby nie tylko wędrowali z młodymi Izraelczykami po miejscach zagłady, ale także udawali się do miejsc, w których zrodziła się i rozwijała wielka kultura żydowska, gdzie żyli wielcy cadykowie i zwyczajni Żydzi, którzy tak jak oni kochali, myśleli i grzeszyli. Uczą też, żeby jadąc przez polskie miasta i miasteczka pokazywali realia tamtej przedwojennej Polski, Piłsudskiego i Dmowskiego, PPS-u i Bundu. Próbują organizować spotkania z młodzieżą z polskich szkół.
Podziwiałem w te styczniowe dni kompetencję wspomnianych gospodarzy – Margalit i Alexa, reakcje i wiedzę niektórych moich kolegów. Miałem też możność opowiedzieć, że pochodzę z diecezji, która w obozie koncentracyjnym w Działdowie straciła obu swoich biskupów. Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski stoi dzisiaj na czele 108 błogosławionych – męczenników II wojny światowej, biskup Leon Wetmański, jego biskup pomocniczy, również został zaliczony do tego grona1. Nazwa mojego rodzinnego miasta – Gostynin – widnieje w Dolinie Gmin w Yad Vashem. Od wieków w Gostyninie żyła duża społeczność żydowska. W samym mieście i w jego okolicach było także wielu kolonistów niemieckich. To ci niemieccy „sąsiedzi” w połowie września 1939 roku objęli wszystkie ważniejsze stanowiska w mieście i zaprowadzali nowy, germański porządek, polegający m.in. na tym, że jakoś zaraz na początku proboszcz ks. kan. Kaczyński i kilku rabinów zostało pognanych na rynek i zmuszonych do mycia niemieckich samochodów. 11 listopada 1939 roku, w święto narodowe, trzej gostynińscy wikariusze poszli jako zakładnicy za tego sędziwego i chorego księdza, osadzonego w więzieniu. 1 grudnia 1939 roku zostali wraz z innymi trzydziestoma zakładnikami, pośród których byli m.in.: burmistrz miasta, działacze ludowi, poseł na sejm, nauczyciele i czterej Żydzi, rozstrzelani. Rok później w obozie w Inowrocławiu, w święto św. Szczepana – pierwszego męczennika, został zamęczony proboszcz. W styczniu 1941 roku w Gostyninie utworzono getto. Później zamknięto nowo zbudowany kościół. Przetrzymywano w nim Żydów przed wywiezieniem ich do obozu – zachowało się zdjęcie, pokazujące pędzone ze świątyni żydowskie kobiety i dzieci do (niewidocznych na zdjęciu) ciężarówek. Wreszcie hitlerowcy rękami pozostawionych, przymuszonych do tego Żydów, rozebrali kościół, a jego resztki wysadzili. Niemal cała społeczność żydowska Gostynina została wymordowana w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. W czasach komunistycznych świątyni nie wolno było odbudować, więc często, czekając na lekcje religii, chowaliśmy się w pozostałych po wybuchach lejach…
Na moje pytanie: „Czy przejeżdżając przez Gostynin z izraelską młodzieżą, opowiedzielibyście tę historię?”, Alex odpowiedział coś w rodzaju: „To byłoby trudne…”. Tak, to wszystko jest trudne, niewypowiedziane, boleśnie splątane. To dlatego już w chwili, gdy zgadzałem się na napisanie tego tekstu, wiedziałem, że godzę się na niewykonalne. A potem, gdy w sobotę 9 sierpnia, w dzień św. Edyty Stein, po wspólnej modlitwie przy krematorium na terenie Auschwitz-Birkenau długo w noc siedziałem z Manfredem Desalaersem i słuchałem jego opowieści, zrozumiałem, że to on – niemiecki ksiądz – najlepiej powiedziałby o polskiej perspektywie Auschwitz2. Ks. Manfred jednak nie zgodził się. Pozostaje więc tylko prosić o wyrozumiałość, jeśli „moja perspektywa” nie każdemu, nie w każdym punkcie, skojarzy się z „polską perspektywą”.
 
Pamięć pokoleń
Nie ulega wątpliwości, że Polacy mają – jak napisał w jednym ze swoich ważnych tekstów ks. Łukasz Kamykowski – własną tradycję obozu oświęcimskiego3. Mieli ją – kontynuuje ks. Kamykowski – zanim jeszcze szeroka opinia publiczna dowiedziała się o związku Auschwitz z zagładą Żydów, a nawet zanim Zagłada się dokonała. „Tylko świnie siedzą w kinie, a Polacy w Oświęcimie” – wypisywali ludzie podziemia na murach kin, które Niemcy zostawili w Generalnym Gubernatorstwie dla ludności niegermańskiej. Naszym dziadkom, rodzicom Oświęcim kojarzył się z okupacją, z ponowną próbą wymazania państwa polskiego z mapy świata, z bezbrzeżnym okrucieństwem ludzi, uważających się za „rasę panów”. Moje pokolenie uczono w PRL-owskich szkołach o czterech milionach ofiar Oświęcimia, bez pokazywania, że tymi ofiarami byli przede wszystkim Żydzi4. Być może zresztą w tym przemilczaniu faktu oświęcimskiego Holokaustu kryła się, nasycona antysemityzmem, obawa przed osłabieniem propagandowej, antyhitlerowskiej – czytaj: antyniemieckiej, czytaj: antyimperlistycznej – wymowy tych liczb. Uczyliśmy się o bohaterstwie więźniów – komunistów, szczególnie „żelaznego” premiera Józefa Cyrankiewicza, w obozowym ruchu oporu, ale już nie o rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Manipulacje dotyczyły także często powtarzanego i wypisywanego na transparentach hasła: „Nigdy więcej Oświęcimia!”. Obok swej oczywistej prawdy, hasło to służyło zepchnięciu w niepamięć prawdy o łagrach, o Katyniu i o kolejnej w naszej historii wywózce blisko miliona Polaków w głąb Rosji. Do polskiej perspektywy należy także trauma osamotnienia w dniach powstania warszawskiego, a później „programowego zapominania” o nim tu i na Zachodzie przy jednoczesnym – w pełni uzasadnionym – pielęgnowaniu pamięci o powstaniu w getcie. A także to, że w Polsce po 1945 roku trwała jeszcze ostra walka zbrojna przeciwko narzucanemu nam reżimowi komunistycznemu. I że to w tej atmosferze zdarzały się akty zdziczenia, objawiające się m.in. w kilkudziesięciu morderstwach ocalonych Żydów, czy w przeszukiwaniu prochów warszawiaków z getta, spalonych w Treblince…
 
Pamięć w teologii
To wszystko jest jakimś „punktem wyjściowym” perspektywy, no właśnie – czego?
W Polsce nie ma „teologii po Auschwitz” w stylu tej, którą uprawia się na Zachodzie. Jest myślenie katolickie, skupione na dramacie obozów i łagrów (najczęściej w tym – szerokim – sensie rozumiem w moim tekście słowo „Auschwitz” czy „po Auschwitz”), na dramacie wyborów moralnych, świętości heroizmu i bestialstwa. Myślenie to znalazło wyraz w: prozie, poezji5, homiliach Jana Pawła II, enuncjacjach biskupów i w naukach rekolekcyjnych, w esejach i publicystyce, a tylko niekiedy w teologii akademickiej. Jest ono jednak – jak powiedział Jan Paweł II do teologów Europy środkowo-wschodniej – czymś więcej, niż teologią w ścisłym znaczeniu. Przybiera raczej postać świadectwa życia, świadectwa „o tym, co to znaczy czuć się w Bożych rękach, co to znaczy «uczyć się Chrystusa», który powierzył siebie dłoniom Ojca aż do: «Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego» (Łk 23, 46), wypowiedzianego na krzyżu”6.
Na tym „świadectwie życia” chciałbym się skupić. Całość zagadnienia ujmuję w cztery perspektywy: 1. „Wsteczna perspektywa nowożytności”; 2. Perspektywa odkupienia i ofiarowania; 3. Perspektywa maryjna: solidarność w człowieczeństwie; 4. Perspektywa pedagogii i dialogu.
W każdym z tych punktów szkicuję najpierw horyzont historyczny, następnie na jednym, dwóch przykładach pokazuję pierwotne zapisy doświadczenia Auschwitz w danej perspektywie. Później przechodzę do ich ujęcia w myśli Jana Pawła II i w późniejszej polskiej myśli religijnej7.
Strona: 1 2 3 4 5 > >>

Kontakt


Krakowska Fundacja
Centrum Dialogu i Modlitwy
w Oświęcimiu
ul. M. Kolbego 1, 32-602 Oświęcim

tel.: +48 (33) 843 10 00
tel.: +48 (33) 843 08 88
fax: +48 (33) 843 10 01

Dział Edukacyjny: education@cdim.pl
Recepcja: reception@cdim.pl

GPS: 50.022956°N, 19.19906°E

Facebook

Realizacja: Wdesk
2017 - 2020 © Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu Polityka cookies
zamknij
Ten serwis, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. | Polityka cookies